Przejdź do zawartości

1956.09.02 Kolejarz Poznań - Gwardia Bydgoszcz 4:1

Z wikiLech.pl
Sezon 1956, I liga, 15. kolejka
2 września 1956, niedziela, 16:00
Poznań, Stadion im. 22 Lipca
15.000 - 20.000
Fronczyk (Tarnów)
4:1
(1:1)

Kolejarz Poznań
Lech Poznań

Gwardia Bydgoszcz
Polonia Bydgoszcz


Teodor Anioła 36' (głową)
Janusz Gogolewski 53'
Zygfryd Słoma 72' (k.)
Teodor Anioła 74'
0:1
1:1
2:1
3:1
4:1
Zdzisław Nowacki 14'
Henryk Paczkowski
Władysław Sobkowiak
Tadeusz Szafczyk
Konrad Piechowiak
Zygfryd Słoma
Henryk Pietrzak
Florian Wojciechowski
Teodor Anioła
Janusz Gogolewski
Kazimierz Wróbel
Eugeniusz Rosik
Henryk Burchardt
Ryszard Dziadek
Henryk Szczepański
Leon Lizurek
Hubert Kudła
Ryszard Wiśniewski
Jerzy Brzeski
Henryk Norkowski
Marian Norkowski
Zdzisław Nowacki
Wojciechowski

trener:
Mieczysław Tarka

trener:
Józef Kotlarczyk




Pisali w Express Sportowy 1956.09.03

Express Poznański 1956.09.03 Nr208 zawiera Dodatek Sportowy

Nareszcie na meczu Kolejarza posypały się bramki, jak za dawnych dobrych czasów. Gwardia Bydgoszcz przegrała szczęśliwie "tylko" 1:4

RADOSNY dzień przeżywali wczoraj kibice Kolejarza, zebrani w rekordowej liczbie blisko 20.000 na Stadionie 22 Lipca, pupile ich bowiem zdobyli nie tylko dwa cenne punkty w meczu z bydgoską Gwardią, lecz odnieśli przy tym swe najwyższe w tegorocznych rozgrywkach zwycięstwo 4:1. Gwardia może być nawet zadowolona, że nie przegrała w znacznie wyższym stosunku. Napad Kolejarza stwarzał, zwłaszcza w drugiej połowie, tyle groźnych sytuacji pod bramką przeciwnika, że gdyby nie bramkarz Burchardt, grający z niesamowitym wprost szczęściem, wynik mógłby brzmieć równie dobrze 8:1. Motorem akcji ofensywnych Kolejarza byt znowu Anioła, znajdujący się w doskonałej formie. Niestety, w sytuacjach podbramkowych miał on wyraźnego pecha, gdyż albo przenosił z najbliższej odległości, albo też strzały jego trafiały w bramkarza. Niemniej jednak walnie przyczynił się do zwycięstwa, zdobywając pierwszą i czwartą bramkę. Strzelcami pozostałych byli Gogolewski i Słoma z karnego (za faul popełniony na Aniole). Goście jedynie w początkowym okresie gry byli bardzo niebezpieczni pod bramką Kolejarza, tym bardziej, że Paczkowski miał słaby dzień i bronił bardzo niepewnie. Zawinił on również bramkę, jaka padła w 13 minucie dla Gwardii. Zamiast bowiem chwycić piłkę, strzelona przez Noskowskiego wybił ją pod nogi Nowackiego, który nie omieszkał skorzystać z okazji lokując ją w siatce. Kto wie jaki obrót wziąłby mecz, gdyby strzał Nowackiego w 22 minucie nie odbił się o poprzeczkę. Widownia długo musiała czekać na wyrównanie, gdyż dopiero w 38 minucie Anioła przejął piłkę, strzeloną z wolnego przez Słomę i efektowną główką umieścił ją w siatce. Po zmianie atak Kolejarza mimo słabej gry Rosika często zagrażał bramce Gwardii strzelając przy tym gęsto i celnie. Napastnicy Kolejarza znaleźli się wielokrotnie sam na sam z bramkarzem, lecz strzały ich trafiały bądź to w Burchardta, bądź też odbiły się od słupka, czy poprzeczki. Nie mogąc sobie niejednokrotnie inaczej poradzić obrona Gwardii zaczęła stosować ostrą, a nawet brutalną grę. Zawody dostarczyły widowni sporo emocji, dawno już bowiem nie była ona świadkiem tak licznych, gorących svtuacji podbramkowych, a przede wszystkim tak skutecznej gry kwintetu ofensywnego gospodarzy. Doskonałe spisywała sie środkowa trójka z przebojowym Aniołą na czele, której dzielnie sekundował Wojciechowski na skrzydle. Natomiast Rosik psuł wiele grzesząc poza tym brakiem ambicji. W pomocy Pietrzak bardziej się podobał od Słomy, który nie zawsze celnie podawał. W ogóle podania były znów słabą stroną Kolejarza, albo były zbyt krótkie, albo niepotrzebnie kierowane góra. Z trójki obronnej najlepsze wrażenie pozostawił Sobkowiak, natomiast Piechowiak źle się ustawiał i za mało enrgicznie interweniował w niebezpiecznych sytuacjach podbramkowych. Z jedenastki Gwardii, grającej bardzo ambitnie i twardo wyróżnili się Burchardt w bramce, obrońca Dziadek, stoper Szczepański i Nowacki w ataku. [[1]]


Pisali w Przegląd Sportowy 1956.09.03

Przegląd Sportowy : organ Głównego Komitetu Kultury Fizycznej i Centralnej Rady Związków Zawodowych. 1956 nr 105=1229 [1230] (3 IX)

Anioła znów strzela bramki Kolejarz Poznań — Gwardia Bydgoszcz 4:1

POZNAŃ, 2.9. (tel. wł.). Kolejarz Poznań — Gwardia Bydgoszcz 4:1 (1:1). Bramki zdobyli dla Kolejarza- Anioła 2 Gogolewski 1 oraz Słoma z karnego, dla Gwardii Nowacki, Sędziował Fronczyk z Tarnowa. Widzów 15 tys.

Kolejarz: Paczkowski Sobkowiak Szafczyk, Piechowiak, Słoma, Pietrzak, Wojciechowski, Anioła, Gogolewski, Wróbel, Rosik.

Gwardia: Burchardt, Dziadek, Szczepański, Lizurek, Kudła, Wiśniewski, Brzeski, Norkowski I, Norkrwski II, Nowacki, Wojciechowski.

Kolejarze wygrali zasłużenie. Wynik mógłby być jeszcze wyższy gdyby nie Burchardt, który bronił i bardzo szczęśliwie uratował swą drużynę, od większej porażki. Raz (w 63 min.) słupek, po silnym strzale Rosika pomógł bramkarzowi Gwardii w obronie Jego. bramki Gospodarze zagrali tym razem dobrze, zwłaszcza po przerwie kiedy długimi podaniami szybko zdobywali teren i często ostrzeliwali bramkę przeciwnika. Najlepszym zawodnikiem na boisku był tym razem Anioła; swoimi rajdami tworzył on tyle zamieszania pod bramką gości, że ci ratowali się tylko z największym trudem. Dzielnie sekundowali mu pozostali partnerzy w napadzie, z wyjątkiem Rosika, który miał swój słaby dzień. Pomoc przed przerwą jakoś nie mogła się znaleźć, źle kryła i dość często pozwalała napastnikom gości na oddawanie strzałów z dużej odległości. To są co trzeba powiedzieć i o obronie bramkarz Paczkowski grał przez pierwszy kwadrans bardzo nerwowo. Po zmianie stron drużyna Kolejarzy uzyskała, wyraźną przewagę, a mądrze grający atak trzykrotnie zmusił Burchardta do kapitulacji. Drużyna gości rozpoczęła mecz bardzo obiecująco i dzięki większej szybkości miała nawet przewagę. W tym okresie Nowacki uzyskał w 14 min. prowadzenie, nie bez winy Paczkowskiego, który po ostrym strzale Norkowskiego odbił piłkę pod nogi nadbiegającego przeciwnika. Ale po zmianie kiedy Kolejarz zdobył trzecią bramkę przez Słomę. Bydgoszczanie widząc swą nieuchronną porażkę wyraźnie się zdeprymowali, popełniając w obronie coraz więcej błędów poza Burchardtem wyróżnił ale Dziadek, który do samego końca grał bardzo dobrze. Mecz był ciekawy, a przede wszystkim bardzo emocjonujący, widownia więc opuszczała stadion Warty zadowolona. [[2]]