1962.05.06 Lech Poznań - Lechia Gdańsk 0:1

Z wikiLech.pl
Sezon 1962, I liga, grupa B, 7. kolejka
6 maja 1962, niedziela, 17:30
Poznań, Dębiec
15.000 - 16.000
Gerard Kania (Katowice)
0:1
(0:1)


Lech Poznań Lechia Gdańsk
0:1 Bogdan Adamczyk 37' (k.)
Andrzej Skrzypczak
Krystian Polowczyk
Łucjan Gojny
Andrzej Karbowiak
Henryk Pietrzak
Henryk Wróbel
Bernard Bartoszak
Zygmunt Maciejak
Czesław Szczepankiewicz
Janusz Gogolewski
Karol Śmiłowski
Mieczysław Sztuka
Ryszard Szyndlar
Roman Korynt
Czesław Lenc
Edmund Wierzyński
Władysław Musiał
Czesław Nowicki
Jerzy Apolewicz
Bogdan Adamczyk
Janusz Charczuk
Kazimierz Frąckiewicz

trener:
Mieczysław Tarka

trener:
Edward Drabiński




"Nieprzyjemny finał poznańskiego meczu. Rzut karny decyduje o zwycięstwie Lechii" -
Przegląd Sportowy
Nieprzyjemny finał poznańskiego meczu. Rzut karny decyduje o zwycięstwie Lechii

Przegląd Sportowy z dn. 7.05.1962
Bramkę w 37 min. uzyskał Adamczyk z karnego. Sędziował słabo Kania z Katowic. Widzów 16 tys.

LECH: Skrzypczak, Polowczyk, Gojny, Karbowiak, Pietrzak, Wróbel, Bartoszak, Maciejak, Szczepankiewicz, Gogolewski. Śmiłowski.
LECHIA: Sztuka, Szyndlar, Korynt, Leno, Musiał, Wierzyński, Charczuk, Apolewicz, Frąckiewicz, Nowicki, Adamczyk.

POZNAŃ. 6.5. (tel. wł.). Zaraz po pierwszym gwizdku sędziego gospodarze przeprowadzili szybką akcję prawą strona boiska, zlikwidowaną dopiero na przedpolu szybkim wybiegiem Korynta. W chwilę później goście szybko zdobyli teren, a strzał głową Frąckiewicza przeszedł obok słupka. W 15 min. po centrze Gogolewskiego, Śmiłowski znalazł się sam na sam z bramkarzem Sztuką. Bramkarz gdańszczan popisał się wspaniałą interwencją! Gorące momenty rozgrzały z miejsca widownię. Burza wybuchła dopiero w 37 min. gry. Sędzia Kania zdecydował się podyktować rzut karny za dość przypadkową rękę Karbowiaka. Egzekutor Adamczyk nie dał żadnych szans bramkarzowi Lecha. Widzowie gwizdami protestowali przeciwko decyzji sędziego. To był jednak dopiero początek. Gdy w ostatniej minucie przed przerwą nie najlepiej dysponowany arbiter nie dostrzegł, że stoper Lechii Korynt zatrzymał ręką piłkę 15 metrów od własnej bramki wszczął się olbrzymi harmider na widowni.

Przy okrzykach i donośnych gwizdach toczyła się druga połowa spotkania, która stała pod znakiem zdecydowanej przewagi gospodarzy. Kolejarze zepchnęli gdańską jedenastkę do rozpaczliwej obrony. W 48 min. gry Szczepankiewicz, będąc sam na sam ze Sztuką, strzelił mu wprost w ręce. W 7 min. później w podobnej sytuacji Szyndlar wybił piłkę na korner. W 61 min. po rzucie wolnym, strzał Gogolewskiego minąwszy nieszczelny mur Lechii trafił w poprzeczkę!

Ostatnie 20 min. gry poznaniacy atakowali z jeszcze większym impetem. Wszystkie wysiłki nie przyniosły jednak zmiany rezultatu. Główna w tym zasługa przede wszystkim doskonale wczoraj grającego bramkarza Sztuki oraz całego bloku defensywnego gdańszczan.

Bezpośrednio po meczu kilku tysięczny tłum najmłodszych kibiców otoczył przejście z tunelu do szatni. Sędziowie z największym trudem ochraniani przez porządkowych, działaczy i milicję przedostali się do swych pomieszczeń. Z każdą chwilą wzmagał się napór rozwydrzonych wyrostków. W kierunku szatni poleciały kamienie. Niestety, starsi widzowie nie stanęli na wysokości zadania i nie pomagali porządkowym w zlikwidowaniu zajścia. Dopiero zdecydowana akcja milicji położyła kres niepoczytalnym wybrykom. Podkreślić trzeba wysoką ofiarność służby porządkowej i działaczy, którzy dokładali wszystkich wysiłków, ażeby całe zajście zlikwidować bez udziału organów MO.
St. Garczarczyk
Źródło: Przegląd Sportowy, nr 70 z 7 maja 1962 [1]
***


Pisali w Express Poznański 1962.05.07

Express Poznański 1962.05.07 Nr106

Niedopuszczalna reakcja kibiców na Dębcu W meczu z gdańszczanami Lech traci punkty

STADION LECHA dawno już nie był widownią wydarzeń jakie rozgrywały się tam po zakończeniu meczu między gospodarzem a Lechią Gdańsk (0:1). Rozgoryczeni porażką swych pupilów kibice Lecha przybrali wobec sędziego Kani z Katowic, który zdaniem ich podyktował niesłusznie rzut karny przeciwko jedenastce poznańskiej, tak "Przyjazną postawę, że porządkowi i przedstawiciele MO tylko z trudem zdołali doprowadzić go cało do szatni. Przed wejściem do niej zebrał tłum, który z każdą minutą przybierał na liczebności. Ponieważ mimo wezwań przedstawicieli MO obiegająca szatnie rzesza nie chciała opuścić boiska, zawezwane posiłki milicyjne rozproszyły ją przy użyciu świec dymnych. Dopiero wówczas nastał na boisku spokój. Tego rodzaju postawa pewnej części kibiców sportowych Poznania zasługuje na zdecydowane potępienie. Widocznie nie zdają oni sobie sprawy z tego, że takie wystąpienia mogą się zakończyć bardzo smutnie, Spowodować one mogą bowiem zamknięcie na pewien czas boiska Lecha, co pozbawiłoby wiele tysięcy amatorów piłki nożnej okazji do oglądania najbliższych pojedynków Kolejarzy. Wracając do samego meczu, stwierdzić wypada, że sędzia Kania miał wybitnie slaby dzień.Wprawdzie decyzja jego w sprawie rzutu karnego dla Lechii była słuszna, jednak z drugiej strony wzbraniał on się przed podjęciem takiej samej decyzji, gdy stoper Lechii Korynt, dotknął piłki ręką na własnym polu karnym. I to właśnie było przyczyną wrogiej postawy, jaką zajęła wobec niego część widowni.

Czy Lech zasłużył na porażkę? Naszym zdaniem nie. W przekroju całego meczu gospodarze byli drużyną lepszą i w drugiej połowie mieli zdecydowaną przewagę. Były takie okresy, że cała drużyna Lechii skupiła się na własnej połowie boiska, broniąc bramki przed falowymi atakami gospodarzy. O przewadze Lecha świadczy najlepiej stosunek kornerów 10:1. Napastnicy Lecha mieli kilkakrotnie idealne wprost sytuacje podbramkowe, jednak nie umieli ich wykorzystać. Na przeszkodzie stał bramkarz Sztuka, który okazał się mistrzem swego fachu, broniąc najgroźniejsze nawet strzały. Dość powiedzieć, że w ciągu 90 minut napad gospodarzy oddał na bramkę Lechii 25 strzałów z czego 16 celnych. Natomiast kwintet ofensywny gości strzelał znacznie mniej celnie, gdyż na ogólną ilość 23 strzałów tylko 4 były skierowane wprost na bramkę Skrzypczaka, w tym jeden z rzutu karnego. W drużynie gospodarzy stosunkowo najlepiej wypadła jeszcze linia pomocy, choć podania jej do napadu nie zawsze były celne. W obronie na najlepszą notę zasłużyli Karbowiak i Gojny. Ten ostatni przeniósł się w ostatnich 20 minutach do napadu, jednak mimo wysiłków nie zdołał zmienić wyniku. Z piątki napastników kilka doskonałych momentów miał środkowy Szczepankiewicz, któremu jednak nie sprzyjało szczęście, gdyż dwukrotnie, znajdując się sam na sam z bramkarzem, strzelił wprost w niego. Najrówniejszym zawodnikiem w tej linii był Gogolewski, jednak strzały jego nie miały tej dynamiki, co kiedyś. Utrata dwóch punktów na własnym boisku jest dla Lecha prawdziwą klęską i trudno będzie ją odrobić w pozostałych spotkaniach. [[2]]