1963.03.03 Lech Poznań - Pogoń Szczecin 4:1
| Sezon 1962/63, Puchar Polski, 1/8 finału | ||
| 4:1 (2:0) |
||
| Lech Poznań | Pogoń Szczecin | |
| Zygmunt Maciejak 2' Henryk Mikołajewski 41' Zygmunt Maciejak 80' Jan Kaczmarek 81' |
1:0 2:0 2:1 3:1 4:1 |
|
| Zygmunt Mendalko Bernard Bartoszak Łucjan Gojny Andrzej Karbowiak Henryk Pietrzak Henryk Wróbel Czesław Szczepankiewicz Zygmunt Maciejak Janusz Gogolewski Jan Kaczmarek Henryk Mikołajewski |
Wojciech Frączczak Bronisław Szlinter Hubert Fiałkowski Eugeniusz Ksol Jerzy Krasucki Andrzej Trywiański Bogdan Maślanka Joachim Gacka Marian Kielec Roman Jaworski Zbigniew Łowkis | |
trener: Zygfryd Słoma |
trener: Zygmunt Czyżewski | |
Pisali w Express Poznański 1963.03.04
Express Poznański 1963.03.04 Nr53
Napastnicy Lecha nawiązali wczoraj do dobrych czasów "bombardierów dębieckich"
KIBICE Lecha nie żałowali wczoraj swego przybycia na stadion dębiecki, gdyż pupile ich rozprawili się w meczu o puchar Polski ze szczecińską Pogonią 4 : 1 (2 : 0). Spotkanie rozpoczęło się sensacyjnie. Już w 2 minucie gol! To Maciejak uzyskał prowadzenie, sprytnie ogrywając dwóch zawodników gości i posyłając piłkę z około 16 metrów do siatki. Emocje nie skończyły się jednak na tym radosnym dla poznaniaków momencie. Chwilę później Lech był o krok od podwyższenia wyniku. Błyskawiczna akcja Szczepankiewicza, została zakończona idealnym dośrodkowaniem. Piłkę przejął Gogolewski, a jego silny strzał z ledwością odparował bramkarz Pogoni - Frączak. Niedługo potem znów "zapachniało" bramką lecz tym razem silny strzał Kaczmarka trafił w słupek. Kaczmarek ponownie dopadł piłki, lecz jego dobitkę wybił bramkarz szczecinian. Kolejarze w tym okresie grali, jak w transie często zagrażając bramce przeciwnika, a celnymi strzałami popisywali się Gogolewski, Maciejak i Mikołajewski. Ten ostatni ustalił w 34 min. wynik pierwszej połowy, strzelając z kilkunastu metrów. Po zmianie stron niespodziewany kontratak przypuścili goście. W 50 min. Maślanka zdecydował się na solowy rajd, ograł dwóch obrońców Lecha i zmusił Mendalkę do kapitulacji. Był to jednak - jak się potem okazało - łabędzi śpiew szczecinian. Kolejarze znów rozpoczęli oblężenie. Po
kilku udanych akcjach zakończonych strzałami Gogolewskiego i Maciejaka, który był motorem wszelkich poczynań naszego zespołu, padły dalsze bramki. W 80 minucie Maciejak wywalczył piłkę, ograł dwóch obrońców i obok wybiegającego bramkarza skierował ją do siatki. Kilkanaście sekund później Kaczmarek ustalił wynik spotkania. W sumie mecz był bardzo interesujący, a wynik mógł być wyższy, gdyby nie świetny dzień bramkarza Pogoni Frączaka. Poznaniacy zaimponowali ambicją, szybkością, opanowaniem piłki i celnymi strzałami. Oby tak było i w następnych spotkaniach. [[1]]
Pisali Kurier Szczeciński 1963.03.03
Kurier Szczeciński. R.19, 1963 nr 53 wyd.AB
Pierwsza od wielu lat porażka Pogoni z Lechem (Telefonem od specjalnego wysłannika)
PRÓBOWAŁEŚ zapewne drogi Czytelniku w młodych bez troskich latach biegnąc w butach po lodzie schwytać swego kolegę, który uciekał na łyżwach. Chyba nikomu nie udała się ta sztuka. W tym nie równym pojedynku zwyciężał łyżwiarz. Pamiętając o tej pouczającej zabawie, piłkarze poznańskiego Lecha przed meczem z Pogonią „uzbroili” swoje buty w gwoździe umiejętnie powbijane w kołki. Rezultat tego „genialnego” pomysłu — zwycięstwto 4:1 w meczu z Pogonią. Dlaczego?
NA TWARDEJ, uwałowanej powierzchni śniegowej pokrywającej płytę boiska Kolejarze w swych „zmodyfikowanych” (w brew przepisom !) butach czuli się bardzo pewnie na nogach. Błyskawiczne starty do piłki, dryblingi wykonywane były tak jak na „normalnym ” boisku , Portowcy którzy grali w zwykłych butach piłkarskich przy pominali owych chłopców, którzy bezskutecznie usiłują złapać na lodzie swoich kolegów uzbrojonych w łyżwy. Nie zrobię zapewne przesady jeśli 50 pro cent wczorajszego zwycięstwa Lecha nad Pogonią przypiszę na konto tych „cudownych butów ”. O RESZTĘ postarali się Kolejarze poprawną, szybką i skuteczną grą w ataku. W tej formacji najbardziej podobał się 19-letni prawoskrzydłowy SZCZEPANKIEWICZ, którego błyskawiczne rajdy przypominały do złudzenia Fabera. ATAK Pogoni właściwie nie istniał na boisku. Dość powiedzieć, że pierwszy strzał na bramkę MENDALKI oddał ISIELEC dopiero w
20 minucie gry! Wyraźnie dawał się odczuć brak Jerzego KRASUCKIEGO , któryspełnia w ataku portowców rolę rozgrywającego. Kielce
został zastopowany całkowicie przez Gojnego. Z dwójki skrzydłowych — ŁOWKIS — MASIANKA, lepszy był ten drugi - zdobywca honorowej bramki (przy stanie 0:2). Łącznicy — GACKA i JAWORSKI — zupełnie niewidoczni. Jako tako grały jeszcze linie obronne, w których wyróżniali się : FRĄCZCZAK w bramce i FIJAŁKOWSKI na stoperze. [[2]]