Przejdź do zawartości

1972.08.05 ROW Rybnik - Lech Poznań 4:0

Z wikiLech.pl
Sezon 1972/73, I liga, 3. kolejka
5 sierpnia 1972, sobota, 17:00
Rybnik, stadion ROW
12.000
Kazimierz Polaczek (Łódź)
Pluto i Torzecki (Łódź)
4:0
(1:0)


ROW Rybnik Lech Poznań
Józef Gach 28'
Henryk Zdebel 47'
Eugeniusz Lerch 49'
Ryszard Błachut 82'
1:0
2:0
3:0
4:0
Franciszek Pelczar
Stanisław Sobczyński
Józef Golla
Paweł Konsek
Henryk Wieczorek
Józef Gach
Ryszard Błachut
Henryk Zdebel
Edward Lorens
Eugeniusz Lerch
Gerard Pawlik
Andrzej Fischer
Lech Lesiewicz
Tadeusz Płotka II
Jan Kaczmarek
Aleksander Bilewicz
Teodor Napierała
Jan Stępczak
Edward Kuczko (71' Jan Domino)
Zbigniew Franiak
Wiesław Adamski
Włodzimierz Wojciechowski (83' Adam Giel)

trener:
Teodor Wieczorek

trener:
Mieczysław Chudziak



Relacje prasowe

"ROW Rybnik - LECH Poznań 4:0 (1:0) Takie zwycięstwo dodaje odwagi" -
Przegląd Sportowy
ROW Rybnik - LECH Poznań 4:0 (1:0) Takie zwycięstwo dodaje odwagi

Przegląd Sportowy. 1972 nr 124=5690 (7 VIII)

ROW RYBNIK - LECH POZNAŃ 4:0 (1:0). Bramki zdobyli Gach w 35 min. Zdebel w 48 min., Lerch w 43 min. i Błachut w 85 min. Sędziował jako główny Polaczek oraz Pluto i Torzecki jako liniowi (wszyscy z Łodzi). Widzów 12 tys.

ROW: Pelczar - Sobczyński, Wieczorek, Golla, Konsek - Gach, Zdebel, Lorens - Błahut, Lerch, Pawlik.

LECH: Fischer - Lesiewicz, Kaczmarek, Płotka, Bilewicz - Napierała, Kuczko (od 71 min. Domino), Franiak - Stępczak, Adamski, Wojciechowski (od 83 min. Giel).

RYBNIK 5.8. (tel. wł.). Z dwóch beniaminków pomyślniej wystartował Lech, który do soboty miał na swym koncie 3 pkt., podczas gdy rybniczanie zanotowali same porażki. W bezpośredniej konfrontacji okazało się jednak, że niżej notowany beniaminek jest lepszy aż o 4 bramki. Zwyciężył Górnik 4:0 i nikt chyba włącznie z sympatykami Lecha nie powie, że jest to zbyt wysokie zwycięstwo gospodarzy. W tym meczu liczył się bowiem tylko ROW, mający nieustanną przewagę, z pasją przeprowadzający ataki, tworzący tak wyrównany kolektyw, że wyróżnienie w nim kogokolwiek krzywdziłoby pozostałych poznaniaków. Widmo klęski zagrażało Lechowi od początku meczu. Nieustanne ataki rybniczan co prawda długo były powstrzymywane przez dobrze na razie grającą defensywę gości, ale ponieważ pozostałe formacje niezdolne były utrzymać piłki i odciążyć kolegów, z każdą chwilą stawało się pewniejsze, że bramkarz Fischer musi wreszcie skapitulować, że obrońcy Lecha w końcu nie sprostają jakże trudnym obowiązkom. A były one naprawdę trudne, gdyż u rybniczan podział między atakiem a drugą linią czy nawet obroną w zasadzie nie istniał. Gdy bowiem defensywa Lecha zdołała zastopować wypad napastników, natychmiast do akcji nękających włączali się rozgrywający, a nawet obrońcy. Pierwsze dwie bramki zdobyli pomocnicy, przy czym inaugurująca padła z podania obrońcy Konska.

Atakowali więc rybniczanie 8 zawodnikami, pozostawiając w tyle tylko Sobczyńskiego, Gollę i Pelczara, co w pełni wystarczało do utemperowania niemrawych napastników Lecha. którzy nie oddali w tym meczu ani jednego silnego i celnego strzału. Szybkie ataki poparte stałymi zmianami pozycji tak zdezorientowały piłkarzy Lecha, że ci całkowicie oddali inicjatywę i na domiar złego zaczęli grać jak nowicjusze. Zabrakłoby np. palców, aby policzyć podania piłkarzy Lecha idealnie adresowane do...gospodarzy. Oczywiście nie samym tempem, szybkością i pasja walki pokonali rybniczanie swych rywali. Byli nie tylko sprawniejsi, lecz i lepsi technicznie. Poprawa w wyszkoleniu szczególnie zauważalna jest u Wieczorka, którego talent stale się rozwija oraz u Pawlika - jednego z najszybszych skrzydłowych w kraju, którego upilnowanie będzie sprawiało wiele trudności wszystkim naszym obrońcom. Sprawozdanie w zasadzie poświeciliśmy drużynie bezwzględnie lepszej. O Lechu bowiem można tylko napisać, że grał sympatycznie, że bramkarz Fischer nie ponosi odpowiedzialności za żadną z czterech bramek, że nawet obecność kontuzjowanego Jakóbczaka nie mogła mieć w tym meczu "wpływu" na końcowy wynik.
TADEUSZ SAS
Źródło: Przegląd Sportowy, nr 124 z 7 sierpnia 1972 [1]
***
"ROW Rybnik - Lech 4:0 Wierzymy, że dalej będzie lepiej!" -
Express Poznański
ROW Rybnik - Lech 4:0 Wierzymy, że dalej będzie lepiej!

Express Poznański 1972.08.07 Nr184

TAK WIĘC STAŁO się to, czego mogliśmy się wszyscy spodziewać - nikt chyba nie liczy, że nasi piłkarze kroczyć będą od sukcesu do sukcesu. Pierwsza porażka przyszła szybko - w trzeciej kolejce, jest tym mniej przyjemna, że bardzo wysoka i to z zespołem, który jak Lechici, dopiero co wystartował w ekstraklasie. Już wcześniej było wiadomo, że mecz z rybnickim ROW-em nie będzie łatwy. Lechici jechali przecież na to spotkanie poważnie osłabieni brakiem czołowych zawodników, a przeciwnicy. Jak wieść niosła, byli wyjątkowo dobrze ostatnio dysponowani. I gdyby tak wynik był o dwie bramki niższy, można było przyjąć bez rozczarowania. Stało się inaczej. Strata czterech bramek, bez jednej chociażby strzelonej przeciwnikom, to bardzo gorzka pigułka dla kibiców. Trzeba ją przełknąć i szybko o niej zapomnieć, wierząc, że w następnych meczach będzie lepiej. Liczymy, że piłkarze Lecha, trenerzy i kierownictwo drużyny, wyciągną właściwe wnioski z tej lekcji i wszystko zrobią aby w przyszłości nie zawieść wiernych kibiców którzy liczą na swych ulubieńców. Zamiast sprawozdania z meczu, zamieszczamy dzisiaj fotoreportaż z rybnickiego spotkania.

Nasz fotoreporter przybył - tak właśnie padła pierwsza bramka w sobotnim spotkaniu. Dobrze spisujący się w całym meczu Fischer, tym razem pospieszył się nieco z interwencją, co pozwoliło Gachowi strzelić tego gola. Fot.:(3) A. Wierachowski.

Nasi, chociaż rzadziej od przeciwników, też atakowali. Na zdjęciu widzimy jak Stępczak próbuje głową skierować piłkę do bramki ROW-u.
W tym wypadku bramkarz Lechitów wykazał się refleksem i pewnie obronił groźny strzał.
Źródło: Express Poznański, nr 184 z 7 sierpnia 1972 [2]
***
"W pojedynku beniaminków wygrał ROW" -
Głos Wielkopolski
W pojedynku beniaminków wygrał ROW

Głos Wielkopolski. 1972.08.06-07 R.28 nr186 Wyd.A

W sobotę na stadionie w Rybniku drużyna Lecha Poznań rozegrała kolejny mecz I ligi piłkarskiej z ROW-em. Spotkanie dwóch beniaminków zakończyło się wysokim zwycięstwem gospodarzy 4:0 (1:0). Pierwszą bramkę spotkania zdobył dla ROW-u w 30 min. Gach. Wpłynęła ona deprymująco na piłkarzy poznańskich, którzy jednak dość szybko otrząsnęli się po tej stracie i rozpoczęli kontrataki. Nie spowodowały one jednak zmiany wyniku. W chwili kiedy sędzia odgwizdał przerwę wszystko było jeszcze do odrobienia, a wierni kibice ROW-u nie byli zbyt pewni zwycięstwa swoich pupilów. Drugą połowę obie drużyny rozpoczęły falowymi atakami dążąc do zmiany rezultatu spotkania. Wysiłki piłkarzy Lecha nie przyniosły jednak oczekiwanych wyników. Więcej szczęścia mieli rybniczanie których akcje imponowały tempem i składnością. Już w 47 min. Zdebel zdobywa kolejną bramkę a w dwie min. później Lerch podwyższa rezultat do 3:0. Po zdobyciu trzeciej bramki rybniczanie zaczęli „szanować” piłkę. Teraz na chwilę inicjatywę przejęli Lechici. Przez około dziesięć minut toczy się gra wyrównana z minimalną przewagą gości. Wszelkie jednak wysiłki celem zmiany niekorzystnego dla siebie wyniku prowadzone przez poznaniaków załamują się na dobrze w tym dniu dysponowanych liniach defensywnych rybniczan. W tym okresie Lechici mają kilka doskonałych okazji do zdobycia bramki niestety nie wykorzystanych. Wynik meczu ustalił w 82 min. Błachut. Spotkanie stało na dobrym poziomie, obfitowało w zaskakujące akcje. Był to na pewno udany występ piłkarzy ROW-u, którzy na własnym terenie zaprezentowali dobrą grę. Na wyróżnienie zasługuje grający na lewym skrzydle Pawlik, który stworzył swoim kolegom wiele okazji do idealnych wejść i sytuacji do strzałów. W drużynie poznańskiej podobali się: Napierała, a szczególnie popisowo grający bramkarz Fischer. Zebrał on wiele oklasków od obiektywnej, rybnickiej publiczności. Uratował poza tym Lecha przed jeszcze dotkliwszą porażką gdyż obronił wiele niebezpiecznych strzałów w pięknym stylu. Na wysoką przegraną Lecha w Rybniku wpłynęła niewątpliwie defensywna gra od pierwszych minut meczu, a przecież poznańscy piłkarze zbyt późno przypomnieli sobie, że najlepszą obroną jest atak.

Wczoraj powtórzyła się historia środowego dnia. Im bliżej było godziny zakończenia meczu piłkarskiego ROW Rybnik — Lech Poznań tym gwałtowniej dzwoniły redakcyjne telefony. Trzech ludzi z ledwością nadążało z udzielaniem informacji. Jakże jednak odmienna była reakcja czytelników. Znaczna większość nie dawała wiary informacji. Przegrana 0:4 nie mieściła się w ich kalkulacjach. Wielu dzwoniło kilkakrotnie, jak gdyby chciało usłyszeć inne, lepsze wieści. Niestety porażka stała się faktem. Cóż można powiedzieć o meczu, z którym co tu dużo gadać, wielu wiązało ciche marzenia. Optymiści widzie li już swoją drużynę na czele tabeli. Prawda okazała się gorzka. Trudno na gorąco skomentować rybnickie spotkanie. Wnioski z niego wyciągną zapewne trenerzy, działacze, no i sami zawodnicy. Wydaje się jednak, że w dyskusji nie powinno zabraknąć oceny przyjętej taktyki. Piłkarska, wielokrotnie sprawdzona zasada, że atak jest najlepszą obroną nie może zginąć z pola widzenia trenerów i kierownictwa klubu.
WŁODZIMIERZ PAZNIEWSKI
Źródło: Głos Wielkopolski, nr 186 z 6-7 sierpnia 1972 [3]
***


Źródło: , 1973
***