1993.11.17 Polska - Holandia 1:3

Z wikiLech.pl
Eliminacje mistrzostw świata 1994
17 listopada 1993, środa, 19:00
Poznań, Bułgarska
17.000
Leif Sundell Szwecja

1:3
(1:1)


Polska Holandia

Marek Leśniak 13'
0:1
1:1
1:2
1:3
Dennis Bergkamp 10'

Dennis Bergkamp 66'
Ronald de Boer 88'
Adam Matysek
Juliusz Kruszankin
Marcin Jałocha (78' Ryszard Czerwiec)
Tomasz Wałdoch
Marek Koźmiński
Dariusz Adamczuk
Grzegorz Lewandowski
Radosław Michalski
Robert Warzycha (66' Tomasz Cebula)
Wojciech Kowalczyk
Marek Leśniak
Ed de Goey
Ronald Koeman
Frank de Boer
Ulrich van Gobbel
Jan Wouters
Aron Winter
Erwin Koeman
Marc Overmars
Bryan Roy
Ronald de Boer
Dennis Bergkamp

trener:
Lesław Ćmikiewicz

trener:
Dick Advocaat
Oficjalny mecz reprezentacji Polski numer 519


Skrót meczu

Skrót meczu

Transmisja meczu

Reportaż z inwazji kibiców holenderskich na Poznań

"Polska - Holandia 1:3 Zeszli do szatni jak statyści..." -
Express Poznański
Polska - Holandia 1:3 Zeszli do szatni jak statyści...

TAKIEGO SPEKTAKLU, jak wczoraj przy Bułgarskiej, polscy kibice jeszcze nie widzieli i z pewnością tak szybko nie zobaczą. Reprezentacja Holandii pokonała piłkarzy Polski 3:1 (1:1) i zapewniła sobie wyjazd na przyszłoroczne mistrzostwa świata w USA, a 15 tysięcy fanów "pomarańczowych" zaprezentowało spektakl, który na długo pozostanie w naszej pamięci. Wydawało się, że spotkanie rozgrywane jest w Amsterdamie czy Rotterdamie, bo na trybunach stadionu Lecha było pomarańczowo, a kibice Holandii od pierwszych minut ogłuszającym dopingiem zagrzewali do boju swoich ulubieńców. Już po 10 minutach na trybunach zapanowała euforia. Znakomite podanie od Jana Woutersa otrzymał Dennis Berkamp, znalazł się sam na sam z Adamem Matyskiem i było 1:0 dla "pomarańczowych". Na trybunach rozpoczął się festiwal kibiców z kraju tulipanów i...szybko zgasł. Białoczerwoni przeprowadzili szybką kontrę, Ronald Koeman pogubił się na polu karnym i Leśniak bezlitośnie wykorzystał błąd młodszego z braci, pokonując golkipera Holandii. 5-tysięczna grupka polskich kibiców miała powody do radości. Niestety, po raz pierwszy i ostatni. W pierwszej połowie Holendrzy mogli jeszcze kilka raz razy pokonać Matyska, ale szczęście sprzyjało gospodarzom. Jednak w drugiej odsłonie piłkarze trenera Advocaata niepodzielnie panowali już na boisku. Polska obrona zaczęła się gubić, a słabiutki Adamczuk zarobił żółtą kartę, za nieparlamentarną dyskusję z arbitrem. W 56 minucie Polacy zostali srogo skarceni, a "plaster" Berkampa Radosław Michalski został znowu ośmieszony. Jak błyskawica pomknął lewym skrzydłem czarnoskóry Bryan Roy i znakomicie obsłużył Berkampa. Mistrz ponownie okazał się nieomylny i znów w euforii zafalowały pomarańczowe trybuny. W następnych kilkunastu minutach Holendrzy mieli jeszcze niezliczoną ilość strzeleckich sytuacji. Na posterunku stawała poprzeczka, albo dobrze broniący Adam Matysek. Ten ostatni był najjaśniejszym punktem drużyny, choć Polacy zagrali tak, jak w dniu dzisiejszym na to ich stać. Gdy fani "pomarańczowych" przymierzali się do rozpoczęcia pomeczowego festiwalu, a do końcowego gwizdka brakowało dwóch minut Ronald de Boer przypieczętował triumf. Po błędzie Kruszankina Matysek znowu był bezradny. Na trybunach stadionu Lecha rozpoczął się prawdziwy show w wykonaniu 15 tysięcy fanów z Holandii. A polscy piłkarze jak statyści, po cichu, zeszli do szatni. Czy sympatycy futbolu w naszym kraju będą mogli w przyszłości tak świętować triumf swojej reprezentacji?

POLSKA: Matysek Adamczuk, Kruszankin, Wałdoch, Koźmiński, Warzycha (65 Cebula), Lewandowski, Michalski, Jałocha (78' Czerwiec), Kowalczyk, Leśniak.
HOLANDIA: de Goey, van Goobel, Frank de Boer, Ronald Koeman, Erwin Koeman, Wouters, Overmars, Winter, Ronald de Boer, Berkamp, Roy.
Żółta kartka: Dariusz Adamczuk.

Wokół wczorajszej gry Na Bułgarskiej i nie tylko

Pomarańczowe barwy opanowały wczoraj Gród Przemysława. Kurtki, czapeczki, flagi, ba, nawet specjalne peruczki wszystko to było w kolorze marchewkowym. Już w dzień zablokowane zostały przez holenderskich kibiców, niektóre punkty w centrum Poznania. Pomysłowość naszych gości nie miała chyba zresztą granic. Oto w godzinach południowych w pobliżu Kaponiery można było zobaczyć wielce oryginalny samochód (pomalowany w różne ciapki), na dachu którego(!) podróżował sobie fan zespołu "Oranje", wymachując przy tym beztrosko balonikami. Pomarańczowymi, oczywiście.

Holenderscy fani nie cieszą się w Europie dobrą sławą. Przy Bułgarskiej stworzyli jednak fantastyczną atmosferę. Już dwie godziny przed meczem stadion wypełnił się chóralnym śpiewem. Bawili się nawet fotoreporterzy i dziennikarze, którzy z każdą minutę coraz liczniej zjawiali się na płycie boiska. A po spotkaniu...

...To była prawdziwa feta. Ogromna radość towarzyszyła i zawodnikom i kibicom. Najbardziej uszczęśliwiony był jeden z fanów, który powróci do domu z koszulką Marca Overmarsa. A reprezentacyjny pomocnik naszych rywali opuścił murawę owinięty flagą...USA, którą otrzymał w zamian od swego sympatyka.

W sektorze zajmowanym przez szych kibiców i sporą grupę dziennikarzy, zabłąkało się kilku popijających piwo gości z Niderlandów. Bawili się znakomicie, a jeden z nich obiecał, że po meczu podziękuje białoczerwonym ni mniej, ni więcej, tylko po polsku. Uparcie ćwiczył przy tym wymowę, prosząc reportera "EP" o rady w języku jak to określili koledzy po piórze - niemieckim, nauczonym w Holandii, z akcentem bawarskim. A że i wypite piwo dało o sobie znać... Z wzajemnym zrozumieniem było więc niezwykle trudno.

Humor nie opuszczał przyjezdnych, humor nie opuszczał też i żurnalistów. Będą polewać Ćmikiewicza, bo się za bardzo "gorączkuje" - tak oto skomentował jeden z nich "wyprawę" dwóch strażaków z gaśnicami w dłoniach w kierunku naszej ławki rezerwowych. Sensacji jednak nie było, chodziło bowiem tylko o niewielkie ognisko, rozpalone przy jednej z trybun. (mwr)
Źródło: Express Poznański, 18 listopada 1993
***