1995.05.10 Legia Warszawa - Lech Poznań 0:1

Z wikiLech.pl
Sezon 1994/95, I liga, 28. kolejka
10 maja 1995, środa, 18:00
Warszawa, Stadion Wojska Polskiego
7.500 (w tym 220 gości)
Zygmunt Ziober (Przemyśl)
Szpak i Kulaszka
0:1
(0:0)

Legia Warszawa

Lech Poznań

0:1 Jacek Dembiński 81'
Maciej Szczęsny
Marek Jóźwiak
Jacek Zieliński
Krzysztof Ratajczyk
Grzegorz Lewandowski (21' Piotr Mosór 84' Jacek Kacprzak)
Radosław Michalski
Leszek Pisz
Zbigniew Mandziejewicz
Adam Fedoruk
Marcin Mięciel
Jerzy Podbrożny
Jacek Przybylski
Marek Rzepka
Jacek Bąk II
Paweł Wojtala
Piotr Reiss
Waldemar Kryger
Krzysztof Piskuła
Marek Czerniawski
Ryszard Remień
Jacek Dembiński
A. Wichniarek (46' Waldemar Przysiuda 70' T. Augustyniak)

trener:
Paweł Janas

trener:
Romuald Szukiełowicz
Do meczu z Lechem, Legia nie przegrała 48 ligowych meczów u siebie.




Skrót meczu

Zdjęcia kibicowskie

Relacje prasowe

"PROGNOZA PRZEGLĄDU SPORTOWEGO" -
Przegląd Sportowy
PROGNOZA PRZEGLĄDU SPORTOWEGO

Przegląd Sportowy 1996.05.09 Nr 88

WARSZAWA, ul. Łazienkowska 3 LEGIA - LECH MECZ KOLEJKI.
LEGIA: Szczęsny - Jóźwiak, Zieliński, Ratajczyk - Lewandowski Michalski, Pisz, Mandziejewicz, Fedoruk - Podbrożny, Mięciel. Nie zagra: Bednarz (kartki), Unton? (kontuzja). LEGIA (u siebie): Hutnik 1:0, Warta 5:0, Olimpia 1:0, Stal M. 2:0, ŁKS 3:0, Górnik 2:0, Petrochemia 3:0, Ruch 4:0, Zagłębie 2:0, Stomil 3:2, GKS Katowice 1:0, Sokół 4:0, Pogoń 2:1. RAZEM: 13-0-0.

PROGNOZA "PS": Legioniści od kwietnia 1992 roku nie przegrali u siebie meczu w lidze. W tym sezonie odnieśli 13 zwycięstw. Nie zapowiada się, by przegrali najbliższe spotkanie z Lechem, choć poznaniacy będą zapewne bardzo wymagającym przeciwnikiem. W niedzielę Lechici udowodnili, że mogą pokonać najgroźniejszych - urwali dwa punkty Widzewowi. Obrońcy tytułu są jednak bardziej doświadczeni i skuteczniejsi od łodzian. Mają niezawodnego przy wykonywaniu stałych fragmentów gry, Leszka Pisza. Do bramki powrócił mający reprezentacyjne aspiracje Maciej Szczęsny. Coraz lepiej spisuje się w ataku Marcin Mięciel. Największą siłą legionistów jest miażdżąca rywali środkowa formacja. Jak więc nie typować pewnego zwycięstwa gospodarzy...

LECH: Przybylski - Wojtala, Rzepka, Kryger - Remień, Bąk, Twardygrosz, Piskuła, Przysiuda - Dembiński, Reiss. LECH (na wyjeździe): ŁKS 2:0, Górnik 1:1, Hutnik 1:2, Stal St. W. 1:1, Raków 2:1, Widzew 3:4, Warta 2:0, Olimpia 2:0, Stal M. 2:2, Pogoń 2:3, Petrochemia 1:2, Ruch 0:1, Zagłębie 2:2. RAZEM: 4-4-5.
Źródło: Przegląd Sportowy, nr 88 z 9 maja 1995
***
"LEGIA Warszawa - LECH Poznań 0:1 (0:0)" -
Przegląd Sportowy
LEGIA Warszawa - LECH Poznań 0:1 (0:0)

Przegląd Sportowy 1995.05.11 Nr 90

WARSZAWA, 10.5. Romuald Szukiełowicz, trener Lecha, opuścił szatnię po meczu z Legią rozpromieniony. Rano przeczytał w jednej z gazet, że w nowym sezonie poznański klub będzie prowadził Hubert Kostka. "Szukieł" już przed spotkaniem dopytywał się działaczy, czy ma zająć miejsce na trybunach. Odpowiedzieli, że nie, przecież do grudnia ma ważny kontrakt. Lech wygrał na Łazienkowskiej 1:0. Przerwał bardzo długą (ponad 3 lata) serię ligowych meczów Legii bez porażki. Po 48 spotkaniach wygranych lub zremisowanych na stadionie Wojska Polskiego w Warszawie gospodarze zeszli do szatni bez punktu. Szukiełowicz w karierze pierwszoligowego szkoleniowca nigdy jeszcze nie wygrał w Warszawie. Wreszcie w środę zanotował pierwsze zwycięstwo. Znakomicie zaprezentowała się większość piłkarzy Lecha. Brylowali Jacek Przybylski w bramce oraz Jacek Dembiński w ataku. Na wysokie noty zasłużyli obaj obrońcy kryjący - Jacek Bąk i Paweł Wojtala. Paweł Janas, trener Legii, mial zupełnie inny humor niż Szukiełowicz. Do ostatniej minuty gospodarze liczyli na prze wyrównanie. Sędzia drugą połowę przedłużył o ponad cztery minuty. I to nie pomogło.

LEGIA Warszawa - LECH Poznań 0:1 (0:0). Bramka: Dembiński 79'. Sędziowali: Ziober (6) jako główny oraz Szpak i Kulaszka. Widzów: 7500.

LEGIA: Szczęsny 8, Jóźwiak 5, Zieliński 6, Ratajczyk 6, Lewandowski (21' Mosór 3, 84' Kacprzak), Michalski 6, Pisz 6, Mandziejewicz 5, Fedoruk 5, Mięciel 4, Podbrożny 6.

LECH: Przybylski 9, Bak 8, Rzepka 6, Wojtala 8, Reiss 5, Kryger 5, Czerniawski 6, Piskula 5, Remień 6, Dembiński 9, Wichniarek 3 (46' Przysiuda, 70' Augustyniak).

KIBICUJĄC LEGII

W JESIENNEJ rundzie w Poznaniu legioniści wygrali 1:0. Gospodarze więc mieli prawo sądzić, że po raz czterdziesty dziewiąty nie zejdą z własnego boiska pokonani, a nawet po raz czternasty zwyciężą w tym sezonie na Łazienkowskiej. Niestety, jubileuszu pięćdziesięciu meczów bez porażki mistrzowie Polski nie będą już obchodzić. Ulegli Lechowi 0:1 rekord zatrzymał się na czterdziestu ośmiu meczach. Pierwsi groźną akcję przeprowadzili w 5 minucie gospodarze. Adam Fedoruk minął w swoim stylu Piotra Reissa i Marka Rzepkę, znalazł się na dziesiątym metrze przed bramką Lecha, strzelił po ziemi i cudem odbił piłkę nogami Jacek Przybylski. Dobitka Marcina Mięciela trafiła w boczną siatkę. Dwie minuty później wspaniałą obroną popisał się Maciej Szczęsny, wyłapując piłkę po uderzeniu Artura Wichniarka z dwunastego metra. Za moment Jacek Zieliński zablokował strzał Reissa, w 12 minucie powstrzymał atak Jacka Dembińskiego, wybijając piłkę na aut. Te trzy groźne akcje gości jakby przebudziły legionistów. W 16 minucie Leszek Pisz znakomicie dograł na głowę Mięcielowi, ale napastnik posłał futbolówkę obok słupka. Potem Pisz sam próbował pokonać Przybylskiego, lecz piłka po strzałach z dystansu filigranowego rozgrywającego poszybowała nad poprzeczką. W 31 minucie Pisz dośrodkował z lewej strony do Piotra Mosóra, który głową posłał piłkę nad Przybylskim, ale także nad bramką. Ostatnią szansę przed przerwą legioniści zaprzepaścili w 45 minucie. Kapitan Legii wybił futbolówkę z rzutu wolnego, Zbigniew Mandziejewicz przedłużył podanie głową wzdłuż linii bramkowej, lecz żaden z partnerów nie dostawił nogi. W pierwszej połowie jeszcze raz udanie interweniował Szczęsny, który w 36 minucie znowu złapał piłkę po strzale Dembińskiego z czternastego metra. Po przerwie gospodarze mieli kilka doskonałych okazji do pokonania Przybylskiego. Najdogodniejszą zaprzepaścił Jerzy Podbrożny w 78 minucie. Po minięciu Marka Rzepki znalazł się sam na sam z bramkarzem Lecha i uderzył po przekątnej obok Przybylskiego i prawego słupka. Nie wykorzystane okazje mszczą się, i tak też się stało minutę po tej akcji. Mosór nie zdołał upilnować Reissa. Do piłki skierowanej w stronę bramki zdołał dobiec Dembiński i Szczęsny musiał wyjąć futbolówkę z siatki. Legioniści zawzięcie dążyli do wyrównania. Bliscy zdobycia gola byli Pisz (strzał z wolnego w 86 minucie) i Podbrożny (po uderzeniu głową w 90 minucie piłkę zdołał sparować bramkarz). Szczęście jednak tym razem uśmiechnęło się do gości. (Jacek Kmiecik)

OBSERWUJĄC LECHA

EUROPEISKIE puchary, to odwieczne marzenie w Poznaniu. Dla Lecha niemal obowiązek. Trener Romuald Szukiełowicz liczył na przepustkę do startu na międzynarodowej arenie w Pucharze Polski. Jednak w półfinale "Kolejorz" przegrał z GKS Katowice. Los "Szukieła" był niepewny, choć ma ważny kontrakt do końca roku. Szukiełowicz jednak wygrał z Legią dzięki piłkarzom, których wcześniej często krytykował. Bohaterami zostali Jacek Przybylski, bramkarz, oraz Jacek Dembiński, napastnik. W 78 minucie Jerzy Podbrożny, były zawodnik Lecha, miał wyborną sytuacje. Nieszczęściu dla poznaniaków zapobiegł jednak Jacek Bąk. Lech wyprowadził kontrę. Piłkę wymienili Marek Czerniawski i Piotr Reiss. Ten drugi wpadł w pole karne i strzelił obok wybiegającego Macieja Szczęsnego. Piłka zmierzała poza boisko, ale dopadł ją Dembiński, wbijając do pustej bramki. Szał w sektorze zajmowanym przez kibiców Lecha! Szczęśliwy strzelec pierwsze kroki skierował do najwierniejszych fanów. Przybylski bronił jak w transie. Zaczął swój świetny występ już w 3 minucie, kiedy Adam Fedoruk ograł łatwo dwóch poznaniaków - Marka Rzepkę i Reissa. Legionista wpadł w pole karne i strzelił z kilkunastu metrów w górny róg. Przybylski rzucił się i wybił piłkę. To mógł być jego dzień. Ale do końca jeszcze 85 minut. Szukiełowicz zawsze, gdy sędzia rozpoczyna połowę, włącza stoper. Szkoleniowiec Lecha po meczu podzielił się z dziennikarzami swoimi informacjami: Pierwsza połowa trwała 47 minut i 52 sekundy. Druga aż 49 minut i 22 sekundy. Nie wiemy, dlaczego sędzia Zygmunt Ziober aż o tyle przedłużył obie połowy. Faktem jest jednak, że pod sam koniec spotkania Podbrożny uderzył głową z ponad dziesięciu metrów. Przybylski po raz kolejny rzucił się i odbił piłkę. To był jego mecz!!! Przybylski szalał na polu bramkowym, a po całym boisku biegał Dembiński. Napastnik Lecha jest znakomicie wyszkolony technicznie. Chętnie kupiłaby go Legia, ale jest wart niemal 20 miliardów złotych. Na taki wydatek ASPN nie stać. W 36 minucie Krzysztof Piskuła zagrał w pole karne do Dembińskiego. Oglądali państwo Jeana-Pierre'a Papina? Francuz strzela często z powietrza. Dembiński zrobił to, co robi Papin. Było to niezwykle efektowne. Piłka zmierzała w dolny róg, ale świetnie spisał się bramkarz gospodarzy. Szukiełowicz na Łazienkowskiej zaskakująco długo siedział na ławce rezerwowych. Zwykle stoi przy linii. W Warszawie jak najdłużej chciał utrzymać nerwy na wodzy. Jednak jeszcze przed gwizdkiem na przerwę poderwał się z ławki, aby dyrygować zespołem, stojąc metr od bocznej linii. Na podkreślenie zasługuje bardzo dobra postawa dwóch obrońców kryjących Bąka i Pawła Wojtali. Ten drugi w 83 minucie mógł strzelić nawet drugiego gola dla poznaniaków. Jednak i tym razem wybornie spisał się Szczęsny. (Roman Kołtoń)
Jacek Kmiecik i Roman Kołtoń
Źródło: Przegląd Sportowy, nr 90 z 11 maja 1995
***
Express Poznański

Express Poznański


Źródło: Express Poznański, 11 maja 1995
***
"Mało ważny rekord" -
Gazeta Wyborcza
Mało ważny rekord

Gazeta Wyborcza 1995.05.11 Nr

Po 48. kolejnych spotkaniach bez porażki (39 wygranych, 9 remisów), mistrzowie Polski stracili dwa punkty na własnym boisku. Pogromcą Legii był poznański Lech, który wygrał na Łazienkowskiej 1:0.

To był bardzo dobry mecz. Piłkarze obu zespołów stworzyli wiele sytuacji do strzelenia gola. Bardzo dobrze spisywali się obaj bramkarze - Maciej Szczęsny i Jacek Przybylski. Już w 5. min Adam Fedoruk minął dwóch obrońców Lecha, ale jego strzał zablokował nogami golkiper. Trzy minuty później Szczęsny obronił strzał Artura Wichniarka z 12 m. W 15. min po wrzutce Leszka Pisza z prawej strony strzał głową Marcina Mięciela był minimalnie niecelny. Pięć minut później kontuzji doznał Grzegorz Lewandowski. Pomocnik Legii musiał opuścić boisko. - Ryszard Remień skoczył mi na nogę i nabawiłem się kontuzji stawu skokowego. Nie było to celowe zagranie - mówił po meczu kulejący Lewandowski.

W 35. min strzał Dembińskiego z pola karnego świetnie obronił Szczęsny. - W szatni ostrzegałem zawodników, by uważniej grali w obronie - mówił po meczu trener Legii Paweł Janas. - Lech bardzo groźnie kontratakował. Po przerwie poznaniacy wciąż grali mądrze. Po stracie piłki wszyscy piłkarze cofali się na własną połowę i czekali na rywali. Gdy przejmowali piłkę, natychmiast kontratakowali. Druga połowa nie była już tak emocjonująca. Wojskowi przeważali, ale Lech świetnie grał w obronie. Napastnicy Legii mieli indywidualnych opiekunów. Mięciela pilnował Jacek Bąk, a Podbrożnego Paweł Wojtala.

W 80. min Mięciel świetnie podał do Podbrożnego. W sytuacji sam na sam z bramkarzem najskuteczniejszy piłkarz Legii strzelił obok słupka. - Gdyby Jurek wykorzystał tę okazję, Legia wygrałaby - powiedział Janas. - Zabrakło mi szczęścia - stwierdził Podbrożny. Minutę później Lech strzelił zwycięską bramkę. Po szybkiej akcji Piotr Reiss ograł Jacka Zielińskiego i znalazł się sam przed Szczęsnym. Jego strzał z 13 m w długi róg był lekki i niecelny. Do piłki dobiegł jednak Dembiński i wpakował ją do pustej bramki.

- Bałem się, że sędzia podniesie chorągiewkę, ale słusznie tego nie zrobił. Nie było spalonego - zapewniał po meczu Dembiński.

- Według mnie był spalony - stwierdził Szczęsny. - Jeśli nie, to Dembiński jest niezwykle szybkim piłkarzem, że doszedł do takiej piłki.

Ostatnie dziesięć minut meczu było dramatyczne. Legia postawiła wszystko na jedną kartę. - Moi zawodnicy zagrali jednak zbyt nerwowo - mówił Janas.

W 86. min na boisko wszedł Jacek Kacprzak, który niespodziewanie zastąpił poprawnie grającego i mającego jeszcze siły Mosóra - w przeciwieństwie do Zbigniewa Mandziejewicza, który przez ostatnie pół godziny stał na boisku. - Wpuściłem ofensywnego pomocnika, musiałem zdjąć defensywnego - tłumaczył swoją decyzję Janas. I wojskowi nie zdołali wyrównać, choć mieli okazje. W 90. min Pisz strzelał z rzutu wolnego z 25 m. - Zamknąłem oczy - przyznał szkoleniowiec Lecha Romuald Szukiełowicz. Kapitan Legii strzelił minimalnie niecelnie.

W ostatnich sekundach gospodarze wykonywali rzut rożny. Pod bramkę Lecha pobiegł nawet Szczęsny. Jednak wrzutka Pisza była zbyt lekka i obrońcy wybili piłkę. Sędzia skończył mecz.

- Dla mnie rekordy nie są ważne. Drużyna, która ma szanse na mistrzostwo, nie może u siebie tracić dwóch punktów - stwierdził na konferencji prasowej trener Janas.

W pierwszej połowie Marcin Mięciel został ukarany żółtą kartką - trzecią w tym sezonie. 19-letni napastnik nie zagra w sobotnim meczu ligowym z Petrochemią
Źródło: Gazeta Wyborcza, 11 maja 1995 [1]
***


Źródło: , 11 maja 1995
***