1995.05.10 Legia Warszawa - Lech Poznań 0:1
| Sezon 1994/95, I liga, 28. kolejka | ||
| 0:1 (0:0) |
||
| 0:1 | | |
| Maciej Szczęsny Marek Jóźwiak Jacek Zieliński Krzysztof Ratajczyk Grzegorz Lewandowski Radosław Michalski Leszek Pisz Zbigniew Mandziejewicz Adam Fedoruk Marcin Mięciel Jerzy Podbrożny |
Jacek Przybylski Marek Rzepka Jacek Bąk II Paweł Wojtala Piotr Reiss Waldemar Kryger Krzysztof Piskuła Marek Czerniawski Ryszard Remień Jacek Dembiński A. Wichniarek | |
trener: Paweł Janas |
trener: Romuald Szukiełowicz | |
| Do meczu z Lechem, Legia nie przegrała 48 ligowych meczów u siebie. | ||
Skrót meczu
Zdjęcia kibicowskie
- Sektor gości
-
Relacje prasowe
Przegląd Sportowy 1996.05.09 Nr 88
LEGIA: Szczęsny - Jóźwiak, Zieliński, Ratajczyk - Lewandowski Michalski, Pisz, Mandziejewicz, Fedoruk - Podbrożny, Mięciel. Nie zagra: Bednarz (kartki), Unton? (kontuzja). LEGIA (u siebie): Hutnik 1:0, Warta 5:0, Olimpia 1:0, Stal M. 2:0, ŁKS 3:0, Górnik 2:0, Petrochemia 3:0, Ruch 4:0, Zagłębie 2:0, Stomil 3:2, GKS Katowice 1:0, Sokół 4:0, Pogoń 2:1. RAZEM: 13-0-0.
PROGNOZA "PS": Legioniści od kwietnia 1992 roku nie przegrali u siebie meczu w lidze. W tym sezonie odnieśli 13 zwycięstw. Nie zapowiada się, by przegrali najbliższe spotkanie z Lechem, choć poznaniacy będą zapewne bardzo wymagającym przeciwnikiem. W niedzielę Lechici udowodnili, że mogą pokonać najgroźniejszych - urwali dwa punkty Widzewowi. Obrońcy tytułu są jednak bardziej doświadczeni i skuteczniejsi od łodzian. Mają niezawodnego przy wykonywaniu stałych fragmentów gry, Leszka Pisza. Do bramki powrócił mający reprezentacyjne aspiracje Maciej Szczęsny. Coraz lepiej spisuje się w ataku Marcin Mięciel. Największą siłą legionistów jest miażdżąca rywali środkowa formacja. Jak więc nie typować pewnego zwycięstwa gospodarzy...
LECH: Przybylski - Wojtala, Rzepka, Kryger - Remień, Bąk, Twardygrosz, Piskuła, Przysiuda - Dembiński, Reiss. LECH (na wyjeździe): ŁKS 2:0, Górnik 1:1, Hutnik 1:2, Stal St. W. 1:1, Raków 2:1, Widzew 3:4, Warta 2:0, Olimpia 2:0, Stal M. 2:2, Pogoń 2:3, Petrochemia 1:2, Ruch 0:1, Zagłębie 2:2. RAZEM: 4-4-5.
Przegląd Sportowy 1995.05.11 Nr 90
LEGIA Warszawa - LECH Poznań 0:1 (0:0). Bramka: Dembiński 79'. Sędziowali: Ziober (6) jako główny oraz Szpak i Kulaszka. Widzów: 7500.
LEGIA: Szczęsny 8, Jóźwiak 5, Zieliński 6, Ratajczyk 6, Lewandowski (21' Mosór 3, 84' Kacprzak), Michalski 6, Pisz 6, Mandziejewicz 5, Fedoruk 5, Mięciel 4, Podbrożny 6.
LECH: Przybylski 9, Bak 8, Rzepka 6, Wojtala 8, Reiss 5, Kryger 5, Czerniawski 6, Piskula 5, Remień 6, Dembiński 9, Wichniarek 3 (46' Przysiuda, 70' Augustyniak).
KIBICUJĄC LEGII
W JESIENNEJ rundzie w Poznaniu legioniści wygrali 1:0. Gospodarze więc mieli prawo sądzić, że po raz czterdziesty dziewiąty nie zejdą z własnego boiska pokonani, a nawet po raz czternasty zwyciężą w tym sezonie na Łazienkowskiej. Niestety, jubileuszu pięćdziesięciu meczów bez porażki mistrzowie Polski nie będą już obchodzić. Ulegli Lechowi 0:1 rekord zatrzymał się na czterdziestu ośmiu meczach. Pierwsi groźną akcję przeprowadzili w 5 minucie gospodarze. Adam Fedoruk minął w swoim stylu Piotra Reissa i Marka Rzepkę, znalazł się na dziesiątym metrze przed bramką Lecha, strzelił po ziemi i cudem odbił piłkę nogami Jacek Przybylski. Dobitka Marcina Mięciela trafiła w boczną siatkę. Dwie minuty później wspaniałą obroną popisał się Maciej Szczęsny, wyłapując piłkę po uderzeniu Artura Wichniarka z dwunastego metra. Za moment Jacek Zieliński zablokował strzał Reissa, w 12 minucie powstrzymał atak Jacka Dembińskiego, wybijając piłkę na aut. Te trzy groźne akcje gości jakby przebudziły legionistów. W 16 minucie Leszek Pisz znakomicie dograł na głowę Mięcielowi, ale napastnik posłał futbolówkę obok słupka. Potem Pisz sam próbował pokonać Przybylskiego, lecz piłka po strzałach z dystansu filigranowego rozgrywającego poszybowała nad poprzeczką. W 31 minucie Pisz dośrodkował z lewej strony do Piotra Mosóra, który głową posłał piłkę nad Przybylskim, ale także nad bramką. Ostatnią szansę przed przerwą legioniści zaprzepaścili w 45 minucie. Kapitan Legii wybił futbolówkę z rzutu wolnego, Zbigniew Mandziejewicz przedłużył podanie głową wzdłuż linii bramkowej, lecz żaden z partnerów nie dostawił nogi. W pierwszej połowie jeszcze raz udanie interweniował Szczęsny, który w 36 minucie znowu złapał piłkę po strzale Dembińskiego z czternastego metra. Po przerwie gospodarze mieli kilka doskonałych okazji do pokonania Przybylskiego. Najdogodniejszą zaprzepaścił Jerzy Podbrożny w 78 minucie. Po minięciu Marka Rzepki znalazł się sam na sam z bramkarzem Lecha i uderzył po przekątnej obok Przybylskiego i prawego słupka. Nie wykorzystane okazje mszczą się, i tak też się stało minutę po tej akcji. Mosór nie zdołał upilnować Reissa. Do piłki skierowanej w stronę bramki zdołał dobiec Dembiński i Szczęsny musiał wyjąć futbolówkę z siatki. Legioniści zawzięcie dążyli do wyrównania. Bliscy zdobycia gola byli Pisz (strzał z wolnego w 86 minucie) i Podbrożny (po uderzeniu głową w 90 minucie piłkę zdołał sparować bramkarz). Szczęście jednak tym razem uśmiechnęło się do gości. (Jacek Kmiecik)
OBSERWUJĄC LECHA
EUROPEISKIE puchary, to odwieczne marzenie w Poznaniu. Dla Lecha niemal obowiązek. Trener Romuald Szukiełowicz liczył na przepustkę do startu na międzynarodowej arenie w Pucharze Polski. Jednak w półfinale "Kolejorz" przegrał z GKS Katowice. Los "Szukieła" był niepewny, choć ma ważny kontrakt do końca roku. Szukiełowicz jednak wygrał z Legią dzięki piłkarzom, których wcześniej często krytykował. Bohaterami zostali Jacek Przybylski, bramkarz, oraz Jacek Dembiński, napastnik. W 78 minucie Jerzy Podbrożny, były zawodnik Lecha, miał wyborną sytuacje. Nieszczęściu dla poznaniaków zapobiegł jednak Jacek Bąk. Lech wyprowadził kontrę. Piłkę wymienili Marek Czerniawski i Piotr Reiss. Ten drugi wpadł w pole karne i strzelił obok wybiegającego Macieja Szczęsnego. Piłka zmierzała poza boisko, ale dopadł ją Dembiński, wbijając do pustej bramki. Szał w sektorze zajmowanym przez kibiców Lecha! Szczęśliwy strzelec pierwsze kroki skierował do najwierniejszych fanów. Przybylski bronił jak w transie. Zaczął swój świetny występ już w 3 minucie, kiedy Adam Fedoruk ograł łatwo dwóch poznaniaków - Marka Rzepkę i Reissa. Legionista wpadł w pole karne i strzelił z kilkunastu metrów w górny róg. Przybylski rzucił się i wybił piłkę. To mógł być jego dzień. Ale do końca jeszcze 85 minut. Szukiełowicz zawsze, gdy sędzia rozpoczyna połowę, włącza stoper. Szkoleniowiec Lecha po meczu podzielił się z dziennikarzami swoimi informacjami: Pierwsza połowa trwała 47 minut i 52 sekundy. Druga aż 49 minut i 22 sekundy. Nie wiemy, dlaczego sędzia Zygmunt Ziober aż o tyle przedłużył obie połowy. Faktem jest jednak, że pod sam koniec spotkania Podbrożny uderzył głową z ponad dziesięciu metrów. Przybylski po raz kolejny rzucił się i odbił piłkę. To był jego mecz!!! Przybylski szalał na polu bramkowym, a po całym boisku biegał Dembiński. Napastnik Lecha jest znakomicie wyszkolony technicznie. Chętnie kupiłaby go Legia, ale jest wart niemal 20 miliardów złotych. Na taki wydatek ASPN nie stać. W 36 minucie Krzysztof Piskuła zagrał w pole karne do Dembińskiego. Oglądali państwo Jeana-Pierre'a Papina? Francuz strzela często z powietrza. Dembiński zrobił to, co robi Papin. Było to niezwykle efektowne. Piłka zmierzała w dolny róg, ale świetnie spisał się bramkarz gospodarzy. Szukiełowicz na Łazienkowskiej zaskakująco długo siedział na ławce rezerwowych. Zwykle stoi przy linii. W Warszawie jak najdłużej chciał utrzymać nerwy na wodzy. Jednak jeszcze przed gwizdkiem na przerwę poderwał się z ławki, aby dyrygować zespołem, stojąc metr od bocznej linii. Na podkreślenie zasługuje bardzo dobra postawa dwóch obrońców kryjących Bąka i Pawła Wojtali. Ten drugi w 83 minucie mógł strzelić nawet drugiego gola dla poznaniaków. Jednak i tym razem wybornie spisał się Szczęsny. (Roman Kołtoń)
Źródło: Przegląd Sportowy, nr 90 z 11 maja 1995
Express Poznański
Gazeta Wyborcza 1995.05.11 Nr
To był bardzo dobry mecz. Piłkarze obu zespołów stworzyli wiele sytuacji do strzelenia gola. Bardzo dobrze spisywali się obaj bramkarze - Maciej Szczęsny i Jacek Przybylski. Już w 5. min Adam Fedoruk minął dwóch obrońców Lecha, ale jego strzał zablokował nogami golkiper. Trzy minuty później Szczęsny obronił strzał Artura Wichniarka z 12 m. W 15. min po wrzutce Leszka Pisza z prawej strony strzał głową Marcina Mięciela był minimalnie niecelny. Pięć minut później kontuzji doznał Grzegorz Lewandowski. Pomocnik Legii musiał opuścić boisko. - Ryszard Remień skoczył mi na nogę i nabawiłem się kontuzji stawu skokowego. Nie było to celowe zagranie - mówił po meczu kulejący Lewandowski.
W 35. min strzał Dembińskiego z pola karnego świetnie obronił Szczęsny. - W szatni ostrzegałem zawodników, by uważniej grali w obronie - mówił po meczu trener Legii Paweł Janas. - Lech bardzo groźnie kontratakował. Po przerwie poznaniacy wciąż grali mądrze. Po stracie piłki wszyscy piłkarze cofali się na własną połowę i czekali na rywali. Gdy przejmowali piłkę, natychmiast kontratakowali. Druga połowa nie była już tak emocjonująca. Wojskowi przeważali, ale Lech świetnie grał w obronie. Napastnicy Legii mieli indywidualnych opiekunów. Mięciela pilnował Jacek Bąk, a Podbrożnego Paweł Wojtala.
W 80. min Mięciel świetnie podał do Podbrożnego. W sytuacji sam na sam z bramkarzem najskuteczniejszy piłkarz Legii strzelił obok słupka. - Gdyby Jurek wykorzystał tę okazję, Legia wygrałaby - powiedział Janas. - Zabrakło mi szczęścia - stwierdził Podbrożny. Minutę później Lech strzelił zwycięską bramkę. Po szybkiej akcji Piotr Reiss ograł Jacka Zielińskiego i znalazł się sam przed Szczęsnym. Jego strzał z 13 m w długi róg był lekki i niecelny. Do piłki dobiegł jednak Dembiński i wpakował ją do pustej bramki.
- Bałem się, że sędzia podniesie chorągiewkę, ale słusznie tego nie zrobił. Nie było spalonego - zapewniał po meczu Dembiński.
- Według mnie był spalony - stwierdził Szczęsny. - Jeśli nie, to Dembiński jest niezwykle szybkim piłkarzem, że doszedł do takiej piłki.
Ostatnie dziesięć minut meczu było dramatyczne. Legia postawiła wszystko na jedną kartę. - Moi zawodnicy zagrali jednak zbyt nerwowo - mówił Janas.
W 86. min na boisko wszedł Jacek Kacprzak, który niespodziewanie zastąpił poprawnie grającego i mającego jeszcze siły Mosóra - w przeciwieństwie do Zbigniewa Mandziejewicza, który przez ostatnie pół godziny stał na boisku. - Wpuściłem ofensywnego pomocnika, musiałem zdjąć defensywnego - tłumaczył swoją decyzję Janas. I wojskowi nie zdołali wyrównać, choć mieli okazje. W 90. min Pisz strzelał z rzutu wolnego z 25 m. - Zamknąłem oczy - przyznał szkoleniowiec Lecha Romuald Szukiełowicz. Kapitan Legii strzelił minimalnie niecelnie.
W ostatnich sekundach gospodarze wykonywali rzut rożny. Pod bramkę Lecha pobiegł nawet Szczęsny. Jednak wrzutka Pisza była zbyt lekka i obrońcy wybili piłkę. Sędzia skończył mecz.
- Dla mnie rekordy nie są ważne. Drużyna, która ma szanse na mistrzostwo, nie może u siebie tracić dwóch punktów - stwierdził na konferencji prasowej trener Janas.

