1997.05.10 Legia Warszawa - Lech Poznań 1:1

Z wikiLech.pl
Sezon 1996/97, I liga, 29. kolejka
10 maja 1997, sobota, 17:30
Warszawa, Stadion Wojska Polskiego
bez udziału publiczności
Andrzej Kobierski (Kielce)
1:1
(0:0)

Legia Warszawa

Lech Poznań

Tomasz Sokołowski I 70' 1:0
1:1

Grzegorz Król 84'
Grzegorz Szamotulski
Paweł Skrzypek
Jacek Zieliński II
Jacek Kacprzak
Igor Kozioł (46' Jacek Bednarz)
Dariusz Czykier
Tomasz Sokołowski I
Ryszard Staniek
Sylwester Czereszewski (70' Piotr Włodarczyk)
Cezary Kucharski
Marcin Mięciel (62' Dariusz Solnica)
Arkadiusz Onyszko
Arkadiusz Głowacki
Damian Łukasik
Waldemar Kryger
Tomasz Augustyniak
Maciej Bykowski
Przemysław Urbaniak
Adam Kryger (76' Tomasz Bekas)
Krzysztof Piskuła (86' Marcin Godlewski)
Piotr Reiss (88' Radosław Borykin 🆕)
Grzegorz Król

trener:
Mirosław Jabłoński

trener:
Remigiusz Marchlewicz
Debiut w Lechu Poznań odnotowuje Radosław Borykin, natomiast Marcin Godlewski zagrał po raz ostatni.



Relacje prasowe

"PROGNOZA PZEGLĄDU SPORTOWEGO" -
Przegląd Sportowy
PROGNOZA PZEGLĄDU SPORTOWEGO

Przegląd Sportowy 1997.05.09-11 Nr 90

MECZ KOLEJKI LEGIA - LECH, WARSZAWA, ul. Łazienkowska 3
LEGIA: Szamotulski - Skrzypek, Zieliński, Kacprzak, Czykier, Staniek, Mosór, Czereszewski, Sokołowski, Mięciel, Kucharski. LEGIA DAEWOO (u siebie): Raków 2:1, ŁKS 3:0, GKS Bełchatów 3:2, Polonia 3:0, Odra 5:1, Wisła 2.1, Śląsk 1:0, GKS Katowice 2:1, Amica 2:0, Górnik 2:0, Zagłębie 2:1, Stomil 2:1, Hutnik 2:0. RAZEM: 13-0-0.

PROGNOZA "PS": Legia zagra w końcu na Stadionie Wojska Polskiego. Zapewne powrót na Łazienkowską główni pretendenci do tytułu mistrza Polski będą chcieli uczcić efektownym zwycięstwem nad poznańskim Lechem. Środowy mecz w Wodzisławiu pokazał, że przepychanki o otwarcie stadionu tylko skonsolidowały wojskowych i zmobilizowały ich do lepszej gry. "Kolejorz" też ostatnio udowodnił, że drzemią w tym zespole naprawdę spore możliwości. Pokonanie 1:0 na Bukowej GKS Katowice, doprowadzenie do remisu 1:1 z Amicą w derby Wielkopolski, to jednak świadectwo rosnącej formy poznaniaków. Mecze Legii z Lechem na Łazienkowskiej zawsze były wielkimi widowiskami. Nie inaczej będzie i tym razem. Po piłkarskiej uczcie legioniści zainkasują trzy punkty.

LECH: Onyszko - Zawadzki, W. Kryger, Bosacki, Urbaniak, Majewski, Drame, A. Kryger, Wichniarek, Bykowski (Król), Reiss. LECH (na wyjeździe): Polonia 1:2, Odra 2:1, Sokół 3:5, Widzew 2:2, Amica 0:1, Raków 0:2, Zagłębie 0:1, ŁKS 1:2, GKS Bełchatów 1:1, Hutnik 1:1, Ruch 0:0, Górnik 2:0, Wisła 1:1, Śląsk 0:1, GKS Katowice 1:0. RAZEM: 3-5-7.
Źródło: Przegląd Sportowy, nr 90 z 9-11 maja 1997
***
"LEGIA Warszawa - LECH Poznań 1:1 (0:0) MECZ KOLEJKI" -
Przegląd Sportowy
LEGIA Warszawa - LECH Poznań 1:1 (0:0) MECZ KOLEJKI

Przegląd Sportowy 1997.05.12 Nr 91

LEGIA Warszawa - LECH Poznań 1:1 (0:0). Bramki Lega Sokołowski 70', Lech Król 84'. Sędziowali: Kobierski (7) jako główny oraz Lis i Borusiński (Kielce). Mecz bez udziału publiczności.

LEGIA: Szamotulski 7, Skrzypek 5, Zieliński 6, Kozioł 5 (46' Bednarz 4), Kacprzak 4, Czykier 7, Staniek 4, Czereszewski 5 (70' Włodarczyk), Sokołowski 8, Mięciel 3 (62' Solnica), Kucharski 5.

LECH: Onyszko 8, Głowacki 6, Łukasik 7, W. Kryger 6, Augustyniak 6, Bykowski 5, Urbaniak 6, A. Kryger 6 (76' Bekas), Piskuła (86' Godlewski), Reiss 6 (88' Borykin), Król 7.

OBSERWUJĄC LEGIĘ:

WARSZAWA 10.5. Wejść w sobotę na stadion przy Łazienkowskiej to była prawdziwa sztuka. Kibice nawet nie próbowali, a z kwitkiem musiało odejść nawet kilku dziennikarzy. I menedżer AEK Ateny - Andreas Stamatiadis, który pofatygował się specjalnie ze stolicy Grecji na spotkanie wicemistrza Polski. Nie pomogła protekcja byłego gracza obydwu rywalizujących klubów i reprezentanta Polski, Mirosława Okońskiego. Co kraj to obyczaj, takie były widać wytyczne warszawskiego wojewody i obejrzeć, być może, doskonałe widowisko i pomóc pupilom w marszu po mistrzostwo Polski. Narozrabiali jednak w derby na Konwiktorskiej i w sobotę przyszło im zapłacić słoną, cenę mieli zakaz wstępu na trybuny i w ten sposób, niemałym stopniu, przyczynili się...do utraty punktów przez gospodarzy. Już bowiem początkowe minuty pokazały, iż zawodnicy Mirosława Jabłońskiego przedkładają grę przy wypełnionych trybunach i śpiewach fanów nad atmosferę sparingu, której nie zmieniały nawet kamery Canal Plus relacjonującego spotkanie. Pierwszą akcję gospodarze przeprowadzili dopiero w 7 minucie. Na szarżę zdecydował się Cezary Kucharski, odbitą piłkę przejął jeszcze Marcin Mięciel i dośrodkował, ale partnerzy nie zdołali przejąć podania. Kolejny raz warszawianie przedostali się pod bramkę Arkadiusza Onyszki, w 20 minucie. Tym razem Sylwester Czereszewski sprytnie przepuścił sobie piłkę i huknął potężnie z 14 metrów. Być może zrobiłby dziurę w siatce, ale wcześniej zdołał jeszcze odbić futbolówkę Przemysław Urbaniak. W 31 minucie po raz pierwszy musiał wykazać się powracający do do reprezentacyjnej, wysokiej formy Onyszko. Atak Kucharskiego zatrzymali nieprzepisowo dwa metry przed polem karnym poznańscy obrońcy i sędzia bez wahania podyktował rzut wolny. Dariusz Czykier pięknie przymierzył lewą nogą w górny róg bramki, ale golkiper Lecha fantastycznie odbił piłkę na rzut rożny. Cztery minuty później przed szansą stanął Kucharski. Po wrzutce z prawej strony strzelił głową z sześciu metrów. Zbyt jednak słabo, żeby zaskoczyć dobrze usposobionego i świetnie ustawionego Onyszkę. Bramkarzowi poznaniaków mógł jeszcze przed przerwą zagrozić Czereszewski, ale nie zdołał opanować piłki po efektownej akcji Pawła Skrzypka. Po przerwie Legia zagrała zupełnie inaczej, piłkarze Jabłońskiego osiągnęli wyraźną przewagę. Wydawało się, że szybko zrealizują cel, strzelą dwa gole i będą kontrolować grę. W 49 minucie zbyt wolno, po akcji Tomasza Sokołowskiego i Kucharskiego biegł Ryszard Staniek i został uprzedzony przez Onyszkę. Później minimalnie pomylił się Jacek Kacprzak strzelając z dystansu. Po chwili kopnął jeszcze mocniej, z jeszcze większej odległości, ale ponownie nie trafił w bramkę. W 56 minucie mogło być 1:0. Wprowadzony po przerwie Jacek Bednarz ładnie dośrodkował z prawej strony i Kucharski miał czas, żeby złożyć się do uderzenia głową. Starał się sprytnie przelobować Onyszkę. Bramkarz Lecha z trudem odbił piłkę nad poprzeczką. Trzy minuty później błysnął wreszcie Staniek. Zauważył wychodzącego na pozycję Czereszewskiego i podał bardzo dokładnie. Pomocnik Legii wbiegł w pole karne i uderzył w swoim stylu -niezwykle mocno i...niecelnie. Wreszcie w 70 minucie stało się to, na co zanosiło się od początku drugiej połowy. Zdecydowanie najlepsi w sobotę piłkarze Legii przeprowadzili skuteczną akcję. Czykier pięknie uciekł lewym skrzydłem i kapitalnie dośrodkował na pole bramkowe. Sokołowski uprzedził obrońców Lecha i przytomnie dostawił nogę. Onyszko był bez szans. Nie licznym obserwatorom spotkania wydawało się, że jeśli wynik ulegnie jeszcze zmianie, to tylko na korzyść Legii. W 73 minucie groźnie strzelał Piotr Włodarczyk, a po kolejnych czterech minutach fenomenalnym uderzeniem z 30 metrów popisał się Sokołowski. Sześć minut przed końcem na atak zdecydowali się goście. Nie zapowiadał się groźnie, ale nieoczekiwanie Damian Łukasik znalazł się sam przed Grzegorzem Szamotulskim. Kąt był ostry, poznaniak nie próbował strzelać tylko spokojnie podał do nie obstawionego Grzegorza Króla. Jeden z najmłodszych piłkarzy Lecha kopnął do siatki. Nie pomogła asekuracja Czykiera. 1:1. Legioniści rzucili wszystkie siły do ataku, ale trzech punktów nie zdołali już uratować. Najlepszą zmarnował dwie minuty przed końcowym gwizdkiem Skrzypek. Po dobrym dośrodkowaniu Dariusza Solnicy z dziesięciu metrów strzelił głową wysoko nad poprzeczką. (Adam GODLEWSKI)

OGLĄDAJĄC LECHA:

WARSZAWA 10.5. POWIĄZANIA finansowe menedżera z Niemiec, Andrzeja Grajewskiego (byłego wiceprezesa Widzewa, nadal aktywnie wspierającego łódzki klub) z poznańskim Lechem ciągle procentują. "Grajek" w trudnych chwilach pożycza poznaniakom pieniądze na działalność w pierwszej lidze, ściąga Lechitom zachodnich reklamodawców, pomaga w transferowaniu zawodników do klubów Bundesligi i...Widzewa. Czy również motywuje finansowo zawodników Lecha do gry przeciw najpoważniejszemu rywalowi łodzian, warszawskiej Legii? Lechici, zarówno piłkarze, trener Ryszard Polak jak i wiceprezes klubu Roman Jakóbczak oficjalnie zdecydowanie zaprzeczają, jakoby Widzew ufundował "Kolejorzowi" jakąś specjalną nagrodę za urwanie punktów Legii. Zbyt stanowcze stanowisko poznaniaków może jednak budzić pewne podejrzenia. Szkoleniowiec Lecha na konferencji prasowej żachnął się, gdy usłyszał pytanie o zmobilizowanie zespołu przez łodzian. Piotr Reiss oznajmił wprawdzie, że Jacek Dembiński dzwonił w przeddzień meczu z Legią do kapitana Lecha Waldemara Krygera, ale były Lechita podobno nie obiecywał swoim dawnym kolegom z Bułgarskiej żadnych pieniędzy za "skaleczenie" Legii, a życzył im jedynie powodzenia w Warszawie. Waldemar Kryger oznajmił, że widzewiacy liczyli na urwanie punktu Legii przez Lecha, bo kto jak nie "Kolejorz" - zdaniem łodzian - może pokusić się o uszczknięcie warszawianom punktu... Wiceprezes Jakóbczak zadziwiająco, kategorycznie zaprzeczał, że Grajewski wyasygnował jakiekolwiek pieniądze na wsparcie poznaniaków w meczu na Łazienkowskiej. Gramy tylko dla siebie! - stanowczo orzekł Jakóbczak. Chwilę później jeszcze raz do reportera "PS" podszedł kapitan Lecha i powtórzył słowa prezesa: - Gramy tylko dla siebie - po czym dodał: - Nie chcę wywoływać afery...Najstarszy i najbardziej doświadczony z poznańskich piłkarzy, grający asystent trenera Polaka, Damain Łukasik zarzekał się, iż Lech nie potrzebował motywacji finansowej od widzewiaków, aby urwać dwa punkty pretendentom do tytułu. Jeden z zawodników Lecha (nazwisko do wiadomości redakcji) wychodząc z szatni nie omieszkał jednak zasugerować: Teraz niech się już Widzew martwi. Wymownie przy tym potarł kciuk o palec wskazujący...Lech wystąpił w Warszawie bez pięciu podstawowych zawodników. Bartosz Bosacki, reprezentant Gwinei Sekou Darame, Artur Wichniarek byli kontuzjowani, Adam Majewski i Leszek Zawadzki pauzowali za żółte kartki. Rezerwowi udowodnili, że wcale nie ustępują umiejętnościami zawodnikom z podstawowej jedenastki. Umiejętnie przeciwstawiali się gospodarzom, a w drugiej połowie nawet dominowali na boisku. Tak mądrze grającego Lecha w tym sezonie miałem okazję oglądać po raz pierwszy. Obroną "Kolejorza" kapitalnie dyrygował najstarszy w zespole Łukasik, a pomagał mu w tym aktualny reprezentant kraju Waldemar Kryger. W zastępstwie Dramego na pozycji defensywnego pomocnika świetnie radził sobie Przemysław Urbaniak. Siłę uderzeniową Lecha stanowili natomiast czterej zawodnicy Piotr Reiss, Grzegorz Król, Maciej Bykowski i Krzysztof Piskuła dodatkowo jeszcze wspierani Adamem Krygerem. Poznaniacy zagrali więc w Warszawie bardzo ofensywnie i chyba w tym tkwiło sedno ich sukcesu, bo niewątpliwie podział punktów z głównym pretendentem do mistrzostwa jest znaczącym osiągnięciem. Pierwszy strzał na bramkę Legii goście oddali w 28 minucie. Piłkę przepuścił Bykowski, dobiegł do niej Urbaniak, silnie uderzył zza pola karnego, ale futbolówka poszybowała obok prawego słupka. Na następny atak poznaniaków trzeba było czekać dziesięć minut. Reiss podał do wybiegającego na wolne pole Piskuły, ten starał się zrewanżować lepiej ustawionemu partnerowi, ale piłkę zablokował stoper Legii, Jacek Zieliński. Do przerwy dwoma interwencjami popisał się bramkarz Arkadiusz Onyszko. W drugiej połowie Onyszko znowu obronił strzał głową Kucharskiego, uprzedził także Pawła Skrzypka po dograniu piłki przez "Kucharza". W 70 minucie był jednak bezradny po strzale z czterech metrów nie pilnowanego Tomasza Sokołowskiego. Lechici nie zamierzali wyjechać ze stolicy na tarczy. W 84 minucie ich atak powiódł się. Do akcji włączył się stoper Łukasik, odegrał na czwarty metr Królowi. Młody napastnik zwlekał z oddaniem strzału, w końcu uderzył piłkę lekko. Dariusz Czykier obronił strzał rękami, ale sędzia Andrzej Kobierski słusznie ocenił, że legionista stał już za linią bramkową i wskazał na środek boiska. Uradowany Król po zdobyciu gola podbiegł do stojącego przy linii autowej trenera Polaka i mocno się z nim wyściskał. Rzeczywiście miał się z czego cieszyć. W tym sezonie jest bowiem pierwszym zawodnikiem, któremu udało się zapewnić swojej drużynie remis na Łazienkowskiej. (Jacek KMIECIK)

Z SZATNI GOŚCI: DUCHOWE WSPARCIE WIDZEWA

Arkadiusz Onyszko: "Nie spodziewaliśmy się remisu w Warszawie, bo byliśmy poważnie osłabieni kadrowo. Muszę przyznać, że oczekiwałem znacznie lepszej gry Legii. Nie wiem, co spowodowało właśnie taką postawę gospodarzy. Może to my tak dobrze zagraliśmy, że rywale nie pokazali swojego prawdziwego oblicza. Występowaliśmy już w meczach bez udziału publiczności. Na małym boisku na Dębcu grało nam się jednak znacznie gorzej niż teraz na Łazienkowskiej. Spotkania bez kibiców przypominają bardziej sparingi niż widowiska o stawkę".

Piotr Reiss: "Widzew nas nie motywował do urwania punktów Legii. Wprawdzie w przeddzień meczu do Waldka Krygera zadzwonił Jacek Dembiński, ale tylko po to, żeby życzyć nam powodzenia. Zagraliśmy bardzo ofensywnie, właściwie czterema napastnikami, co chyba było kluczem do sukcesu. Walczyliśmy konsekwentnie do - końca meczu. I to się opłaciło. Cieszy remis z głównymi pretendentami do mistrzostwa. Kilku młodych zawodników udowodniło, iż zasługuje na grę w podstawowej jedenastce".

Waldemar Kryger: "Owszem, Jacek Dembiński dzwonił do mnie w przeddzień meczu. Widzewiacy liczyli na nas, że urwiemy punkty Legii. No, bo kto jak nie my może odebrać punkty? Z czołowymi drużynami potrafimy nawiązać równą walkę. Znacznie gorzej nam się gra przeciw zespołom z dołu tabeli. O żadnym wsparciu ze strony Widzewa nie było mowy. Oczywiście poza wsparciem duchowym. Gramy tylko dla siebie. Punkty są nam bardzo potrzebne. Przecież nie jesteśmy jeszcze pewni utrzymania się w lidze". Jack

ZDANIEM TRENERÓW:

Ryszard POLAK (Lech): "Sprawiliśmy sobie niespodziankę. Legia jest piłkarsko lepsza od Lecha. Dodatkowo byliśmy jeszcze osłabieni brakiem pięciu podstawowych zawodników. Bartosz Bosacki, Sekou Drame i Artur Wichniarek są kontuzjowani. Adam Majewski i Leszek Zawadzki pauzują za kartki. Graliśmy to, na co było nas stać. Próbowaliśmy jak najdłużej przetrzymać piłkę na środku boiska i nie dopuszczać rywali pod własną bramkę. Różnie nam to się udawało, ale wynik 1:1 świadczy, że nie było źle. Nie chodziło nam o to, aby utrącić Legię i zagrać na korzyść Widzewa. Doceniamy klasę obu drużyn. Dlatego remis w Warszawie jest naszym dużym sukcesem, odniesionym bez motywacji ze strony Widzewa. Młodzi zawodnicy udowadniają, że pierwsza liga dla nich nie straszna i do nich należy przyszłość".

Mirosław JABŁOŃSKI (Legia): "Mówiono, że Lech ma młody zespół, który na pewno podejmie walkę. Słowa potwierdziły się, ale gdybyśmy na początku wykorzystali szanse na bramki, byłoby zupełnie inaczej. Do przerwy niewiele dobrego dało się powiedzieć o grze mojego zespołu. Jednak już kilka minut po przerwie wszystko układało się tak, jakbym sobie życzył. Zdjąłem z boiska Igora Kozioła, któremu nie szła gra ofensywna. Doszliśmy do wniosku, że akcje trzeba wyprowadzać z obrony, a dobra postawa młodego obrońcy tylko w destrukcji była niewystarczająca. Trzeba było poszukać szansy w zmianie ustawienia. Dlatego wszedł Jacek Bednarz. (God-Jack)
Adam Godlewski, Jacek Kmiecik
Źródło: Przegląd Sportowy, nr 91 z 12 maja 1997
***