Przejdź do zawartości

1998.10.03 Polonia Warszawa - Lech Poznań 1:2

Z wikiLech.pl
Sezon 1998/99, I liga, 11. kolejka
3 października 1998, sobota, 15:00
Warszawa, Stadion Polonia Warszawa
700
Andrzej Czyżniewski (Gdańsk)
Słabik i Wierzbowski (Gdańsk)
1:2
(0:1)


Polonia Warszawa Lech Poznań


Tomasz Moskal 85'
0:1
0:2
1:2
Maciej Żurawski 6'
Piotr Reiss 80'
Mariusz Liberda
Marcin Jałocha
Tomas Žvirgždauskas
Jacek Dąbrowski
Krzysztof Sadzawicki
Arkadiusz Kaliszan
Grzegorz Wędzyński
Igor Gołaszewski (75' Mariusz Malinowski)
Arkadiusz Bąk (74' Gražvydas Mikulėnas)
Emmanuel Olisadebe
Bartosz Tarachulski (54' Tomasz Moskal)
Andrzej Woźniak II
Tomasz Augustyniak
Arkadiusz Głowacki
Przemysław Urbaniak
Maciej Scherfchen
Adam Majewski (89' Maciej Malinowski 🆕)
Robert Wilk
Krzysztof Piskuła (71' Benedykt Nocoń )
Jarosław Araszkiewicz (55' Leszek Zawadzki)
Piotr Reiss
Maciej Żurawski

trener:
Jerzy Engel

trener:
Adam Topolski
w Lechu debiutuje Maciej Malinowski



Relacje prasowe

"PROGNOZA PRZEGLĄDU SPORTOWEGO" -
Przegląd Sportowy
PROGNOZA PRZEGLĄDU SPORTOWEGO

Przegląd Sportowy 1998.10.02-04 Nr 193

“
POLONIA Warszawa - LECH Poznań. WARSZAWA, ul. Konwiktorska 6, sobota, 3 października, godz. 15:00.
POLONIA: Szczęsny - Żvirgżdauskas, Sadzawicki, Kaliszan - Jałocha, Wędzyński, Vencevicius, Dąbrowski, Bąk, Olisadebe, Tarachulski. POLONIA (u siebie): Wisła 1:3, Pogoń 2:2, Zagłebie 3:1, ŁKS 2:1. RAZEM: 2-1-1.

PROGNOZA "PS": Dawno, dawno temu mecze tych zespołów określano jako kolejarskie derby. Dziś związki Lecha i Polonii z PKP są bardzo luźne, nie brak natomiast innych podtekstów. W Polonii doszło do zmiany ekipy szkoleniowej, co zresztą nie było zaskoczeniem. Należy się liczyć z pewnymi zmianami w składzie dokonanymi przez duet Jerzy Engel - Dariusz Wdowczyk. Na rewolucję nie należy jednak liczyć, obydwaj nie spadli przecież z nieba, pracowali i grali (Wdowczyk) w Polonii. Istotne jest to, czy zmieni się styl gry "Czarnych Koszul", które prezentowały dotychczas bardzo słabą formę. Często bywa tak, że właśnie zmiana trenera potrafi moblizująco wpłynąć na przeżywający kryzys zespół. Lech jest natomiast "na fali", wygrał kolejno 6 spotkań z tego dwukrotnie na wyjazdach! W życiowej dyspozycji jest Piotr Reiss, który strzelił już 9 goli i najwyraźniej "idzie na króla". Aktualna forma przemawia więc za Lechem. Za Polonią atut własnego boiska i historia. Lech wygrał na Konwiktorskiej tylko raz, a było to 48 lat temu. Polonia nie powinna przegrać i tym razem, choć stanie przed szalenie ciężką próbą. Remis?

LECH: Woźniak - Augustyniak, Urbaniak, Głowacki - Majewski, Scherfchen, Wilk, Piskuła, Araszkiewicz - Reiss, Żurawski. LECH (na wyjeździe): Amica 1:2, Wisła 1:2, ŁKS 2:1, Pogoń 3:2. RAZEM: 2-0-2.
”
Źródło: Przegląd Sportowy, nr 193 z 2-4 października 1998
***
"POLONIA Warszawa - LECH Poznań 1:2 (0:1) TAKI SOBIE "REJSIK"? EXPRESOWE TEMPO LECHA" -
Przegląd Sportowy
POLONIA Warszawa - LECH Poznań 1:2 (0:1) TAKI SOBIE "REJSIK"? EXPRESOWE TEMPO LECHA

Przegląd Sportowy 1998.10.05 Nr 194

“
POLONIA Warszawa - LECH Poznań 1:2 (0:1). Bramki: Polonia - Moskal 85; Lech - Żurawski 6, Reiss 80. Se. dziowali: Czyżniewski (9) jako główny oraz Słabik i Wierzbowski (Gdańsk). Żółte kartki: Jałocha, Žvirgždauskas (Polonia); Augustyniak, Nocoń (Lech). Widzów: 700.

POLONIA: Liberda 5, Žvirgždauskas 5, Sadzawicki 6, Kaliszan 6, Jałocha 5, Gołaszewski 6 (75' Malinowski), Dąbrowski 7, Wędzyński 6, Bąk 6 (74' Mikulenas), Tarachulski 8 (54' Moskal), Olisadebe 6. TRENER: Dariusz Wdowczyk.

LECH: Woźniak 7, Scherfchen 6, Głowacki 7, Augustyniak 7, Urbaniak 6 Majewski 8 (89' Malinowski), Wilk 6, Piskuła 6 (71' Nocoń), Araszkiewicz 6 (55' Zawadzki), Żurawski 7, Reiss 8. TRENER: Adam Topolski.

WARSZAWA, 3.10. Od rana w sobotę stolica zalana była deszczem. Padało, wiało, siąpiło. I nagle, godzinę przed pierwszym gwizdkiem, Warszawa pokonała złe moce niebo było nadal ciemne, ale nawet kropla nie spadła na stadion przy ulicy Konwiktorskiej podczas meczu z Lechem Poznań. Polonia przegrała, ale...był to najlepszy mecz Czarnych Koszul w tym sezonie. Wprawdzie przegrany, jednak najlepszy. Trzy punkty ze stolicy wywiózł rewelacyjny w tym sezonie Lech, i nie ma się czemu dziwić, jeśli poznaniacy mają w składzie najbardziej bystrego obecnie człowieka w lidze - Piotra REISSA. Rozpoczęło się obiecująco dla podopiecznych Dariusza Wdowczyka (?) może lepiej - Jerzego Engela, który jest coachen Polonii i który przez całe spotkaie "walczył" przy linii bocznej, jakby był dwunastym zawodnikiem na boisku. W czwartej minucie Jacek Dąbrowski popisał się znakomitym dośrodkowaniem w pole karne, pomimo asysty obrońcy, Arkadiusz Bąk był o centymetry od zdobycia bramki. Po chwili podobną sytuację przeżył pod bramką gości Emmanuel Olisadebe. Wydawało się, że Czarne Koszule poradzą sobie z "rozpędzoną Lokomotywą". Tymczasem nadeszła szósta minuta. Kapitalna akcja Piotra Riessa, który w środku pola ośmieszył warszawskich obrońcow, podanie na prawo do Macieja Żurawskiego i 0:1! Doskonały, precyzyjny strzał Maćka w długi róg, Mariusz Liberda wyciągnął się jak długi - nic z tego.

WŁOSY BĄKA

Utrata gola wcale nie speszyła warszawiaków, którzy nadal próbowali rozmontować poznańską obronę. W 15 minucie Arkadiusz Bąk huknał z piętnastu metrów, po chwili znakomitym wolejem popisał się najlepszy na boisku, Bartosz Tarachulski. Publiczność szalała, ale było coraz ciężej. Lech zaczął pilnować wyniku i do groźnej sytuacji dopuścił dopiero w 32 minucie. Było na co popatrzeć...Trzy rzuty rożne wykonywał Grzegorz Wędzyński - za trzecim razem dopadł do piłki Bąk i...zdobył gola. Okaza to się jednak, że wcześniej był faul na bramkarzu - warszawscy kibice zdębieli, a Arek zaczął sobie ze złości wyrywać włosy z głowy. Potem zaatakowali goście, głównie dzięki wspaniale dysponowanemu w sobotę Adamowi Majewskiemu (znakomity mecz pomocnika Lecha). W 43 minucie mogło być 2:0, ale po strzale z rzutu wolnego Jarosława Araszkiewicza piłka o centymetry minęła bramkę osłupiałego Liberdy.

KONCERT TARANTULI

Początek drugiej połowy, to koncert Tarachulskiego - w 50 minucie uderzył pół metra obok bramki, po chwili nagrał kapitalną piłkę do Bąka, który w pięciu metrów huknął nad poprzeczką. Jeszcze dwie minuty i kolejna akcja "Tarantuli", szarpiąca nerwy poznańskich obrońców. I kiedy wydawało się, że ulubieniec stolicy złapie bramkowy rytm...nastąpiła zmiana. Wszedł spragniony gry Tomasz Moskal, i bardzo dobrze, ale dlaczego akurat za Tarachulskiego?! Tymczasem poznaniacy nie robili sobie nic w warszawskich podchodów. W 80 minucie (pilnowany jak źrenica oka) Reiss, przedarł się prawą stroną i po świetnym podaniu Żurawskiego, spokojnie przymierzył w długi róg 0:2. Ten "Rejsik" wart jest paru groszy stwierdził jeden z poważnych działaczy Polonii. Akcja Reissa nie załamała polonistów, którzy postanowili udowodnić, że są czegoś warci. Doskonałą akcją popisał się Gražvydas Mikulenas, który po ograniu dwóch obrońców, podał do Tomasza Moskala ten huknął 1:2! Przejęty Tomek powiedział po meczu: "Marzyłem o golu, ale nie w tej sytuacji. W Polonii wszyscy myślimy tylko o punktach. Czy cieszę się z gola? Jasne. Marzyłem o tym od chwili przyjścia do Polonii. Zapewniam, że tych goli zdobędę więcej...bylebym grał".

RAJD "FRANZA"

Mecz nabrał rumieńców, Polonia za wszelką cenę próbowała odrobić stratę, zaś przyczajeni goście czekali na defensywny błąd gospodarzy. Jednak wynik nie uległ zmianie. Polonia rozegrała najlepszy mecz na Konwiktorskiej. Wędzyński i spółka pokazali pazurki, i to ostre. Przegrali z drużyną lepszą, skuteczniejszą, mocniejszą. Jak będzie dalej? Tylko lepiej. A Lech? Niech ten wielce zasłużony klub utrzyma obrany kurs. Jest to wyjątkowo budująca sprawa dla polskiej piłki. Najważniejsze, że na Konwiktorskiej obejrzeliśmy dobry mecz, może nawet...bardzo dobry. To musi zaprocentować. P.S. Sobotnie spotkanie Polonii z Lechem bardzo uważnie oglądał Franciszek Smuda. Plotek było co nie miara, ale "Franz" stwierdził w swoim stylu: - Po prostu oglądam mecz. Taki sobie...rejsik" po Warszawie?

ZDANIEM TRENERÓW

Jerzy Engel (Polonia): "Przykro jest przegrywać w momencie zmian w klubie, które zazwyczaj mobilizują piłkarzy. Mieliśmy tyle sytuacji podbramkowych, ilu nie stworzyliśmy jeszcze w żadnym meczu".
Dariusz Wdowczyk (Polonia): "Czasami tak już jest, że gra się pięknie, a mimo to się przegrywa. Po dwóch kontrach zostaliśmy wypunktowani przez rywali, a dwie bramki to za duża strata do odrobienia".

Adam Topolski (Lech): "Wiedziałem, że zmiana trenera wpłynie mobilizująco na Polonię, co widać było już na rozgrzewce. My też wyszliśmy na boisko skoncentrowani, a po sześciu wygranych wcześniej meczach powiedziałem sobie, że Polonia też jest do pokonania. Szybko zdobyta bramka ustawiła mecz, ale dopiero po drugim golu uwierzyłem, że zwycięstwo jest nasze".
”
DARIUSZ STOLARCZYK
Źródło: Przegląd Sportowy, nr 194 z 5 października 1998
***
"WARSZAWA Polonia - Lech 1:2 Z "KOLEJORZEM" NIE MA ŻARTÓW" -
Przegląd Sportowy
WARSZAWA Polonia - Lech 1:2 Z "KOLEJORZEM" NIE MA ŻARTÓW

Przegląd Sportowy 1998.10.06 Nr 195

“
PRZYJEMNIE jest, jeśli kibice po przegranym meczu potrafią docenić wysiłek drużyny. Tak było na Konwiktorsklej po porażce Czarnych Koszul ze znakomitym w tym sezonie Lechem Poznań. Trzeba przyznać, że poloniści dali w tym spotkanlu z siebie wszystko i byli bardzo, bardzo blisko jakże cennego w tym przypadku remisu. Dobre oceny nie były jednak w stanie rozweselić warszawskich piłkkarzy. Smutny Jacek Dąbrowski stwierdził: "Oni zrobili dwa bramkowe ataki i zdobyli dwie bramki. Niefart. My nie mieliśmy tak wiele szczęścia, choć stworzyliśmy o wiele więcej sytuacji na gola". Zagrypiony Maciej Szczęsny dodał: "Dziś byłem w rezerwie, bowiem wciąż trzyma mnie grypowa gorączka. Ile? 38 stopni, a czasami i więcej. Przeżywałem występ Mariusza Liberdy, niestety chłopak miał pecha, nadział się na dwa "bramkowe" strzały. Lech niewiele strzelał, ale strzelał bardzo dobrze". Nwielkopolskiej drużynie szczególnie imponuje duet napastników Maciej Żurawski-Re-iss. Ci dwaj piłkarze potrafią zamie szać obroną każdego polskiego klubu, po prostu są szybcy i... ma drzy. Ich akcje jako żywo przypomi nają ataki widziane w Bundeslidze ajlepszy w sobotnie popołudnie polonista, Bartosz Tarachulki: "Dlaczego zostałem zdjęty? Widocznie tak trzeba było. Nie ukrywam, że byłem tym faktem zaskoczony". Kapitan Czarnych Koszul, Grzegorz Wędzyński: "Nie muszę chyba mówić, jak mi przykro. Rozegraliśmy dobre spotkanie, a punkty pojechały do Poznania, szkoda. Oni wykorzystali wszystko co stworzyli, to rzadka sprawa. W szatni jest smutno, ale nie łamiemy się, taka jest piłka". Jakże odmienna atmosfera panowała w szatni Lecha. Poznaniacy śpiewali, żartowali, chętnie udzielali wywiadów, mając nawet za jedyne okrycie mały, kąpielowy ręcznik. Piotr Reiss: "Nareszcie gramy porządną piłkę. Zdobywamy gole po wypracowanych sytuacjach, to cieszy. Ja cieszę się podwójnie, bowiem otrzymałem powołanie do kadry. Chyba nie muszę tłumaczyć, co ten fakt dla mnie znaczy. Po prostu bomba! Zrobię wszystko, by trener Wójcik nie zawiódł się na mnie. W znakomitym nastroju był menedżer Lecha, były świetny piłkarz, Roman Jakóbczak: "Nie potrafię ukryć radości. Po prostu cieszę się jak dziecko. Te trzy punkty wywiezione z Warszawy mogą być potwornie ważne. Wygraliśmy zasłużenie, gramy coraz lepszą piłkę". To prawda. W wielkopolskiej drużynie szczególnie imponuje duet napastników Maciej Żurawski - Reiss. Ci dwaj piłkarze potrafią zamieszać obroną każdego polskiego klubu, po prostu są szybcy i...mądrzy. Ich akcje jako żywo przypominają ataki widziane w Bundeslidze zdecydowanie, precyzja, siła. Oby tak dalej. Ale nie tylko oni tworzą poznańską Lokomotywę. Wydaje się, że swoje miejsce na Bułgarskiej (wreszcie!) znalazł Adam Majewski. Zawodnik ten od wielu lat związany jest z Lechem, jednak jak do tej pory jakoś nie mógł udowodnić swoich walorów. To co pokazał na Konwiktorskiej, mogło zadowolić największego konesera - świetny przegląd pola, ruchliwość, precyzyjne podania. Brawo. Fachowcy nieustannie cmokają oglądając grę skromnego, normalne go chłopaka - Arkadiusza Głowackiego. Arek to wielki talent i ogromne serce do walki. Krótko mówiąc - Warszawa jest pod urokiem jego gry. Co z tego wyniknie...?
”
DRIUSZ STOLARCZYK
Źródło: Przegląd Sportowy, nr 195 z 6 października 1998
***
"Polonia Warszawa - Lech Poznań 1:2 Piłkarze Lecha pokonali Polonię SIÓDMY RAZ - GONIĄ WISŁĘ" -
Express Poznański
Polonia Warszawa - Lech Poznań 1:2 Piłkarze Lecha pokonali Polonię SIÓDMY RAZ - GONIĄ WISŁĘ

Express Poznański 1998.10.05 Nr 233

“
Polonia - Lech 1:2. 0:1 - Żurawski (7), 0:2 - Reiss (79), 1:2 - Moskal (84). Żółte kartki: Jałocha, Żwirgżdauskas (Polonia), Augustyniak, Nocoń (Lech). Sędziował: A. Czyżniewski (Gdańsk). Widzów: 800.

Polonia: Liberda - Zwigżdauskas, Sadzawicki, Kaliszan, Jałocha - Gołaszewski (75' Malinowski), Dąbrowski, Wędzyński, Bąk (74' Mikulenas) - Tarachulski (54' Moskal), Olisadebe.

Lech: Woźniak - Scherfchen, Głowacki, Augustyniak, Urbaniak - Majewski (89' Malinowski), Wilk, Piskuła (71' Nocoń), Araszkiewicz (55' Zawadzki) - Żurawski, Reiss.

Rewelacyjnie tej jesieni spisują się piłkarze Lecha. Pokonując w Warszawie Polonię 2:1 odnieśli siódme z rzędu zwycięstwo. Jest to osiągnięcie godne największego uznania. Jak zapowiadają piłkarze, na tym nie zamierzają poprzestać. Warto zwrócić także uwagę na to, że Lech jest jedynym zespołem, który jeszcze nie zremisował meczu. Gra zawsze o całą pulę. Jeśli się ma taki trójkąt jak A(raszkiewicz), Żu(rawski), R(eiss), czyli Ażur nie ma się czemu dziwić. Przekonali się o tym na własnej skórze wicemistrzowie Polski, warszawska Polonia. Już w 7 min. kontratak wyprowadził Reiss, podał do Żurawskiego, który strzałem w długi róg uzyskał prowadzenie. Liczne próby odrobienia strat przez Polonię kończyły się na doskonale grającym bloku defensywnym. Wprawdzie gospodarze w 34 min. strzelili gola, ale z pozycji spalonej. Później gra się wyrównała, ale w 79 min. kolejny kontratak Lecha zakończył się zdobyciem gola przez Reissa. Gospodarzy stać było na jeden zryw. W 84 min. Mikulenas podał do Moskala, który wykończył celnym strzałem tę akcję. Na minutę przed końcem, gospodarze mogli doprowadzić do remisu, ale pod bramką pogubił się Mikulenas. Zwycięstwo Lecha było zasłużone. Teraz rywale już do końca będą mieli chyba mnóstwo strachu przed poznańską jedenastką. Nie wiemy jedynie jak najbliższa przerwa wpłynie na postawę Lecha. Na razie można tylko gratulować rewelacyjnej postawy graczom Adama Topolskiego.
”
ZBIGNIEW KUBIAK
Źródło: Express Poznański, nr 233 z 5 października 1998
***