2023.03.03 Lech Poznań - Lechia Gdańsk 5:0
| Sezon 2022/23, PKO Ekstraklasa, 23. kolejka | ||
| 5:0 (2:0) |
||
| Lech Poznań | Lechia Gdańsk | |
| Antonio Milić 25' Michał Skóraś 44' Mikael Ishak 67' Kristoffer Velde 83' Kristoffer Velde 88' |
1:0 2:0 3:0 4:0 5:0 |
|
| Filip Bednarek Joel Pereira Filip Dagerstål Antonio Milić Pedro Rebocho Adriel Ba Loua Nika Kwekweskiri Afonso Sousa Jesper Karlström Michał Skóraś Mikael Ishak |
Dušan Kuciak Jakub Bartkowski Mario Maloča Joel Abu Hanna Rafał Pietrzak Dominik Piła Maciej Gajos Jarosław Kubicki Bassekou Diabaté İlkay Durmuş Łukasz Zwoliński | |
trener: John van den Brom |
trener: Marcin Kaczmarek | |
Skrót meczu
Relacje z meczu
Głos Wielkopolski
W XXI wieku w starciach ligowych przy Bułgarskiej Lechia Gdańsk wygrała zaledwie raz na 18 spotkań. Było to w listopadzie 2018 roku za kadencji trenera Ivana Djurdjevicia. Pozostałe mecze, to dwa remisy oraz 15 zwycięstw dla Kolejorza. Patrząc wyłącznie na aspekt historyczny, to zdecydowanym faworytem był Lech. Jednak patrząc na formę Kolejorza w ostatnich spotkaniach w PKO BP Ekstraklasie, wygrana nie była taka pewna.
Porażki ze Śląskiem Wrocław (1:2), który trzy dni później dostał lekcję futbolu w Fortuna Pucharze Polski od drugoligowego KKS 1925 Kalisz (3:0), oraz na własnym boisku z Zagłębiem Lubin (1:2), niekoniecznie musiały napawać fanów Kolejorza optymizmem. Jednak goście piątkowego spotkania również nie byli w wesołym położeniu. Przed 23. serią gier podopieczni Marcina Kaczmarka zajmowali 16. spadkowe miejsce w tabeli. W rundzie jesiennej zanotowali tylko jedno zwycięstwo (w 18. kolejce wygrana z Wisłą Płock 1:0). Pomimo słabej formy i 4 meczów bez wygranej, lechici nie mogli lekceważyć przeciwnika, tym bardziej że wiosną Kolejorz oddał punkty zespołom z dolnej części tabeli.
Na piątkowy mecz trener John van den Brom wystawił najmocniejszy skład, jaki miał do dyspozycji. Do wyjściowej jedenastki powrócił Mikael Ishak, który w spotkaniu ze Śląskiem pauzował za kartki. W meczowej "20" zabrakło natomiast Filipa Szymczaka, który nabawił się lekkiego urazu. W podstawowym składzie zabrakło także Filipa Marchwińskiego, który pojedynek z Lechią rozpoczął z pozycji rezerwowego. Oznaczało to, że niebiesko-biali po raz piąty w tym sezonie rozpoczęli mecz bez młodzieżowca na boisku.
Lech grał w piłkę, Lechia się tylko przyglądała
Początek Lecha był piorunujący. Kibice nie zdążyli dobrze rozsiąść się na trybunach, a już w 20. sekundzie mogli oklaskiwać pierwszą ładną akcję Kolejorza, po której powinien paść gol. Z prawej strony boiska piłkę na 8. metr do Jespera Karlstroema podawał Afonso Sousa, natomiast strzał Szweda został zablokowany.
Lechia stanowiła wyłącznie tło dla nieźle grającego Lecha. Piłkarzy z Gdańska bardzo rzadko można było dostrzec na połowie Kolejorza, którzy przy piłce byli praktycznie przez większość czasu przy piłce. W ofensywie próbował coś zdziałać Bassekou Diabate, jednak był on świetnie neutralizowany przez środkowych pomocników gospodarzy. Jednak to on jako pierwszy oddał strzał na bramkę Filipa Bednarka, lecz próba Malijczyka przeleciała wysoko nad bramką.
W 25. minucie pewnie wyglądający Lech w końcu się przełamał. Po krótko rozegranym rzucie rożnym piłkę w pole karne zagrał Pedro Rebocho. Tam futbolówka spadła na głowę Antonio Milicia i wpadła do siatki. To był pierwszy gol środkowego obrońcy Kolejorza od 13 marca 2022 roku. Co więcej, to był pierwszy gol jakiegokolwiek środkowego obrońcy Lecha w tym sezonie w ekstraklasie.
Po tej bramce Kolejorz dominował, jednak nie mógł trafić po raz drugi do bramki. Pod koniec pierwszej części gry z pomocą Lechowi przyszli goście. Joel Abu Hanna, który na boisku pojawił się po raz pierwszy od października, zagrał futbolówkę do Dusana Kuciaka. Słowak chciał ją wybić, lecz na jego drodze stanął Michał Skóraś, który został nabity, a futbolówka wtoczyła się do jego bramki. Bramka z serii tych kuriozalnych.
Ishak ma już dwucyfrówkę na koncie. Lechia na łopatkach
Po przerwie obraz gry się nie zmienił. Kolejorz utrzymywał się przy piłce, jednak nie forsował na siłę swoich ataków, chcąc dowieźć wynik tego spotkania do końca. Jednak przy tak bezradnej Lechii, która sama się odkrywała i zapraszała lechitów we własne pole karne, grzechem byłoby nie spróbować zdobyć kolejnej bramki.
W 67. minucie poznaniacy wykorzystali kolejny stały fragment gry w tym spotkaniu. Piłkę na 16. metr otrzymał Sousa. Strzał Portugalczyka został wybroniony przez Słowaka, lecz zrobił to na tyle niefortunnie, że okazję do poprawki miał Mikael Ishak. Kapitan Lecha się nie pomylił, choć niewiele brakowało, aby bramkarz Lechii zdołał wybronić uderzenie Szweda. Dla 29-latka był to 10 gol. w obecnych rozgrywkach PKO BP Ekstraklasy.
W kolejnych minutach brylowali rezerwowi, a w szczególności Kristoffer Velde, który najpierw wykorzystał podanie od Filipa Marchwińskiego, a następnie po rykoszecie zdobył swój dublet, ustalając wynik na 5:0.
Poznaniacy dzięki tej wygranej na kilka godzin awansowali na trzecie miejsce w tabeli, natomiast Lechia musi myśleć, w jaki sposób wydostać się z tego kryzysu.Źródło: Głos Wielkopolski, [1]
Gazeta Wyborcza Poznań
Lech Poznań w meczu z Lechią Gdańsk chciał przede wszystkim udowodnić, że obecnie nie ma dwóch twarzy. Bo tak drużynę trenera Johna van den Broma mogą od kilku tygodni postrzegać kibice - jest Lech pucharowy, który dostarcza dużo radości i jest Lech ligowy, który ją gasi. Do starcia z gdańszczanami Kolejorz podchodził po dwóch ligowych porażkach i w zespole mistrzów Polski było czuć, że to najwyższy czas na przerwanie tej złej passy.
Chory John van den Brom ostatecznie wykurował się na ten mecz i na boisko posłał skład odbiegający od tego, który ostatnio przegrał we Wrocławiu. Do bramki wrócił Filip Bednarek, ale przede wszystkim w pierwszej jedenastce ponownie pojawili się Jesper Karlström oraz kapitan Mikael Ishak. Jednak mimo poprawy sytuacji kadrowej Kolejorz musiał poradzić sobie bez pauzującego za czerwoną kartkę Radosława Murawskiego oraz odpoczywającego Filipa Szymczaka.
Lech Poznań nie przemęczał się, a pewnie prowadził
Piłkarze Lecha Poznań od pierwszych sekund chcieli udowodnić, jak bardzo zależy im na wygraniu tego meczu, bo już w 20. sekundzie świetną okazję miał Karlström po podaniu Afonso Sousy. Szwed jednak zamiast do bramki uderzył wprost w Ishaka. Napór poznaniaków trwał, akcje oskrzydlali Adriel Ba Loua i Michał Skóraś, ale brakowało w ofensywie konkretów. Lechia, kiedy poczuła, z jakim nastawieniem Kolejorz wyszedł na ten mecz, sprawnie zamknęła się w okolicach pola karnego i Lechowi było coraz trudniej zagrażać bramce Kuciaka.
Na dodatek z biegiem czasu goście coraz odważniej atakowali, ale w odpowiednim momencie Lech odpowiedział na to golem. Piłkę w pole karne posłał Pedro Rebocho, a tam najsprytniej zachował się Antonio Milić, który strzałem głową wyprowadził Lecha na prowadzenie.
Po golu obraz meczu nie zmienił się. Lech prowadził grę, a Lechia co jakiś czas próbowała kontratakować. W tym czasie świetną okazję na gola miał Ba Loua, ale zakończyła się ona w podobny sposób jak ta Karlströma z początku meczu i Iworyjczyk zamiast do bramki trafił w obrońcę. Jednak Lech pomimo kilku nieudanych prób ostatecznie podwyższył prowadzenie przed przerwą. I był to bardzo duży prezent ze strony Lechii. Jarosław Kubicki wycofał piłkę do Dusana Kuciaka, a ten przy próbie wybicia trafił wprost w Michała Skórasia i w tak kuriozalny sposób futbolówka wpadła do siatki.
W końcu pewna wygrana Lecha Poznań
Pewne prowadzenie sprawiło, że Lech na drugą połowę wyszedł jak syty kot. Lechia próbowała to wykorzystać, ale w pierwszych 15 minutach Bednarek musiał wykazać się tylko po jednym z rzutów rożnych po strzale Łukasza Zwolińskiego.
Kolejorz spokojnie czekał na okazje do kontrataków, a ostatecznie podwyższył prowadzenie po stałym fragmencie gry. Po dośrodkowaniu w pole karne piłka trafiła do Afonso Sousy, z jego strzałem Kuciak jeszcze sobie poradził, ale przy dobitce w wykonaniu Ishaka już był bezradny. Był to 10. gol Szweda w tym sezonie PKO Ekstraklasy.
Trener van den Brom wprowadzał kolejnych piłkarzy, ale na boisku jedna rzecz się nie zmieniła - Lechia nadal była bezradna przy Bułgarskiej. A Lech miał kolejne okazje i bliski gola był m.in. Artur Sobiech. Jednak po kilku minutach to, czego nie zrobił doświadczony napastnik, zrobił Kristoffer Velde. Akcję rozprowadził Filip Marchwiński, podał na skrzydło do Norwega, a ten wbiegł w pole karne, ściął akcję do środka i mierzonym oraz efektownym strzałem pokonał Kuciaka.
Jakby tego było mało, 5 minut później po indywidualnej akcji Velde ponownie uderzył na bramkę Lechii, piłka rykoszetem odbiła się od obrońcy i wpadła do bramki obok bezradnego Kuciaka.
5:0! Kibice Lecha naczekali się na taki wynik, ale teraz z nawiązką dostali rekompensatę za ostatnie niepowodzenia. Lechia Gdańsk była tego dnia jedynie tłem dla poznaniaków, którzy dominowali na boisku od pierwszej do ostatniej minuty.
Kolejorz w dobrych nastrojach może rozpocząć przygotowania do pierwszego meczu 1/8 finału Ligi Konferencji Europy ze szwedzkim Djurgårdens IF.Źródło: Gazeta Wyborcza Poznań, [2]
Gazeta Wyborcza Trójmiasto
Już dawno zespół Lechii nie przystępował do jakiegokolwiek spotkania w tak ponurej atmosferze. Dwie porażki poniesione w beznadziejnym stylu, spekulacje o prawdopodobnym zwolnieniu szkoleniowca, coraz gęstsza atmosfera wokół klubu, który od wielu miesięcy błądzi niczym dziecko w bardzo gęstej mgle. A do tego kolejne kontuzje kluczowych zawodników - najpierw wypadł z tego powodu Conrado, w ostatnim tygodniu Michał Nalepa.
W tej sytuacji gdańszczanie jechali do Poznania trochę jak na ścięcie, jednak w sercach kibiców biało-zielonych tliła się nadzieja, że w tak trudnym momencie piłkarze pokażą charakter. Tymczasem znów byli zmuszeni obejrzeć przygnębiające z ich punktu widzenia widowisko. Można powiedzieć, że w tej chwili instytucja pod tytułem "zespół Lechii" właściwie nie istnieje. To potłuczony na miliony kawałków byt, niemający żadnych właściwości, na dodatek kompletnie rozbity mentalnie.
Lechia Gdańsk bez żadnych argumentów
W Poznaniu spełnił się najczarniejszy scenariusz - lechiści od początku wyglądali na mocno przestraszonych i tylko czekających na jak najmniejszy wymiar kary. Ewidentnie mieli też problem z koncentracją, gdyż pierwszą bramkę mogli stracić już po 20 sekundach. Pomogło szczęście, gdyż po strzale Filipa Dagerstala z pola karnego w roli obrońcy wystąpił... kapitan Lecha Mikael Ishak.
Trener Marcin Kaczmarek mocno namieszał w składzie - w podstawowym składzie znaleźli się m.in. Bassekou Diabate oraz Dominik Piła (i z konieczności Joel Abu Hanna, który zastąpił Nalepę) - jednak to w żaden sposób nie wpłynęło na poprawę mocno kulejącej od początku rundy wiosennej gry ofensywnej. Piła był kompletnie niewidoczny, a Diabate choć aktywny, to podejmował niemal same złe wybory.
Grający na zaciągniętym hamulcu zawodnicy Lecha spokojnie kontrolowali przebieg meczu. Atakowali dość leniwie, jakby byli przekonani, że prędzej czy później piłka wpadnie do bramki rywali. Niestety właśnie takie reakcje u rywali wywołuje w tej chwili zespół Lechii. Jest on uważany przez resztę ligi za kompletnie niegroźny i bardzo łatwy do ogrania. Nie trzeba się nawet specjalnie wysilać. I właśnie tak - bez najmniejszego wysiłku - gospodarze zdobyli w pierwszej połowie dwa gole.
Najpierw po dośrodkowaniu Pedro Rebocho aż trzech zawodników Lecha mogło skierować piłkę do bramki, padło na Antonio Milicia. Drugi gol to już kompletne kuriozum. Jarosław Kubicki nieco za słabo zagrał do Dusana Kuciaka, a ten chcąc wybić piłkę, trafił prosto w atakującego go Michała Skórasia, który zdobył chyba swoją najdziwniejszą i najłatwiejszą zarazem bramkę w karierze.
Kiedy słabo grający zespół w taki sposób traci bramkę do szatni, opaść mogą już nie tylko ręce, ale wszystkie możliwe części ciała. A słowacki bramkarz Lechii jest w tym sezonie chodzącym nieszczęściem, do dwóch bramek samobójczych dodał gola półsamobójczego. Po prostu dramat...
Potrzeba nowego impulsu
O drugiej połowie nie ma sensu się rozpisywać, gospodarze mający w perspektywie mecz w 1/8 finału Ligi Konferencji z Djurgardens, grali już nie na pół, ale wręcz ćwierć gwizdka. A mimo tego zdobyli trzy kolejne gole (Kristoffer Velde dwa, Ishak jeden). To była prawdziwa masakra, zabawa w kotka i myszkę.
Źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto, [3]