2024.03.03 Raków Częstochowa - Lech Poznań 4:0

Z wikiLech.pl
Sezon 2023/24, PKO BP Ekstraklasa, 23. kolejka
3 marca 2024, niedziela, 17:30 , 12°C
Częstochowa, Miejski Stadion Piłkarski "Raków"
5.500
Szymon Marciniak (Płock)
4:0
(3:0)


Raków Częstochowa Lech Poznań
Bartosz Nowak 14'
Gustav Berggren 25'
Gustav Berggren 36'
Bartosz Mrozek 69'
1:0
2:0
3:0
4:0
Vladan Kovačević
Bogdan Racovițan
Zoran Arsenić
Strátos Svárnas (90' Kamil Pestka)
Fran Tudor
Gustav Berggren
Władysław Koczerhin (90' Péter Baráth)
Dawid Drachal (72' John Yeboah)
Bartosz Nowak (82' Łukasz Zwoliński)
Erick Otieno (72' Jean Carlos Silva)
Ante Crnac
Bartosz Mrozek
Joel Pereira (46' Alan Czerwiński)
Bartosz Salamon
Antonio Milić (46' Miha Blažič)
Michał Gurgul
Ali Gholizadeh (81' Elias Andersson)
Jesper Karlström
Radosław Murawski
Dino Hotić (46' Filip Szymczak)
Kristoffer Velde (46' Adriel Ba Loua)
Filip Marchwiński

trener:
Dawid Szwarga

trener:
Mariusz Rumak




Skrót meczu

Relacje z meczu

"Jedna wielka katastrofa Lecha Poznań w Częstochowie! Raków sprowadził Kolejorza do parteru i sprzedał mu cztery brutalne ciosy" -
Głos Wielkopolski

Jedna wielka katastrofa Lecha Poznań w Częstochowie! Raków sprowadził Kolejorza do parteru i sprzedał mu cztery brutalne ciosy

Był to jeden z najgorszych tygodni Lecha Poznań w tym sezonie. Najpierw we wtorkowy wieczór Kolejorz odpadł z Pucharu Polski, by kilka dni później zostać zmiażdżonym przez Raków Częstochowa. Niebiesko-Biali bez woli walki oddali niedzielne spotkanie, przegrywając z aktualnym mistrzem Polski 0:4, choć wynik tego pojedynku powinien być wyższy. Trener Mariusz Rumak przed spotkaniem mówił, że kryzysu w Kolejorzu nie ma. Ten mecz pokazał zupełnie coś innego.

Raków - Lech, czyli mecz dwóch poranionych drużyn Spotkanie Rakowa Częstochowa z Lechem Poznań był pojedynkiem dwóch poranionych drużyn. Zarówno Kolejorz, jak i Medaliki zakończyli swoją przygodę w Pucharze Polski w minionym tygodniu. Poznaniacy odpadli po dogrywce z Pogonią Szczecin (0:1) natomiast częstochowianie zostali rozbici przez Piasta Gliwice aż 0:3.

Szkoleniowiec Kolejorza w porównaniu do pucharowego starcia z Portowcami, dokonał kilku zmian. Jako środkowy napastnik wystąpił Filip Marchwiński, na skrzydle zagrał Ali Gholizadeh, natomiast lewym obrońcą w niedzielnym pojedynku był Michał Gurgul.

Tragedia Lecha Poznań. Najgorsza połowa w tym sezonie Pierwsze minuty to męczarnie dla kibiców, którzy postanowili poświęcić czas, aby obejrzeć ten mecz. Ani jedna, ani druga drużyna nie była zbytnio zaangażowana w grę. Kolejorz wymieniał mnóstwo podań, jednak nie przesuwał się w stronę bramki Vladana Kovacevicia. Częstochowianie natomiast mądrze się ustawiali w defensywie i nie pozwalali Lechowi na nic więcej. Mecz na starcie był rwany, bowiem sędzia Szymon Marciniak bardzo skrupulatnie podchodził do starć między zawodnikami. Szybko żółtymi kartkami zostali upomniani Michał Gurgul oraz Stratos Svarnas.

W 8. minucie Kolejorz oddał pierwszy strzał w tym meczu, a jego autorem został Antonio Milić. Po rzucie wolnym piłka trafiła pod jego nogi, ale próba Chorwata była bardzo niecelna. I to w sumie było na tyle, na co było stać Lecha w pierwszej połowie. Później to już była wyłącznie katastrofa i sabotaż w wykonaniu poznaniaków. Być może to była jeszcze gorsza pierwsza połowa, aniżeli w przegranym 0:5 meczu ze Śląskiem.

Wszystko zaczęło się rzutu wolnego. Bartosz Nowak kąśliwie dośrodkował futbolówkę w pole karne Lecha, lecz jak się po dwóch sekundach okazało, z wrzutki powstał strzał, który znalazł drogę do siatki Bartosza Mrozka, 24-latek po raz pierwszy w tym dniu musiał wyciągnąć piłkę z siatki.

Lechici stanęli, a ich gra wołała o pomstę do nieba. Wszystko działo się wolno, bez jakiegokolwiek pomysłu. A to wszystko było okraszone sporą liczbą strat.

Te zostały bardzo szybko wykorzystane przez Raków, który po 25. minutach prowadził już 2:0. Fatalne wybicie Antonio Milicia oraz stratę Radosława Murawskiego wykorzystał Gustav Berggren. Szwed uderzył po ziemi sprzed szesnastki. Piłka przeszła jeszcze po rękawicy Mrozka i częstochowianie po raz drugi cieszyli się ze zdobytego gola.

Dzieła zniszczenia w pierwszej odsłonie dokonał po raz kolejny Berggren. Ten swobodnie przedostał się pod pole karne Kolejorza. Nie miał zbytnio wyjścia i musiał oddać strzał. Miał jednak sporo szczęścia, bo piłka odbiła się jeszcze od nogi Milicia i skutecznie zmyliła bramkarza Lecha. Kolejorz był na łopatkach i wiele wskazywało na to, że może być jeszcze gorzej.

Druga połowa równie słaba. Gol z serii "piłkarskie jaja" W przerwie trener Rumak dokonał aż czterech zmian, licząc, że rozmiary porażki zostaną zmniejszone. Tak się nie stało. Kolejorz cały czas był bezbarwny, nijaki, wolny, przewidywalny. Mówiąc wprost, to była po prostu jedna wielka tragedia.

Co więcej, został jeszcze dobity. W 69. minucie Raków mógł świętować czwartą bramkę. Fran Tudor zabawił się z Adrielem Ba Louą, który o mało co sam sobie nie zrobił krzywdy przy próbie blokady. Ten zagrał na główkę Nowaka. Piłka trafiła w słupek, a następnie odbiła się od Mrozka i wpadła do bramki. To był gol z serii piłkarskie jaja.

Najlepiej byłoby o tym meczu jak najszybciej zapomnieć, chociaż w takim momencie spotkania nie będzie to takie łatwe.

- Moi piłkarze są świadomi, zdobywali już mistrzostwo Polski i wiedzą, że jest to jeden z kluczowych momentów - powiedział podczas piątkowej konferencji prasowej trener Rumak.

Jak widać, chyba nie do końca.
Bartosz Kijeski
Źródło: Głos Wielkopolski, [1]