2026.05.23 Lech Poznań - Wisła Płock 2:2

Z wikiLech.pl
Sezon 2025/26, PKO Bank Polski Ekstraklasa, 34. kolejka
23 maja 2026, sobota, 17:30 , 26°C
Poznań, Bułgarska (Enea Stadion)
41.529
Marcin Szczerbowicz (Olsztyn)
Sławomir Kowalewski, Julia Bukarowicz
2:2
(1:0)


Lech Poznań Wisła Płock
Luis Palma 30' (wolny)

Patrik Wålemark 60'
1:0
1:1
2:1
2:1
2:2

Žan Rogelj 48'

Nemanja Mijušković 65' (nk)
Marcin Kamiński 90+5'
Bartosz Mrozek
Joel Pereira
Mateusz Skrzypczak (66' Robert Gumny)
Wojciech Mońka
Michał Gurgul
Patrik Wålemark
Antoni Kozubal (56' Radosław Murawski)
Luis Palma
Pablo Rodríguez (57' Filip Jagiełło)
Leo Bengtsson (57' Daniel Håkans)
Mikael Ishak © (82' Yannick Agnero)
Rafał Leszczyński
Žan Rogelj
Marcus Haglind-Sangré
Marcin Kamiński ©
Quentin Lecoeuche (86' Iban Salvador )
Dion Gallapeni (78' Nikodem Rogowski)
Dominik Kun (46' Dominik Sarapata )
Nemanja Mijušković
Wiktor Nowak
Saïd Hamulic (46' Giánnis Niárchos)
Matchoi Djaló (78' Łukasz Sekulski)

trener:
Niels Frederiksen

trener:
Mariusz Misiura



Skrót meczu

Skrót meczu

CEREMONIA LECHA POZNAŃ! MISTRZ POLSKI 2025/26

Tak gra mistrz Polski! WSZYSTKIE GOLE LECHA POZNAŃ | Ekstraklasa 2025/26

Kulisy meczu

Relacje prasowe

"LECH POZNAŃ W krainie braku opowieści" -
Przegląd Sportowy
LECH POZNAŃ W krainie braku opowieści

Przegląd Sportowy 2026.05.22-24 Nr 41

Czego nie chce Piotr Rutkowski? Za co odpowiada Tomasz Rząsa? Jak pracuje skauting? Komu pomaga dział naukowy? Odsłaniamy kulisy funkcjonowania Lecha Poznań. Runda jesienna 2020. Zespół Lecha Poznań, który rywalizuje w Ekstraklasie, Pucharze Polski oraz Lidze Europy, złapał zadyszka i przydarzyła mu się seria gorszych występów. Po jednej z porażek do szatni wszedł prezes Piotr Rutkowski. - Dlaczego przegrywamy? zapytał. Cisza. Nie ze strachu przed szefem. Po prostu nikt nie potrafił odpowiedzieć. Ale tak konkretnie, bez okrągłych formułek, które w zasadzie niewiele znaczą. Bez lania wody...To była scena, którą wielu zapamiętało, i ważny moment w ostatnich latach. Od tamtej chwili jeszcze bardziej przy Bułgarskiej starali się znać odpowiedzi na jak największą liczbę pytań. By wiedzieć, co się dzieje, a nie tylko wierzyć w stworzone przez samych siebie opowieści. I to stało się największą siłą Kolejorza jako organizacji.

Analizy i fakty

W Poznaniu mówią, że nie chcą uprawiać "storytellingu". Powtarzają to zarówno wewnątrz gabinetów, jak i w oficjalnej komunikacji. Ma nie być opowiadania historii, które akurat pasują pod tezę. Tylko bazowanie na faktach. Dlatego np. w sprawie słabej jesieni 2020, której skutki odczuwano jeszcze wiosną 2021, powołano grupę projektową, by przeanalizować, co nie działało przy tak napiętym terminarzu. Wnioski? Lechowi nie udało się połączyć walki na trzech frontach, bo to nie miało prawa się udać. Po pierwsze, kadra. I nawet nie tyle jej liczebność, co umiejętności zawodników. Różnice między podstawowymi a rezerwowymi były zbyt duże, a z biegiem czasu tylko się zwiększały. Ci, którzy regularnie występowali, byli coraz bardziej zmęczeni, a ci, którzy siedzieli w rezerwie, jeszcze słabsi ze względu na brak gry i brak normalnych treningów, bo na takie nie było czasu przy dwóch meczach w tygodniu.
Po drugie, wszystko to, co działo się wokół drużyny i dotyczyło boiska. Przygotowanie motoryczne, sposób zajęć, treningi wyrównawcze, regeneracja, zarządzanie szatnią, rotacje w wyjściowej jedenastce, liczby rozegranych minut przez poszczególnych piłkarzy, podróżowanie, jedzenie. Wszystko wymagało poprawy. Ale dzięki rozłożeniu na czynniki pierwsze wszystkiego, co działo się w trakcie tamtego sezonu, wiedzieli o tym i mogli to poprawić w przyszłości. Podobnie zareagowano na serię kontuzji, która dotknęła Kolejorza na początku kończących się właśnie rozgrywek i znacząco utrudniła przede wszystkim przebicie się przez eliminacje Ligi Mistrzów i Ligi Europy. Podczas wrześniowej przerwy na spotkania reprezentacji kolejna grupa, złożona m.in. ze sztabu szkoleniowego i medycznego czy działu naukowego, skrupulatnie analizowała, co działo się z zespołem od pierwszego dnia letnich przygotowań. Przyczyn było kilka, jedna z nich to nawarstwienie się kłopotów zdrowotnych, które ciągnęły się od pewnego czasu. W pewnym stopniu znaczenie miała również zmiana procesu treningowego po objęciu zespołu przez Nielsa Frederiksena opowiadał na naszych łamach szef działu naukowego Bartłomiej Grzelak. Etap, na którym byliśmy w tamtym okresie, dał nam dużo informacji, które mogliśmy wykorzystać w zimowym okresie przygotowawczym i dzięki temu kontuzji było znacznie mniej, mimo że rozegraliśmy 14 meczów w 50 dni, zdecydowanie najwięcej z drużyn w Ekstraklasie uzupełniał. Ponownie w stolicy Wielkopolski chcieli wiedzieć, co nie zadziałało, by nie powtarzać tych samych błędów. Przy czym takie analizy nie są czymś e są czymś wyjątkowym, organizowanym wyłącznie w czasie problemów, a cyklicznym. Takie duże grupowe spotkania odbywają się co kwartał, sześć miesięcy oraz rok, a to we wrześniu 2025 roku jedynie zostało przyspieszone ze względu na okoliczności. Przewodzi im dyrektor sportowy Tomasz Rząsa, zdecydowanie kluczowa osoba w strukturach Lecha. Funkcja dyrektora sportowego różni się zakresem obowiązków w zależności od klubów. Czasem faktycznie ogranicza się wyłącz nie do poszukiwania zawodników (np. w Rakowie Częstochowa, co publicznie przyznawał choćby Samuel Cardenas), ale przy Bułgarskiej jest zdecydowanie inaczej. Rząsa to łącznik ze wszystkimi działami - pierwszym trenerem, sztabem szkoleniowym, medycznym, naukowym, skautingiem czy akademią oraz zarządem. Zdecydowana większość informacji przechodzi przez niego, to on koordynuje pracę każdego z ogniw i pilnuje, by tożsamość sportowa, którą wymyślili i zbudowali w trakcie kadencji Dariusza Żurawia (marzec 2019 - kwiecień 2021), została zachowana. W skrócie to znaczy, by Kolejorz grał ofensywnie, efektownie, a do pierwszego zespołu regularnie byli wprowadzani wychowankowie.

Skauting

Co oczywiście nie znaczy, że Rząsą nie ma nic wspólnego z transferami, ale to nie on szuka zawodników, tylko sześcioosobowy dział skautingu, któremu szefuje Jacek Terpiłowski. Czterech na pełnym etacie, dwóch na pół. Ci na pełnym etacie obserwują pięć lig, a ci na połowie - trzy. Do tego dochodzi śledzenie reprezentacji - pierwszych oraz U-21 oraz ekip występujących w europejskich pucharach, niebędących reprezentantami lig, które są objęte monitoringiem. To mniej więcej od 20 do 25 rozgrywek pod stałą obserwacją. Proces selekcji piłkarzy w Lechu również od dobrych kilku lat jest usystematyzowany, przy czym w międzyczasie bywał modyfikowany. Przede wszystkim bardzo ważną rolę odgrywa powołany do życia jesienią 2021 roku dział naukowy, który stanowi pierwszy filtr, później także mamy własne KPI na każdą pozycję profile motoryczne czy piłkarskie i by dany gracz w ogóle trafił na naszą listę i byśmy rozpoczęli obserwację wideo, a ewentualnie później żywo, każdy musi spełniać je w 75 procentach. Dział naukowy stworzył dostosowane pod nasze oczekiwania programy, które podają nam takich zawodników, więc my jako skauci sami nie musimy filtrować wszystkich tych liczb, tylko dostajemy gotową listę wyjaśniał nam Terpiłowski. To sprawia, że skauci nie tracą niepotrzebnie czasu. Dzięki zaawansowanym danom wiemy, kogo od razu wykluczyć, więc nie trzeba oglądać wszystkich meczów od deski do deski. W rozgrywkach z 16 drużynami nie będziemy śledzić 32 skrzydłowych, tylko na wstępie mamy wyselekcjonowaną grupę, która spełnia nasze KPI uzupełniał Terpiłowski. Dopiero w tym momencie rozpoczyna się obserwacja wideo lub na żywo przez konkretnego skauta (każdy musi wytypować piłkarzy ze "swojej" ligi, którzy według niego powinni być rozważani w kontekście transferu) i jeśli dany gracz przejdzie ten etap selekcji, angażowani w proces są pozostali skauci. Każdy musi obejrzeć danego piłkarza. Nie mówię, że na żywo, ale przynajmniej za pośrednictwem platform skautingowych, jak choćby Wyscout. Kiedy kandydaci są wstępnie ocenieni pozytywnie, pasują do naszych profili, przekazuje ich pozostałym skautom do weryfikacji i jeśli taki zawodnik zyskuje uznanie większości, dalej temat trafia do dyrektora sportowego Rząsy - tłumaczył Terpiłowski. Na finalnym etapie dochodzi do ścierania opinii, co zresztą było doskonale widoczne np. na filmie dokumentalnym nakręconym przez Ekstraklasę "Wariant mistrzowski", a w trakcie takich dyskusji przy Bułgarskiej dochodzą do finalnych decyzji. Cały proces jest klarowny i jasny, nie ma mowy o zatrudnianiu zawodników niesprawdzonych, na podstawie podpowiedzi znajomych agentów czy indywidualnego wrażenia. Nikt, kto nie przejdzie selekcji, nie trafi do Poznania. A sito stało się jeszcze gęstsze, kiedy po sezonie 2022/23 w stolicy Wielkopolski zdecydowano kłaść większy nacisk na motorykę. Aktualnie nie ma szans, by dołączył do nas piłkarz, jeśli nie spełnia w minimum 75 procentach wytycznych zarzekał się Terpiłowski. I co kluczowe i warte podkreślania - jedna osoba nie odpowiada za transfery Kolejorza. Ani za te trafione, ani za te chybione, które oczywiście wciąż się zdarzają i będą zdarzać, bo przecież znacznie bogatsze kluby nie notują 100-procentowej skuteczności. Dane pozwalają choć trochę zwiększyć kontrolę nad budową kadry.

Nauka

Dlatego warto podkreślić rolę działu naukowego, który ściśle współpracuje z Uniwersytetem Adama Mickiewicza. Jesteśmy organem doradczym, który wspiera każdy element pionu sportowego od zarządu przez dyrektora sportowego i skauting aż po sztab szkoleniowy. Staramy się dostarczyć informacje, które pomogą w podjęciu odpowiedniej decyzji, np. związanej z transferem albo naszym modelem gry. Takich informacji, które są naprawdę ważne i na które warto zintensyfikować uwagę, by nie podejmować decyzji poprzez posiadanie i prezentować efektowny styl. Opracowane przez grupę Grzelaka mierniki dostarczają na ten temat in formacji, z którymi nie ma sensu polemizować. To są fakty, nie wrażenia. - Po to na bieżąco analizujemy sytuację, by nie ograniczać się do oceny powierzchownej. Że okej, teraz jest dobrze, nic nie zmieniamy, jedziemy dalej. Nie, jako że to, co w konkretnym momencie daje przewagę, zaraz przestanie, widzimy, że pewne parametry idą w dół i zaraz może się wydarzyć coś złego. To znaczy jest większe prawdo podobieństwo, że nastąpi tąpnięcie, bo nie da się przewidzieć ze stuprocentową pewnością przyszłości. I może w kolejnym meczu nic się nie stanie, tyle że w następnych przy takich samych zachowaniach zaczną się problemy komentował Grzelak. Lech od dawna korzystał z wszelakich statystyk i starał się gonić Europę pod tym względem, np. po to korzystano z gościnności AZ Alkmaar. By nie wierzyć w opowieści. Z tego samego powodu w tym roku zatrudniono przy Bułgarskiej Łukasza Bortnika jako head of physical performance, czyli w uproszczeniu specjalistę od przygotowania motorycznego. Bortnik m.in. prowadził badania i pisał artykuły naukowe na temat faz przejściowych i sprawdzał choćby, jakie skutki wywołują konkretne momenty meczów dla poszczególnych pozycji. Na przykład środkowi obrońcy mają najniższe parametry fizyczne podczas faz przejściowych, ale za to notują największą liczbę przyspieszeń i hamowań w trakcie ich przejścia z ataku do obrony, a właśnie taka aktywność stanowi większe obciążenia dla organizmów niż zwykłe sprinty. Wniosek stoperzy muszą trenować inaczej niż boczni obrońcy, którzy z kolei wykonują najwięcej sprintów (biegi powyżej 25,2 km/h). Wszystko ma być oparte na wiedzy, nie opinii - podejście, które dominuje w Poznaniu, wychodzi inaczej niż w wielu klubach Ekstraklasy - od samej góry. Rutkowski nie ukrywał, że właśnie po to tak bardzo przy Bułgarskiej zwracają się w stronę nauki. To również on często powtarza, by „nie uprawiać storytellingu". To także przewaga Lecha względem części konkurencji, w której choć sztaby szkoleniowe szukają faktów, szefostwo ciągle bazuje na emocjach i wrażeniu, wyciągając wnioski z samych wyników, niczym kibice. W Kolejorzu już nie ma o tym mowy. Wreszcie atutem Lecha jako organizacji pozostaje możliwość popełniania błędów i uczenia się na nich, co w pewnym momencie bardzo nie podobało się kibicom, którzy żądali radykalnych zmian. Rutkowski nie wierzył, że rok w rok prze prowadzając rewolucje, można się rozwijać i stawać stopniowo silniejszym. W ten sposób nie ma mowy o wzajemnym zaufaniu, niezbędnym w drodze do sukcesu. Czy miał rację? Ostatnie lata to potwierdzają, skoro w trzech ostatnich sezonach Kolejorz trzykrotnie wygrywał Ekstraklasę, a przecież szefowie niektórych działów sprawują funkcję od dawna - Rząsa i Terpiłowski od 2018 roku, Grzelak od 2021, przy czym wszyscy pracowali przy Bułgarskiej już wcześniej, tylko na innych stanowiskach. W klubie panuje porządek, każdy wie, za co odpowiada i co powinien robić, bo struktury kształtowały się w ogniu walki o ligowe punkty na przestrzeni wielu sezonów. To wszystko składa się na tak powszechne w ostatnich tygodniach opinie, że Lech to najbardziej poukładany klub w kraju.
MATEUSZ JANIAK
Źródło: Przegląd Sportowy, nr 41 z 22-24 maja 2026
***
"LECH Poznań - Wisła Płock 2:2 (1:0) Mistrz Kolejorz!" -
Przegląd Sportowy
LECH Poznań - Wisła Płock 2:2 (1:0) Mistrz Kolejorz!

Przegląd Sportowy 2026.05.25 Nr 42

LECH POZNAŃ - WISŁA PŁOCK 2:2 (1:0). 1:0 Palma 30'(z wolnego), 1:1 Rogelj 48' (Djalo), 2:1 Wälemark 60' (Gurgul), 2:2 Kamiński 90+5' (Niarchos); Mijušković 65' z Wisły (obroniony rzut karny przez Bartsza Mrozka). SĘDZIOWIE: Szczerbowicz 5 (Olsztyn) oraz Kowalewski i Bukarowicz + Kuropatwa. VAR/AVAR: Szczech/Karski. KARTKI: Skrzypczak 55' - Sarapata 61', Salvador 90+8'. WIDZÓW W POZNANIU: 41529.

LECH: Mrozek 6, Skrzypczak 5 (66' Gumny 6), Mońka 5 (młodzieżowiec), Pereira 5, Gurgul 4 (młodzieżowiec), Kozubal 5 (57' Murawski 5), Rodriguez 5 (57' Jagiełło 5), Walemark 6, Palma 6, Bengtsson 5 (57' Hakans 5), Ishak 5 © (83' Angero). REZERWOWI LECH: Andreew, Pruchniewski, Janyszka, Moutinho, Dudek, Gmur (młodzieżowiec), Ouma.

WISŁA: Leszczyński 5, Haglind Sangre 4, Kamiński © 6, Lecoeuche 5 (86' Salvador), Musković 4, Kun 5 (46' Sarapata 5 - młodzieżowiec), Nowak 5, Rogelj 6, Gallapeni 5 (78' Rogowski - młodizeżowiec), Dialo 6 (78' Sekulski), Hamulić 4 (46' Niárchos 6). REZERWOWI WISŁA: Burek, Pruszkowski, Bochnol, Tavares, Hiszpański, Pomorski.

Zespół Lecha wraz z kibicami hucznie świętował obronę tytułu, a szefostwo Poznaniaków już działa, by zwiększyć szansę awansu do Ligi Mistrzów. Mecz przy Bułgarskiej jeszcze trwał, kiedy Mikael Ishak - chwilę wcześniej zmieniony przez Yannicka Agnero - poszedł na trybunę zajmowaną przez ultrasów, wszedł na podwyższenie, z którego liderzy kibiców prowadzą doping, i tam, szeroko uśmiechnięty, otworzył szampana. Nie było ważne, że do zakończenia spotkania brakowało ponad 10 minut, bo wynik tak naprawdę nie miał znaczenia. Lech już od tygodnia był pewny pierwszego miejsca i tego dnia Poznań chciał świętować drugie mistrzostwo Polski z rzędu. Kolejorz triumfował bez względu na rezultat starcia z Wisłą Płock.

Kontynuacja

I dlatego nawet bramka na 2:2 zdobyta dla gości w doliczonym czasie przez Marcina Kamińskiego (swoją drogą wychowanka Lecha) nie zmąciła nikomu humorów w stolicy Wielkopolski. Mistrz! Mistrz! Kolejorz! śpiewano wielokrotnie w czasie zawodów i później, w trakcie fety na ulicach miasta. Nastroje były tym lepsze, że fani już nie musieli się martwić, czy aby trener Niels Frederiksen jednak da się skusić ofercie z angielskiej Championship i nie opuści Poznania. W piątek oficjalnie ogłoszono przedłużenie współpracy z Duńczykiem o kolejne dwa sezony i potwierdzono nasze informacje sprzed kilkunastu dni - negocjacje były bliziutkie finalizacji od pewnego czasu i oczekiwano wyłącznie na dogodne okoliczności, czyli po prostu przypieczętowanie "majstra". Rozmowy w sprawie mojego kontraktu były owocne. Od początku czułem, że zmierzamy w dobrym kierunku. Pozostanie w Lechu było dla mnie atrakcyjne i czekaliśmy na zdobycie mistrzostwa, by oficjalnie ogłosić pozostanie - przyznał szkoleniowiec. Bezapelacyjnie atrakcyjność pozostania przy Bułgarskiej wzrosła wraz z perspektywą awansu do fazy zasadniczej Ligi Mistrzów. Co prawda Kolejorz zacznie walkę w eliminacjach od drugiej rundy, ale aż do czwartej, ostatniej, będzie rozstawiony i uniknie najtrudniejszych przeciwników. To ogromne ułatwienie. Ewolucja, a nie rewolucja, czym byłby nowy trener, powinna zwiększyć szansę na sukces. Kontynuacja procesów sportowych może mieć dalej miejsce, dlatego ważne było pozostanie Nielsa - przyznał dyrektor sportowy Tomasz Rząsa.

Będą zmiany

Przy czym oczywiście dojdzie do zmian w zespole. - Jesteśmy gotowi na sprzedaż niektórych piłkarzy, to część naszej strategii i jestem tego świadomy nie ukrywał Frederiksen. O kogo chodzi? Przede wszystkim o wychowanków - Bartosza Mrozka, Michała Gurgula oraz Antoniego Kozubala. Już zimą było wiadomo, że ta trójka dostanie od władz zielone światło na transfer zagraniczny i prawdopodobnie wszyscy z tego skorzystają. Kwestią czasu pozostaje, na jakim etapie okna transferowego. Naturalnie szefostwo zawczasu pracowało nad uzupełnieniem strat. Mrozka najpewniej zastąpi były zawodnik Lecha - Mateusz Lis, który ma za sobą świetny czas w lidze tureckiej w Göztepe. Być może środek pola wzmocni Karol Linetty, również w przeszłości piłkarz Kolejorza. Z nim prowadzono rozmowy już rok temu, ale wówczas wybrał turecki Kocaelispor, czego zresztą szybko żałował. Ponadto według naszych informacji mistrzowie Polski są zainteresowani sprowadzeniem Kamila Jakubczyka z Arki Gdynia, jednego z nielicznych jasnych punktów spadkowicza.

MATEUSZ JANIAK
Źródło: Przegląd Sportowy, nr 42 z 25 maja 2026
***
"Remis, który był początkiem wielkiej fety. "Dzieło sztuki" Luisa Palmy i główka Walemarka stemplami na pieknym sezonie." -
Głos Wielkopolski
Remis, który był początkiem wielkiej fety. "Dzieło sztuki" Luisa Palmy i główka Walemarka stemplami na pieknym sezonie.

Głos Wielkopolski 2026.05.25 Nr 119

Lech Poznań zakończył sezon 2025/26 remisem 2:2 z Wisłą Płock. Ozdobą meczu był gol Luisa Palmy z rzutu wolnego. Lech Poznań - Wisła Płock 2:2 (1:0). Bramki: 1:0 Palma 30', 1:1 Rogelji 48', 2:1 Walemark 59', 2:2 Kamiński 90'. Sędziował: Marcin Szczerbowicz (Olsztyn). Widzów: 41 557.

Lech Poznań: Mrozek - Pereira, Skrzypczak (66' Gumny), Mońka, Gurgul - Kozubal (56' Murawski), Rodriguez (56' Jagiełło), Palma - Walemark, Ishak (82' Agnero), Bengtsson (56' Hakans).

Wisła Płock: Leszczyński - Haglind-Sangre, Kun (46' Sarapata ), Djalo (78' Sekulski.), Gallapeni (78' Rogowski), Rogelj, Nowak, Kamiński, Hamulić (46' Niarchos), Mijusković, Lecouche (86' Salvador ).

Poznań był w sobotę cudownym miastem. Tłumy uśmiechniętych kibiców od wczesnych godzin przedpołudniowych ruszyło w kierunku stadionu przy Bułgarskiej, by celebrować 10. tytuł mistrzowski Kolejorza. Pogoda była kapitalna, więc zapowiadało się prawdziwe piłkarskie święto z Kolejorzem, jego sympatykami i zawodnikami w roli głównej. Na początku meczu "Kocioł" wywiesił olbrzymi transparent, dziękujący Piotrowi Rutkowskiemu oraz Karolowi Klimczakowi za to, co zrobili w ostatnich latach. Apetyt teraz jest ogromny. Udało się stworzyć zespół, który ma szansę nawet na Ligę Mistrzów i mówili to jednym głosem fani, dziennikarze i byli piłkarze, których zaprosiliśmy do "polowego" studia "Głosu Wielkopolskiego" przed pierwszym gwizdkiem sędziego.

Dodatek do święta

Mecz był tylko dodatkiem tego, co miało się dziać tuż po ostatnim gwizdku sędziego. Tak jak się można było spodziewać, goście zagrali kompaktowo w obronie i przede wszystkim starali się zaryglować dostęp do własnej bramki. Lechici zmuszeni byli do ataku pozycyjnego, ale nie grali z taką energią jak w innych meczach. Piłka krążyła z jednego na drugie skrzydło boiska i najczęściej Luis Palma albo Joel Pereira starali się dośrodkowaniami szukać w polu karnym Ishaka, Bengtssona lub Walemarka. Ten ostatni miał świetną okazję w 17. min, ale źle uderzył z woleja i piłka przeleciała wysoko ponad bramką W 30. min zobaczyliśmy jednak gola, którego bez żadnej przesady można nazwać dziełem sztuki. Luis Palma trafił w okienko z rzutu wolnego z prawie 30 metrów. Klasa i poezja. Jeśli do tego momentu Piotr Rutkowski oraz Karol Klimczak zastanawiali się, czy wykupić Honduranina, to już w przerwie mogli zadysponować przelew natychmiastowy do Celtiku i wcisnąć przycisk enter. Palma był kluczowym piłkarzem mistrzowskiej ekipy jesienią i gdy nie mógł grać kontuzjowany Ali Gholizadeh, wziął ciężar strzelania goli na swoje barki. Luis zapisywał się na listę strzelców w każdym z trzech ostatnich meczów Lecha Poznań. Na drugą części Lechici wyszli w głowami w chmurach. Wisła Płock wykorzystała wyraźny brak koncentracji gospodarzy i chwilę po wznowieniu gry do prowadziła do remisu. Na listę strzelców wpisał się Żan Rogelj. Nafciarze dostali wiatru w plecy i mogli nawet prowadzić. Bartosz Mrozek z najwyższym trudem sparował strzał Matchoi Djaló na rzut rożny. Po zmianach, jakich dokonał Niels Frederiksen, by wzmocnić środek pola, Kolejorz znów pokazał swoją jakość. W W 60. min po dokładnym dośrodkowaniu Michała Gurgula "szesnastkę" świetnie od obrońców uwolnił się Patrik Walemark i mierzonym uderzeniem głową wyprowadził Kolejorza na prowadzenie. Gdyby jednak nie Bartosz Mrozek, to goście mogliby się cieszyć z drugiego. W 64. min. arbiter podyktował rzut karny za rękę Skrzypczaka, ale bramkarz Lecha Poznań obronił strzał Nemanji Mijuskovicia.

Ishak w "Kotle"

W 80. min rozpoczęło się wielkie świętowanie. Kibice odpalili race, a ponad 41 tys. widzów zaintonowało: „Bo każdy z nas to wie, co w życiu liczy się...". Mikael Ishak, który zszedł z boiska nie usiadł na ławce rezerwowych, ale poszedł do "Kotła", zaintonował doping i wraz z kibicami otworzył szampana. Gdy trwła wielka feta na trybunach, piłkę do bramki z bliska skierował też Agnero, ale okazało się, że na minimalnym spalonym był Palma i arbiter gola nie uznał. Już w doliczonym czasie gry zwycięstwo Lechowi wyszarpał były gracz Kolejorza, Marcin Kamiński, który trafił do siatki po rzucie rożnym. Ten gol jednak nic nie zmienił oprócz wyniku. Bo stadion bawił się znakomicie. A potem był już czas na wielkie świętowanie. Lech Poznań obronił tytuł mistrzowski w świetnym stylu i w końcówce sezonu nie dał rywalom nawet cienia szansy na skuteczny pościg. Gratulacja należą się dla całego klubu, wysiłek piłkarzy oraz właścicieli docenili też w piękny sposób kibice.

NIELS I LECH CZYLI WSPÓŁNY JĘZYK W DRODZE PO SUKCESY

Niels Frederiksen podpisał w piątek, nowy dwuletni kontrakt z Lechem Poznań. To znakomita informacja, bo Duńczyk jest szkoleniowcem, który idealnie pasuje do Kolejorza. et rhoncus. Ut suscipit porttitor - My się na pewno nie zatrzymamy - ta emocjonalna deklaracja, którą prezes i właściciel Lecha Poznań, Piotr Rutkowski, wygłosił w mistrzowskiej szatni bezpośrednio po wygranym meczu z Radomiakiem (3:1), kiedy Kolejorz zapewnił sobie obronę mistrzostwa Polski, przekuła się dziś w pierwszy konkret. Podpisanie dwuletniego kontraktu z trenerem Nielsem Fredriksenem oznacza, że poznański klub docenił pracę Duńczyka i jest absolutnie przekonany, że pod jego wodzą zespół będzie się jeszcze rozwijał i spełniał ambicje kibiców, piłkarzy i najważniejszych ludzi w Lechu. To świetny ruch, bo jak wspomniał Tomasz Rząsa, dyrektor sportowy Kolejorza w kierunku stabilizacji i kontynuacji wybranej przez Piotra Rutkowskiego drogi. Frederiksen jest dla Lecha Poznań trenerem idealnym. Nie tylko realizuje politykę klubu w postaci stawiania na Lechową młodzież, ale też osiąga sukcesy, o których na początku tej dekady trudno było sobie wymarzyć. 20 lat temu Jacek Rutkowski zatrudnił Franciszka Smudę, by ten wprowadził niemiecki porządek do szatni i dyscyplinę. Franz zdobył Puchar Polski, ale mistrzostwa przez 3 lata nie udało mu się wywalczyć. Misję Smudy zakończył Jacek Zieliński. Potem zdolnym do wygrywania tytułów okazał się tylko Maciej Skorża. To był zupełnie inny typ szkoleniowca. Dyscyplina taktyczna, analiza, pragmatyczny styl gry - to były cechy, które go wyróżniały. Przez lata wyrobił sobie markę trenera, który gwarantuje trofea, ale też wymaga absolutnego podporządkowania swojej wizji. Dlatego też zdarzały mu się konflikty w szatni, bo czasem piłkarze byli tylko narzędziem w jego parciu do sukcesu. Frederiksen to moim zdaniem połączenie twardej ręki Smudy i tak jak Skorża nie uznaje półśrodków, łamania zasad i stawia innym najwyższe możliwe wymagania, stąd pseudonim "Zimny". Ma jednak jeszcze coś, czego nie potrafili jego wielcy poprzednicy. Potrafi świetnie współpracować z zarządem i pielęgnować to, co jest niezwykle istotne dla Lecha. Kultura pracy i spokój to też są cechy, które wyróżniają Nielsa w Ekstraklasie. Można powiedzieć, że Tomasz Rząsa, Piotr Rutkowski i Niels Frederiksen mówią wspólnym językiem. Trener rozumie, że trzeba będzie sprzedać kilku piłkarzy, ale zdaje też sobie sprawę, że ich następcy będą mieli odpowiednią jakość. Może będzie trzeba na nich trochę poczekać i to też bierze pod uwagę rozumiejąc pozycję Lecha na tle silniejszych lig. To obopólne zaufanie plus to, jak atrakcyjnymi stabilnym Kolejorz stał się klubem w naszej części Europy, powoduje, że Frederiksen sam głęboko wierzy w to, że nie powiedział w Kolejorzu jeszcze ostatniego słowa. Jest ekonomistą, potrafi doskonale obliczyć ryzyko, korzyści i ewentualne straty. Więc skoro postawił jeszcze raz na Lecha Poznań, to trudno nie ekscytować się tym, co dalej za jego może nastąpić.

WIELKA FETA: NASZA JEDYNA MIŁOSĆ TO KOLE10RZ!

Poznań kocha Lecha miłością bezgraniczną, a sukcesy ulubionego klubu potrafi świętować jak żadne inne miasto w Polsce. Pierwsi kibice zaczęli zbierać się w okolicach stadionu kilka godzin przed meczem, by wspólnie celebrować historyczny sukces Kolejorza. Wielu z nich zajrzało tego dnia do meczowego studia "Głosu Wielkopolskiego". Przed pierwszym gwizdkiem sędziego piłkarze Wisły Płock utworzyli specjalny szpaler dla zawodników Lecha. Ten miły gest zespołu z Mazowsza odbył się w wyjątkowej scenerii oprawy przygotowanej przez kibiców Kolejorza na II i III trybunie. Niebiesko-biało-złote sektorówki utworzyły hasło „Status Quo", czyli "bez zmian", nawiązujące do obrony mistrzowskiego tytułu. Owacje otrzymał również Niels Frederiksen. Fani Kolejorza nagrodzili duńskiego szkoleniowca gromkimi brawami, intonując przy tym przyśpiewkę na jego cześć. Po ostatnim gwizdku arbitra mistrzowie Polski odebrali medale i cieszyli się wraz z kibicami, prezentując trofeum mistrzowskie. Niedługo po godz. 22 mistrzowie wyruszyli spod Enea Stadionu, kierując się prosto na teren MTP. Podróż na targi zajęła około dwóch godzin, a zawodnicy przemieszczali się charakterystycznym, londyńskim autobusem. Tym razem pojazd zdobiło specjalne hasło: "Mistrz Polski - Kole10rz". Przez całą drogę - aż do samego wjazdu od strony ulicy Śniadeckich - autokarowi z piłkarzami oraz sztabem szkoleniowym Lecha towarzyszyło około 15-20 tysięcy kibiców. Gdy mistrzowie w końcu dotarli na miejsce, na specjalnie przygotowanej scenie zameldowali się wszyscy autorzy tego sukcesu. Były wspólne śpiewy, słynne "Ishak on fire" oraz przyśpiewka dla Aliego. Sportowy Poznań zakończył wielką fetę już po świcie.

Parada gwiazd w Kolejorzu. To oni wywalczyli dziesiąte mistrzostwo Polski dla Lecha Poznań. Król Mikael, książe Persji i generał defensywy

Kolejorz został trzecim klubem w XXI w. który obronił tytuł, po Wiśle Kraków i Legii Warszawa. Poprzednim razem Lech obronił mistrzostwo w sezonie 1992/93. To nie był łatwy sezon dla piłkarzy Lecha Poznań i kibiców. Poprzednimi razy, gdy Kolejorz zdobywał tytuł, w kolejnym sezonie ledwie sobie radził. Gdy więc na początku sezonu skład został przetrzebiony kontuzjami, m.in. Radosława Murawskiego, Patrika Walemarka, Aliego Gholizadeha i Daniela Hakansa, kibice mieli prawo być zaniepokojeni. Na ich miejsce klub ściągnął (także wypożyczając) nowych graczy, ci potrzebowali czasu na wejście do zespołu. Tylko Luis Palma zachwycił od początku, tylko Leo Bengtsson od początku dał się poznać jako bardzo wartościowy zmiennik. I był to dla Kolejorza trudny początek sezonu. Przegrana walka o Ligę Mistrzów i Ligę Europy, a w kraju wiele remisów i straconych szans na punkty. Głosy o potrzebie zwolnienia trenera Frederiksena były powszechne. Ten dotrwał jednak do wiosny jej początek nie zapowiadał zmian, a wraz z powrotami kluczowych zawodników Lech zaczął grać coraz lepiej i ładniej dla oka kibiców. Po wyszarpanym w dramatycznych okolicznościach, choć znakomitym meczu z Rakowem, kibice uwierzyli, że droga do mistrzostwa stoi otworem. Także dlatego, że główni pretendenci nie grali ani lepiej, ani skuteczniej. Którzy piłkarze byli głównymi bohaterami Lecha?

Bartosz Mrozek Od dawna Kolejorz nie miał bramkarza, który na lata zdominował obsadę bramki. W ekstraklasie od 3 lat opuścił jeden mecz - w tym sezonie z Pogonią w Szczecinie. Kibice miewają do Mrozka pretensje, nie zmienia to faktu, że to bramkarz, który potrafi zapewnić drużynie punkty.

Płamen Andreew Wypożyczony zimą z Feyenoordu Rotterdam Bułgar zagrał tylko jeden mecz. W Szczecinie zastąpił kontuzjowanego Mrozka, ale zagrał dobry mecz i był chwalony przez kibiców.

Michał Gurgul Lewy obrońca Kolejorza z roku na rok gra coraz lepiej. W tym sezonie posadził na ławce Portugalczyka Joao Moutinho, byłego gracza Jagiellonii i włoskiej Spezii. Można odnieść wrażenie, że z każdym miesiącem tego sezonu narzekań na czasem zaskakująco nieodpowiedzialne zagrania Gurgula jest mniej.

Wojciech Mońka Z młodego chłopaka, który na koniec ubiegłego sezonu wskoczył do składu w kluczowym meczu z Legią w Warszawie stał się po roku najlepszym obrońcą ligi. Pewny w interwencjach (co on zrobił w pierwszej połowie w Radomiu!), świetny w ustawianiu, bardzo dobrze grający do przodu. To on rządził od połowy sezonu obroną Kolejorza, choć kilka dni temu dopiero zdawał ma turę. Niektórzy piszą o nim Generał, ale skoro o Mikaelu Ishaku mówimy Król Mikael I, to powinniśmy pisać raczej o księciu Wojciechu?

Antonio Milić Chorwat był w tym sezonie nieco "mniej "on fire", trapiły go też urazy i kontuzje. Rolę najważniejszego stopera Lecha przejął Mońka, Milić był jednak wyraźnym numerem 2. w wyborach Nielsa Frederiksena, Gdy był zdrowy - grał.

Mateusz Skrzypczak Wracał do Poznania z Białegostoku jako najlepszy obrońca ligi. W tak ofensywnie grającym Kolejorzu trudno było ukryć jego wady słabe czytanie gry, powolność i błędy w ustawieniu. Wiosną rozegrał jeden dobry mecz. Co ciekawe najlepiej radził sobie parze z młodym Mońką, a nie do świadczonym Miliciem. W opinii kibiców presja w Lechu Skrzypie nie sprzyja, lepiej radził sobie w Białymstoku.

Alex Douglas Szwed, który zaliczył niezły i bardzo obiecujący sezon 2024/25 w tym roku radził sobie wpierw znacznie gorzej, a potem się kontuzjował. Ostatni mecz rozegrał w ekstraklasie na początku listopada.

Robert Gumny Nie wszyscy kibice Kolejorza z radością przyjęli informacje o powrocie wychowanka i chłopaka z Łazarza na Bułgarską. W rywalizacji z Joelem Pereirą na prawej stronie obrony Gumny skazywany był na porażkę. I choć gdy grał, trudno było mieć do niego pretensje, to Pereira przyspawał go do ławki, a Guma dobre występy odnotował dopiero w 2026 r. Najlepiej wypali jako... stoper, Nie zależnie czy Gumny to lubi - ma warunki na bardzo dobrego środkowego obrońcy. A i tak do historii przejdzie scena ze Szczecina, gdy Antoni Kozubal zapytał go, czy nie stanie na bramce w zastępstwie kontuzjowanego Plamena Andrejewa.

Joel Pereira Być może najwspanialsza prawa stopa w Kolejorzu od wielu, wielu lat. Przynajmniej tak długo, jak trzeba podać. Gdy trzeba strzelać... no cóż, obrońcy i bramkarze rywali zazwyczaj oddychają z ulg. Ale w momencie tryumfu w ekstraklasie nie będziemy mu aż tak wypominać tego karnego w Pucharze Polski z Górnikiem Zabrze. Cieszmy się, że jest z nami tyle lat i trzymajmy kciuki, by mu było w Poznaniu dobrze.

Antoni Kozubal Od dawna mówiono o nim, jako o czołowym talencie Akademii Lecha. Nie jest spektakularny, ale w rozbijaniu ataków przeciwników bardzo skuteczny. Potrafi też świetnie podać do przodu. W tym tym sezonie murowany piłkarz pierwszego składu, choć pewnie pomogły mu nieco kontuzje doświadczonych Rafała Murawskiego i Filipa Jagiełły. Wydaje się, że Kozubalowi do dużej piłki brakuje tylko większej przebojowości i odwagi w okolicach pola karnego przeciwnika.

Timothy Ouma Wypożyczony ze Slavii Praga Kenijczyk miał bardzo mocne wejście do zespołu Kolejorza, ale potem głównie irytował zagraniami, które otwierały szanse bramkowe nie partnerom z zespołu, a przeciwnikom. Gdy jest skupiony potrafi rządzić środkiem pola, popis dał przede wszystkim przeciw Legii Warszawa w Poznaniu. Szkoda, że takich popisów było tak mało.

Gísli Þórðarson Utalentowanemu Islandczykowi po raz kolejny sezon pokrzyżowały kontuzje. Gdy gra - jest zazwyczaj pewnym punktem zespołu. Nie spektakularnym, ale ale skutecznym - w 13 spotkaniach w ekstraklasie (w żadnym nie rozegrał 90 minut) strzelił 2 bramki (miał jedną asysty).

Pablo Rodríguez Miał zastąpić Lechu Afonso Sousę, ale w tym sezonie na pewno tak się nie stało. W odróżnieniu od Portugalczyka - który też długo w Lecha nie zachwycał, choć miał prze błyski - Hiszpan jest piłkarzem nieco w cieniu innych ofensywnych graczy. Początek miał trudny - jak się potem okazało ze względów osobistych - z czasem stał się ważnym piłkarzem środka pola walczącym do upadłego, czasem nawet zbyt dosłownie. Niestety, z tego sezonu nie zapamiętamy go z pięknych bramek czy asyst, raczej ze zmarnowanych sytuacji sam na sam z bramkarzami przeciwników.

Filip Jagiełło Poprzedni sezon, wobec kontuzji Radosława Murawskiego, kończył jako jeden z najważniejszych zawodników pierwszego zespołu. Podobnie było jesienią, gdy strzelił 1 bramkę i 4 razy asystował. Wiosną grał jednak zdecydowanie mniej.

Luis Palma Wypożyczony z Celtiku Glasgow ofensywny pomocnik przebojem wdarł się do zespołu Lecha i od razu podbił serca kibiców czarującymi zagraniami takiej piłkarskiej magii na stadionach w Polsce oglądamy stanowczo za mało. Niestety im było zimniej, tym bardziej Palma irytował. Wiosną, gdy zaczęło się robić cieplej znowu zaczął grać wyraźnie lepiej. W ekstraklasie trafił do siatki w sumie 9 razy, 6 razy asystował. Statystyki mogły być zdecydowanie lepsze fantastyczne za fantastyczne zagrania Palmy marnowali koncertowo partnerzy z drużyny. W sumie co najmniej nieźle, jak na kogoś, kto zapadł w sen zimowy na kilka miesięcy.

Leo Bengtsson Jeden z cichych bohaterów tego sezonu. Przychodził do Kolejorza w cieniu Rodrigueza i Palmy, brano go nieco jako tanie uzupełnienie składu, Tymczasem Szwed, który kilka lat temu przegrał kontrakt z Lechem z z Kristofferem Veldem, okazał się bardzo równym, dynamicznym i skutecznym zawodnikiem, na którego trener Frederiksen mógł liczyć w zasadzie zasadzie pra przez cały sezon. W ekstraklasie nie zagrał tylko raz, w meczu w Szczecinie. Strzelił 6 bramek i ma 3 asysty.

Taofeek Ismaheel Wypożyczony z Górnika Zabrze na koniec sierpnia skrzydłowy miał niewielki udział w zdobyciu przez Lecha mistrzostwa. Nigeryjczyk czarował w Lidze Konferencji, w ekstraklasie dla Poznaniaków zdobył 1 bramkę i miał 1 asystę.

Daniel Håkans Szwedzki Fin długo czekał, by wyleczyć uraz, którego nabawił się na koniec poprzedniego sezonu. Po dwóch latach spędzonych przy Bułgarskiej wiemy o nim wciąż stosunkowo niewiele przede wszystkim, że jest bardzo, ale to bardzo szybki. Miejmy nadzieję, że w kolejnym sezonie zdrowie będzie mu do pisywać. Kolejorzowi często brakuje zawodników potrafiących zrobić "wiatr" w kontrataku.

Patrik Wålemark Kolejny z kluczowych zawodników poprzedniego sezonu, którego z gry w tym wyłączyła na bardzo długo kontuzja. Szwed wykupiony przez Lecha z Feyenoordu Rotterdam potrafi czarować, ma świetnie ułożoną lewą nogę, a jego zejścia ze skrzydła do środka do oddania strzału potrafią być zabójcze dla każdej defensywy. Wiosną tego roku, choć zdrowy, bardzo długo nie mógł się jednak wstrzelić i marnował nawet najbardziej dogodne sytuacje.

Ali Gholizadeh Poznański Księże Persji. Gdy go nie było kontuzja wyeliminowała go na niemal całą jesień Kolejorzowi szło jak po grudzie. Gdy wrócił na dobre wiosną, drużyna zaczęła wygrywać i czarować swoją grą. To jeden z tych zawodników, dla których idzie się na stadion, by zachwycać się ich grą. To dobrze, że Lech zdecydował się przedłużyć z nim kontrakt, choć dziś nie wiemy, kiedy Irańczyk wróci do gry.

Yannick Agnero Iworyjczyk miał być zmiennikiem Mikaela Ishaka, ale nawet gdy ten jest bez formy i gdy seryjnie marnuje dogodne sytuacje, Agnero grzeje ławkę, gdy już pojawia się na boisku napastnik miewa przebłyski dobrej gry, ale są one zbyt rzadkie, by przekonać trenera, że warto stawiać na niego więcej. Niemniej to właśnie on strzelił jedną z najważniejszych bramek tego sezonu, gdy w porywającym meczu w Poznaniu z Rakowem dał w doliczonym czasie gry 3 punkty strzałem piętą. We wszystkich rozgrywkach, na nieco ponad 800 minut gry, uzbierał 5 bramek.

Mikael Ishak Od 6 lat niepodważalnie najważniejszy i najgroźniejszy napastnik Lecha. W ekstraklasie strzelił w tym czasie 89 bramek, w sumie dla Kolejorza 121. Strzela w lidze, strzela w europejskich pucharach. Nawet, gdy ma gorszy okres, wciąż wpycha do bramki piłkę częściej niż inni. Choć to jego 3. najlepszy sezon jeśli chodzi o bramki w ekstraklasie, to chyba jeszcze nigdy tak często, jak w ostatnich miesiącach nie pojawiały się głosy, że 33-letni napastnik zaczyna poważnie rdzewieć...

Nieoczywiści bohaterowie drużyny mistrzów Polski

Kolejorz zapewnił sobie tytuł na kolejkę przed końcem ekstraklasy i był również drużyną najbardziej efektownie grającą. Triumf ten ma oczywiście twarz trafień Mikaela Ishaka, fantastycznego okresu Alego Gholizadeha czy heroicznych wślizgów Wojciecha Mońki, którzy byli liderami i największymi gwiazdami Kolejorza. Dziesiątego mistrzostwa Polski Lecha Poznań nie byłoby jednak bez kilku nieco mniej oczywistych bohaterów. To właśnie ci piłkarze odegrali w tym sezonie najważniejszą rolę. Ich nazwiska były skandowane najgłośniej i to oni stali się symbolem tego dziesiątego mistrzostwa. Lech nie zostałby jednak najlepszym zespołem w ekstraklasie, gdyby nie kilku drugoplanowych lub nawet epizodycznych bohaterów. Grali oni mniej, ale również odcisnęli na mistrzostwie swoje istotne piętno. Może nie byli pierwszo planowymi postaciami, ale bez nich nie byłoby majstra.

Lato Filipa Szymczaka

Na początku sezonu Lech Poznań mierzył się z ogromnymi problemami kadrowymi. Nieobecni byli Daniel Hakans, Patrik Walemark, a po urazie dopiero wracał Ali Gholizadeh. W klubie nie było jeszcze Yannicka Agnero i Taofeeka Ismaheela, a Palma i Bengtsson dopiero wprowadzali się do zespołu. Na prawej flance kilka szans otrzymał wtedy właśnie Filip Szymczak, który z bramką i asystą zakończył spotkanie z Lechią w Gdańsku, a był to mecz, w którym Kolejorz odrobił dwie bramki straty i spektakulanie odwrócił wynik.

Przełamanie Fiabemy

Kolejną z postaci, która dołożyła się do tego dziesiątego mistrzostwa Polski jest oczywiście Bryan Fiabema, czyli kolejny gracz, który sezon kończył jako gracz z Lecha wypożyczony. Norweg dał się w Poznaniu poznać jako jeden z najgorszych graczy w kadrze Nielsa Frederiksena. W końcu grając często jako napastnik zaliczył serię ponad 30 meczów bez strzelonej bramki i w pewnym momencie stał się postacią tragikomiczną. Na początku sezonu, z racji na problemy kadrowe Kolejorza, Bryan Fiabema też otrzymał kilka okazji do gry w wyjściowej jedenastce. Pod koniec sierpnia w obliczu urazu Mikaela Ishaka i oczekiwania na transfer Yannicka Agnero, Norweg stał się na moment jedynym napastnikiem Lecha Poznań wykorzystał tę szansę idealnie. W starciu z Widzewem Łódź doszło bowiem do przełamania Bryana Fiabemy, co świętowano równie hucznie, jak zdobyte w trudnym meczu 3 punkty. Tym bardziej, że trafienie Norwega okazało się trafieniem na wagę zwycięstwa.

Heroiczna końcówka

Jeszcze mniej spotkań zanotował w tym sezonie Plamen Andrejew. Bułgarski golkiper jest w Poznaniu zaledwie pół roku, przegrał rywalizację z Bartoszem Mrozkiem i w barwach poznańskiego klub klubu rozegrał tylko jeden mecz. W obliczu urazu pierwszego bramkarza Kolejorza wskoczył jednak między słupki i długo wydawało się, że wyjazd do Szczecina bedzie dla Lechitów bardzo spokojny. Lechici kreowali sobie wtedy mnóstwo okazji, świetny mecz rozgrywali Palma oraz Gholizadeh i przy prowadzeniu 2:0 nic nie wskazywało, że gracze Pogoni zmuszą Andreeva, a do tego, by musiał się czymkolwiek wykazać. Gracze Lecha Poznań nie zamknęli jednak tego spotkania i Pogoń do ostatnich sekund walczyła o wyrwanie chociaż jednego punktu. Szczególnie, że po jednym ze starć ogromne problemy ze zdrowiem miał właśnie Plamen Andreev. Łapały go skurcze, ale i tak wybronił Lechowi piłkę meczową. Nie była to oczywiście wybitna interwencja, ale w obliczu problemów golkipera i wagi parady w doliczonym czasie gry, było to coś naprawdę wielkiego. Jednocześnie takie uratowanie wyniku w doliczonym czasie gry stanowiło bardzo istotne podbudowanie zespołu na kolejne spotkania. A sam Plamen Andreev zapisał się tym meczem w historii tego dziesiątego mistrzostwa Polski i złotej gwiazdki nad herbem Kolejorza. (Maciej Klaczyński)
Maciej Lehmann, Maciej Klaczyński
Źródło: Głos Wielkopolski, nr 119 z 25 maja 2026
***