2026.08.01 Wieczysta Kraków - Lech Poznań 1:2
| Sezon 2026/27, PKO Bank Polski Ekstraklasa, 2. kolejka | ||
| 1:2 (0:2) |
||
| Wieczysta Kraków | Lech Poznań | |
Lucas Piazón 66' (głową) |
0:1 0:2 1:2 |
|
| Antoni Mikułko Kamil Dankowski Aleksandar Đermanović Antonio Milić Matúš Vojtko Lisandro Semedo Ben Lederman Mikkel Maigaard © Lucas Piazón Christopher Lungoyi Tobias Christensen |
Mateusz Lis Joel Pereira Mateusz Skrzypczak Wojciech Mońka João Moutinho Patrik Wålemark Antoni Kozubal © Filip Jagiełło Luis Palma Yannick Agnero Allahyar Sayyadmanesh | |
trener: Kazimierz Moskal |
trener: Niels Frederiksen | |
Skrót meczu
Relacje prasowe
Przegląd Sportowy 2026.08.03 Nr 61
WIECZYSTA: Mikułko 6, Dankowski 5, Đermanović 4, Milić 4 (87' Dujmović), Vojtko 4, (62' Pestka 4), Semedo 4, Lederman 3 (46' Knežević 3), Maigaard 5, Piazón 6
LECH: Lis 5, Pereira
Lech Poznań zdołał się szybko otrząsnąć po sensacyjnym odpadnięciu z kwalifikacji do Ligi Mistrzów i pokonał Wieczystą Kraków, co jednak okupił potwornym zmęczeniem. Lechici wyruszyli autokarem w długą drogę do Krakowa po rozegraniu 120 minut i karnych w środowym rewanżu z Aarhus GF (1:4), a pod Wawelen powitał ich lejący się z nieba żar. Ja, stojąc przy ławce, byłem cały mokry, nie wiem, jak oni potrafili biegać w takim upale. Nie pamiętam meczu, w którym niemal wszyscy zawodnicy padliby na murawę po ostatnim gwizdku - powiedział Niels Frederiksen. Trener Kolejorza dokonał spodziewanych zmian w składzie, sięgając po kilku rezerwowych, w tym napastnika Yannicka Agnero, który obnażył defensywę Wieczystej, gdy trafił do siatki zza pola karnego przy biernej postawie aż czterech rywali. Za drugim razem Antoni Mikułko też nie miał szans na skuteczną interwencję, bo piłkę kopniętą przez Allahyara Sayyadmanesha podbił głową Aleksandar Djermanović. Ostrożnie z Wieteską Jednym z winowajców przy stracie pierwszej bramki był Antonio Milić. 32-letni piłkarz, który w barwach Lecha zdobył trzy tytuły mistrza Polski, w czerwcu odrzucił ofertę rocznego kontraktu w Poznaniu. Z okazji skorzystała Wieczysta, oferując dwuletnią umowę z opcją przedłużenia. Jednak Chorwat dołączył do drużyny dopiero w połowie lipca i ma zaległości treningowe. Tydzień wcześniej wszedł na boisko w trybie awaryjnym za ukaranego żółtą kartką Duje Dujmovicia, a tym razem było odwrotnie to 22-letni rodak go zastąpił, gdy starszy kolega już słaniał się na nogach. Milić dołączył do nas dosyć późno i zdawaliśmy sobie sprawę, że może mu być trudno wytrzymać, szczególnie przy takiej pogodzie. Ja sam zapytałem, jak się czuje Antonio, gdy w końcówce meczu została nam tylko jedna zmiana - wyjaśnił trener Wieczystej Kazimierz Moskal.
Lech w miejsce Milicia sprowadził Terry'ego Yegbe. W sobotę do bezpośredniego starcia stoperów jednak nie doszło, gdyż pozyskany z FC Metz Ghańczyk przesiedział mecz na ławce. Gdy poprosiliśmy o porównanie tych piłkarzy wiceprezesa Wieczystej Sławomira Peszkę, ten odpowiedział nie wprost Spokojnie. My na razie nie robimy transferów za 3 miliony euro, lecz za 600 tysięcy skwitował. Oczywiście nie miał na myśli pozyskanego bez odstępnego Milicia, lecz najdroższego w historii klubu Djermanovicia z OFK Belgrad. By wzmocnić środek obrony, Wieczysta w ostatnich dniach zdecydowała się na zakontraktowanie piątego stopera. Mateusz Wieteska, trzykrotny mistrz Polski w barwach Legii, występował we Francji, Włoszech, Grecji i Turcji, lecz przez ostatni rok przechodził rehabilitację po zerwaniu więzadła krzyżowego w kolanie. Zapytaliśmy Moskala, czy nie ma w związku z tym obaw. W sobotę gruchnęła wieść, że Filip Marchwiński, wychowanek Lecha, który został wypożyczony do Cracovii, zerwał więzadła po raz drugi w karierze i zakończył występy w barwach Pasów na 24 minutach spędzonych w 1. kolejce na boisku w Poznaniu. - To są rzeczy, które w piłce nożnej się dzieją. Wiadomo, że musimy być ostrożni, jeśli chodzi o Mateusza. W treningu jest od dłuższego czasu, ale nie rozegrał wielu meczów, w jednym sparingu zagrał 45 minut, w drugim chyba 30. W przypadku więzadeł leczenie jest długotrwałe, ale przecież zawodnicy wracają po takich kontuzjach, trzeba mieć wyjątkowego pecha, by znowu coś się stało. Co oczywiście nie jest wykluczone, ale wierzymy w to, że nic takiego nie nastąpi. Mateusz jest doświadczonym zawodnikiem i może nam sporo dać podkreśla szkoleniowiec Wieczystej.
Poszukiwania napastnika
Zapomnieć o Aarhus
Kolejorz musi poradzić sobie ze wstrząsem po porażce z mistrzem Danii, by awansować do fazy zasadniczej Ligi Europy. Teraz to priorytet. Lech Poznań i KI Klaksvik to dwa różne światy. W rankingu sił Opty obie ekipy dzieli 643 pozycje, reprezentant Wysp Owczych plasuje się niżej niż najsłabszy przedstawiciel Ekstraklasy Wieczysta Kraków. Według portalu Transfermarkt cała kadra zespołu trenera Magnusa Powella jest warta 3,4 miliona euro, mniej niż skrzydłowy Kolejorza Luís Palma, wyceniany na 4 miliony euro. Jakby nie patrzeć, to drużyna ze stolicy Wielkopolski pozostaje faworytem do awansu do IV rundy eliminacji Ligi Europy i wręcz zdaje się, że to nie zawodnicy rywali będą stanowić największą przeszkodę na drodze do kolejnej fazy, a stan psychiczny mistrzów Polski po nieoczekiwanej klęsce w rewanżu z Aarhus GF (1:4 po dogrywce i 3:4 w karnych). Środa ciągle żywa To bardzo ważne zwycięstwo dla nas. Wróciliśmy na odpowiednie tory po tym trudnym doświadczeniu ze środy przyznał Niels Frederiksen po pokonaniu Wieczystej Kraków 2:1. Nawet gdybyśmy dzisiaj wygrali 5:0, to by nie przyćmiło tego, co wydarzyło się ostatnio wtórował środkowy pomocnik Radosław Murawski. Po tej przegranej udało nam się podnieść, co było bardzo trudne. Sądzę, że jako zespół zareagowaliśmy dziś dobrze w te same tony uderzał skrzydłowy Allahyar Sayyadmanesh. Wszyscy Lechici wracali do wydarzeń sprzed dwóch dni, bo i trudno było nie wracać. Roztrwonienie trzybramkowej przewagi z tak osłabionym rywalem i to na własnym stadionie jeszcze długo będzie rzucać cień na Kolejorza. Tak naprawdę wyjście z tego cienia pozostaje większym wyzwaniem niż czwartkowy przeciwnik. Nawet jeśli logistykę wyjazdu na rewanż na Wyspy Owcze utrudniło zamieszanie związane ze stadionem, na którym odbędzie się mecz. Początkowo KI jako gospodarz miał wystąpić w Klaksvik na obiekcie Djupumyra, ale awans do III rundy innej ekipy z tego kraju NSI Runavík, która w europejskich pucharach również tam gra, sprawiło, że ktoś musiał zmienić lokalizację. Ostatecznie padło na KI i potyczka z Kolejorzem odbędzie się w Torshavn na stadionie Torsvöllur. Ale biorąc pod uwagę aspiracje, Poznaniacy powinni polecieć tam już z solidną zaliczką z Bułgarskiej. Teraz będziemy pracować ciężko i konsekwentnie, żeby znowu pokazać naszą klasę. Dzisiaj dołożyliśmy tylko jedną cegiełkę do tego, co chcemy robić przez cały sezon przekonywał Murawski. W czwartek kolejna próba tych słów. Co prawda w stolicy Wielkopolski marzono o Champions League, po to wydano 15 milionów euro na wzmocnienia (w tym wykup Palmy z Celticu), ale jako że ten cel stał się już niemożliwy do osiągnięcia, trzeba zakwalifikować się do fazy zasadniczej Ligi Europy. To jednak będzie postep. Nie taki, jakiego oczekiwano, ale wciąż postęp. Jeden z dziesięciu Co prawda KI to nie jest nowicjusz w europejskich pucharach, to już dziesiąte podejście do eliminacji drużyny z Klaksvik, ale tylko jedno zakończyło się powodzeniem. W sezonie 2023/24 ta ekipa jako pierwszy zespół z Wysp Owczych, zakwalifikowała się do fazy zasadniczej Ligi Konferencji i zdobyła tam cztery punkty.
LECH POZNAŃ - KI KLAKSVIK. III rudna eliminacji Ligi Europy (pierwszy mecz), Poznań, czwartek, godz. 19.00, transmisja: TVP Sport.
LECH: Lis -Pereiera, Mońka, Yegbe, Gurgul - Murawski, Kozubal - Wälemark, Rodriguez, Palma - Ishak. Trener: Frederiksen. Nieobecni: Bengtsson, Gholizadeh, Jagiello (kontuzje).
KLAKSVIK: Jensen - Pavlović, Tellechea, Sörensen - Danielsen, All, Sinyan, Jean Carlos -Brattbakk, Klettskard, Johannesen. Trener: Powell. Nieobecni: Hansson (kartki), Sędziuje: Grinfeeld (Izrael).
Mądrzy ludzie twierdzą, że w sporcie a pewnie nie tylko w sporcie najcenniejsze lekcje dają bolesne porażki. Bo spektakularne sukcesy usypiają czujność i utwierdzają w zgubnym przekonaniu, że już nic nie musisz poprawiać. W taką pułapkę po pierwszym meczu z mistrzem Danii wpadł Lech Poznań. Jeżeli na boisku groźnego rywala wygrywasz 4:1, to masz prawo myśleć, że rewanż jest tylko formalnością. Popełniasz elementarny błąd, który nijak nie pasuje do statusu profesjonalnego sportowca. Gdy zuchwale czujesz się zwycięzcą już przed wejściem na boisko, a przeświadczenie o własnej cudowności mocno ogranicza trzeźwą analizę, to narażasz się na katastrofę. Wszystko to są oczywistości, ale jak widać, trzeba je znowu powtorzyć, bo mistrz Polski pokazał, jak szkodliwie można się zachłysnąć wysoką wy-graną. Na papierze był murowanym fa-worytem do awansu, bo przewyższał ry-wala pod każdym względem z wyjątkiem jednego zabrakło mu pokory i związanej z nią maksymalnej koncentracji. Niby taką przewagę można roztrwonić raz na sto i ten jeden raz właśnie się wydarzył. Skutki porażki z Aarhus GF dla Lecha są bardzo dotkliwe na wielu płaszczyznach, bo koło nosa przeszło mu, lekko licząc, 100 milionów złotych. Takie przychody mógłby generować udział w kolejnych fazach kwalifikacjach do Champions League i potem występy w tych elitarnych rozgrywkach. To połowa jego rocznego budżetu. Niedawno Lech stoczył batalię z PZPN o prawa gospodarza meczu o Superpuchar. Zależało mu, aby była to forma podziękowania swoim kibicom za cały mistrzowski sezon, lecz istotnym motywem było też zapewnienie sobie około 2 mln złotych przychodu z takiego wydarzenia. Twardo zabiegał o swój interes, i dopiął swego, bo PZPN się ugiął. Szkoda, że podobnego uporu i konsekwencji nie wykazała drużyna Nielsa Frederiksena, gdy przyszło jej walczyć o nieporównywalnie większe pieniądze dla klubu. Ktoś złośliwy mógłby skonstatować, że o ile Lech w wojenkach ze związkową wierchuszką wykazał skuteczność na poziomie Ligi Mistrzów, o tyle na piłkarskim boisku - no cóż, sami państwo widzieli w minioną środę, co się działo przy Bułgarskiej.
Lech miał trzy dni, by otrząsnąć się z ponurego szoku i rozpocząć odbudowę rażąco nadszarpniętego wizerunku. Duńska trauma jeszcze długo nie zniknie, zresztą na każdym kroku będzie skwapliwie przypominana, więc z tą raną trzeba się nauczyć żyć. Mecz z Wieczystą musiał być natomiast wyrazem nowego otwarcia. Kolejorz wygrał, więc ten ważny egzamin został zaliczony. Nie było to zwycięstwo gładkie, ale i z tego faktu można tworzyć pozytywny przekaz, bo po środowym kataklizmie zespół musiał być mentalnie rozbity, więc warto podkreślać, że zdołał się pozbierać mimo nieuniknionych w tej sytuacji kłopotów. Wieczysta chciała słabość przeciwnika wykorzystać, a jednak Lech pokazał wystarczająco dużo jakości, by jej to uniemożliwić. Naturalnie ciągle jest w grze o bardzo poważne cele i jeżeli porażki są najcenniejszymi lekcjami, to ostatnio wiele się nauczył. Awans do wymarzanej Ligi Mistrzów tym razem wreszcie wydawał się na wyciągnięcie ręki, lecz skoro znowu się nie udało, choć okoliczności sprzyjały wyjątkowo, trzeba wstać z upadku, otrzepać się i iść dalej. W grze jest Liga Europy, trzecie z rzędu mistrzostwo kraju, powrót do skutecznego grania w Pucharze Polski. Tym razem winowajcami nie są ludzie odpowiedzialni za zarządzanie klubem - bo oni rzetelnie wykonali swoją robotę, ale piłkarze i w pierwszej kolejności sam Frederiksen. Zagadkowy to trener. Ile razy zaczynamy już wierzyć, że nauczył się funkcjonować w Lechu i polskich realiach, że wreszcie wskoczył na drogę do coraz większych sukcesów, wypada z trasy na byle zakręcie i z podwójną siłą wracają wątpliwości. Przedłużenie z nim współpracy po drugim mistrzowskim tytule było zupełnie zrozumiałe. W poprzednich rozgrywkach pokazaliśmy się z niezłej strony w Europie, ale uważam, że stać nas na jeszcze więcej na tym froncie w nadchodzących miesiącach, taka jest nasza "ambicja" zapowiadał Frederiksen po podpisaniu nowego kontraktu. Delikatnie sugerował tę Ligę Mistrzów, ale niech mu będzie, że miał na myśli tylko Ligę Europy. Teraz ma pełne ręce roboty, bo już się musiał nasłuchać, że nie jest odpowiednim specem do prowadzenia dużych i bardziej złożonych projektów. W Poznaniu zrobił wiele dobrego, ale niechcący zadbał też o to, aby ciężko polemizowało się z ludźmi twierdzącymi, że z innym szkoleniowcem Kolejorz byłby bliżej europejskich sukcesów. Nie mamy zamiaru go bronić. To on niech pokaże, że sceptycy się mylą. Szczęściarz z niego, bo chociaż potrafi się potknąć o własne nogi, nikt w niego nie wierzy tak żarliwie jak pracodawca.
Źródło: Przegląd Sportowy, nr 61 z 3 sierpnia 2026
Głos Wielkopolski 2026.08.03 Nr 178
Wieczysta Kraków - Lech Poznań 1:2 (0:2). Bramki: Piazon 66' - Agnero 35', Sayyadmanesh 43'. Sędziowali: Wojciech Myć (Lublin). Widzów:6707.
Wieczysta: Mikułko - Dankowski, Djermanović, Milić (87' Dujmović), Vojtko (61' Pestka) - Lederman (46' Knezević), Maigaard, Piazon - Semedo, Christensen (61' Paulinho), Lungoyi (75' Villar).
Lech: Lis - Pereira, Skrzypczak, Mońka, Moutinho (46' Gurgul) - Kozubal, Jagiełło (12' Rodriguez) - Walemark (46' Murawski), Palma (77' Gunny), Sayyadmanesh (61' Hakans) - Agnero.
Wielu kibiców Lecha Poznań oglądało ten mecz mając nadal w pamięci to, co wydarzyło się w środę, Nawet te dobre momenty, efektowne gole jakie widzieliśmy na stadionie przy Reymonta, nie potrafiły przyćmić klęski w Lidze Mistrzów. Na szczęście po tym ciosie, Lechici potrafili się podnieść i zdobyli ważne trzy punkty na boisku beniaminka. Trener Lecha Niels zrobił sześć zmian w wyjściowym składzie w porównaniu ze starciem w Aarhus. Mieliśmy więc prawdziwy przegląd "wojsk" mistrza Polski, bo od pierwszej minuty była okazja zobaczyć jak prezentują się dawno nie oglądani Skrzypczak czy Moutinho, a także będący zwykle rezerwowym Agnero. Już na początku po dwóch dobrych dośrodkowaniach Palmy, blisko zdobycia gola był Allahyar Sayyadmanesh, ale raz w ostatniej chwili ubiegł go bramkarz Wieczystej, a w drugim przypadku Irańczyk strzelił głową nad poprzeczką. Wieczysta próbowała z mistrzami Polski grać w piłkę i wykazać się musiał też Lis, broniąc mocny strzał Tobiasa Christensena. Zdecydowanie lepsze okazje mieli jednak Lechici. Najpierw Allahyar Sayyadmanesh po rzucie rożnym strzelił przewrotką, ale piłka minęła poprzeczkę. Kapitalną sytuację zmarnował natomiast Agnero. Idealnie zagrał mu piłkę Rodriguez, ale Iworyjczyk w sytuacji sam na sam trafił w bramkarza. W 34 min. to Kolejorz miał z kolei wiele szczęścia. Gospodarze rozklepali mistrzów Polski, piłka chodziła jak po sznurku, Lisandro Semedo wbiegł z piłką w pole karne wzdłuż linii końcowej, ale Christensen ale z bliska główkował nad poprzeczką. Odpowiedź gości była jednak zabójcza. Akcję rozpoczął Kozubal, podał Palmie, a ten wypatrzył Agnero, który zgubił zwodem Milicia oraz dwóch jego kolegów i huknął nie do obrony po dalszym słupku. Lech Poznań prowadząc 1:0, zadał szybko drugi cios. W środku pola piłkę przechwycił Pablo Rodriguez, podał do Allahyara Sayyadmanesha. Irańczyk przymierzył z dystansu, a piłka podbita przez Aleksandara Dermanovicia wylądowała w siatce. Na początku drugiej części Frederkisen wprowadził Gurgula za niepewnego Moutinho oraz Radosława Murawskiego za Walemarka. Szwed wyraźnie "nie dojechał" na ten mecz. Przez 45 minut właściwie snuł się po boisku i nie usprawiedliwia go nawet ogromny upał panujący w Krakowie. Plan trenera był jasny. Nie dopuścić, by Wieczysta złapała wiatr w plecy. Niestety w 65 min. Gurgulowi nie udało się zablokować dośrodkowania, Skrzypczak nie nadążył za Piazonem i pomocnik Wieczystej, głową pokonał Mateusza Lisa. Kontaktowy gol mógł zwiastować problemy Lechitów. Zdawali oni sobie z tego sprawę i chcieli zdobyć trzecią bramkę. W słupek trafił Hakans, po chwili aluminium obił też Gumny. Zabrakło szczęścia by postawić kropkę nad i. Ostatnie minuty były nerwowe, ale Kolejorz zabrał ważne punkty z Krakowa.
OCENY PIŁKARZY KOLEJORZA ZA MECZ Z WIECZYSTĄ Agnero wykonał zadanie i zastąpił "Króla Ishaka". Sayyadmanesh też na plus
Mateusz Lis 5 - Od początku swojego powrotu do Lecha nie przekonuje. W pierwszej części raz popisał się świetną obroną, by po chwili minąć się z dośrodkowaniem z rzutu rożnego, po której kibice mogli tylko chwycić się za głowę. Brakuje mu pewności siebie i spokoju. Co tu dużo mówić, musi opanować nerwy.
Joel Pereira 5 - Poza jedną sytuacją nieźle sobie radził z Christopherem Lungoyim, choć tym razem nie dawał tyle w ofensywie niż zwykle. Za dużo jego podań i dośrodkowań było niecelnych. Występ z gatunku, było minęło.
Wojciech Mońka 6 - Miał obok siebie Skrzypczaka, więc musiał uważać nie tylko na rywali, ale przewidywać ewentualne błędy kolegi. Radził sobie dobrze, miał sześć udanych interwencji, choć też nie uniknął małych potknięć.
Mateusz Skrzypczak 4 - Znów było widać, że nie potrafi we wszystkich sytuacjach zachować zimnej krwi. Do 65 min. spisywał się jak trzeba, nawet powyżej oczekiwań. Ale gol dla Wieczystej ląduje na jego konto. Nie upilnował Piazona i było 1:2.
Joao Mouthinho (do 46 min) 2 - Widać było, że na długo schowany był do szafy. Brakowało mu rytmu meczowego, nie nadążał za rywalami, był łatwo ogrywany. To grając na Portugalczyka, Wieczysta stwarzała sobie najlepsze sytuacje. Albo się poprawi, albo jeszcze w tym oknie transferowym trzeba go zastąpić kimś innym.
Antoni Kozubal 7 - Dobry mecz nowego kapitana. Wykonał ogrom pracy w środku boiska, a nie zawsze miał należyte wsparcie. To on rozpoczął akcję, otwierającą wynik meczu.
Filip Jagiełło (grał do 12 min). Bez oceny, grał zbyt krótko. Próba strzału z dystansu skończyła się urazem mięśniowym już na początku meczu. Rokowania w sprawie powrotu nie są najlepsze. Będzie pauzował, co najmniej trzy tygodnie. Patrik Walemark (do 46 min) 2 - Bezbarwny występ. Sprawiał wrażenie nieobecnego na boisku. Dobrze, że w przerwie został w szatni, bo nic nie wnosił do gry. Dawno nie widzieliśmy go w tak słabej dyspozycji.
Luis Palma (do 77 min) 5 - Początek miał nawet niezły, bo dwa razy groźnie dośrodkowywał i mogło się to zakończyć golem. Zaliczył asystę, ale im dłużej trwał mecz, tym bardziej gasł w oczach. Nie jest jeszcze w najlepszej formie.
Allahyar Sayyadmanesh (do 60 min) 7 - Grał tylko godzinę, ale to był występ na miarę oczekiwań, bo po prostu robił różnicę. Efektownie strzelił z przewrotki, zdobył kapitalnym strzałem z dystansu drugą bramkę. Miejsce, które zostawiali mu rywale dobrze wykorzystał.
Yannick Agnero 7 - Jeden z bohaterów meczu. Jego zadaniem było zastąpienie kapitana Mikaela Ishaka i z murawy mógł schodzić z podniesioną głową. Miał kapitalną okazję, by otworzyć wynik ale wybrał wariant siłowy zamiast strzelić podcinką. Chwilę później się zrehabilitował pięknym golem. W końcówce trafił jeszcze w słupek. Dobry występ, choć mógł mieć zdecydowanie lepszy dorobek strzelecki na stadionie przy Reymonta. Ciekawe jak wyglądać będzie jego następny mecz.
Rezerwowi
Pablo Rodriguez (od 12 min) 5 - Miał udział przy drugim golu, ale walką na boisku niestety nie potrafi zamazać swoich dużych deficytów piłkarskich oraz taktycznych. To nie jest, "10", ale Frederiksen się tym nie przejmuje.
Radosław Murawski (od 46 min) 4 - Bardzo przeciętny występ. Notował za dużo strat. Rok bez gry odbija się na jego formie.
Michał Gurgul (od 46 min) 4 - Maczał palce przy bramce dla gospodarzy, bo dopuścił do dośrodkowania. Był za daleko rywala i spóźnił się z interwencją. Trochę miał kłopotów, bo Wieczysta groźnie atakowała jego stroną.
Daniel Hakans (od 60 min) 4 - Mógł strzelić na 3:1 i "zabić mecz". Trafił w słupek.
Robert Gumny (od 77 min) Grał zbyt krótko, bez oceny, choć trzeba odnotować jego groźny strzał w końcówce, po którym piłka odbiła się od słupka.
Ocenial: Maciej Lehmann, skala ocen 1-10.
Trener Lecha o upale, szkoleniowiec Wisły o przeciekającej obronie
W weekend przez Polskę przetoczyła się kolejna fala upałów. Odczuli to zwłaszcza piłkarze PKO BP Ekstraklasy grający na południu kraju. Trener Lecha Poznań Niels Frederiksen właśnie ze względu na trudne warunki oszczędził jakiejkolwiek krytyki swoim piłkarzom. "Nigdy czegoś takiego nie widziałem" - stwierdził duński szkoleniowiec mistrzów Polski. Miał na myśli scenę gdy po końcowym gwizdku zwycięskiego meczu z Wieczystą Kraków (2:1) jego piłkarze padli na murawę z wycieńczenia. Choć zbliżała się godzina dwudziesta, termometry wskazywały ponad 30 stopni. - Niewiarygodne, jak gorąco było. Pociłem się, stojąc przy linii, a co dopiero piłkarze. Z tego powodu to był trudny, wręcz ekstremalny mecz. Ważne, że udało się wygrać i odbić po tych trudnych dla nas dniach - skomentował Frederiksen.
Dla Wieczystej była to druga porażka w dopiero co rozpoczętym sezonie. Trener Kazimierz Moskal przekazał kolejne złe wieści: ze składu wypadł mu na dłużej bohater baraży. Stefan Feiertag ma kontuzję kolana i musi przejść zabieg - usłyszeliśmy na konferencji. Bez wygranej pozostaje również Widzew Łódź, który ponownie zremisował, tym razem z Wisłą Płock. Uważam, że jest progres względem pierwszego meczu. Zabrakło nam przede wszystkim skuteczności w bardzo, bardzo klarownych sytuacjach -zauważył szkoleniowiec Łodzian Aleksandar Vuković. Pierwszy raz w składzie Widzewa zobaczyliśmy po mistrzostwach świata reprezentanta Demokratycznej Republiki Konga Steve'a Kapuadiego. Stoper dość krytycznie ocenił swój występ. - Nie jestem zadowolony. Myślę, że pozwoliłem Saidowi Hamuliciowi na zbyt wiele okazji do strzału - powiedział. Bardzo dobre nastroje panują za to w Jagiellonii Białystok. - To był super piątek - ocenił - pokonanie na wyjeździe Motoru Lublin trener Adrian Siemieniec, określając mecz mianem fajnej reklamy PKO BP Ekstraklasy. W końcówce jego piłkarze prędko odpowiedzieli na wyrównującą bramkę, ustalając wynik. Jesteśmy mądrą drużyną z dużym doświadczeniem i czasami takie mecze trzeba, mówiąc brzydko, przepchnąć stwierdził bramkarz Sławomir Abramowicz, autor kilku spektakularnych interwencji. - Nie przypominam sobie, żebyśmy w meczu ligowym stracili aż tyle goli - wyznał z kolei trener Mariusz Jop z Wisły Kraków po porażce 3:4 z Piastem Gliwice. Krytycznie ocenił zwłaszcza pierwsze minuty gry.
Źródło: Głos Wielkopolski, nr 178 z 3 sierpnia 2026

