Przejdź do zawartości

2026.09.20 Lech Poznań - Radomiak Radom 5:1

Z wikiLech.pl
Sezon 2026/27, PKO Bank Polski Ekstraklasa, 9. kolejka
20 września 2026, niedziela, 20:15 , 13°C
Poznań, Bułgarska (Enea Stadion)
19.478
Jarosław Przybył (Kluczbork)
Marcin Boniek i Maciej Kosarzewski
5:1
(3:1)


Lech Poznań Radomiak Radom

Pablo Rodríguez 3'
Patrik Wålemark 9'
Allahyar Sayyadmanesh 41'
Patrik Wålemark 51'
Pablo Rodríguez 67'
0:1
1:1
2:1
3:1
4:1
5:1
Guilherme Luiz 1' (15. sekunda)
Mateusz Lis
Joel Pereira (81' Robert Gumny)
Mateusz Skrzypczak
Wojciech Mońka
Michał Gurgul
Patrik Wålemark (70' Leo Bengtsson)
Radosław Murawski
Pablo Rodríguez
Filip Jagiełło (62' Luis Palma)
Allahyar Sayyadmanesh (70' Daniel Håkans)
Mikael Ishak © (62' Yannick Agnero)
Filip Majchrowicz
Zié Ouattara
Kryspin Szcześniak
Filip Koperski
Jan Grzesik ©
Ché Nunnely (68' Manu)
Chrístos Dónis (74' Roberto Alves)
Romário Baró (46' Ibrahima Camará)
Luquinhas (46' Rafał Wolski)
Ronaldo Lumungo
Guilherme Luiz (73' Fernand Gouré)

trener:
Niels Frederiksen

trener:
Rafał Grzyb
po zejściu z boiska Mikaela Ishaka kapitanem Radosław Murawski



Skrót meczu

Skrót meczu

Relacje prasowe

"LECH Poznań - RADOMIAK Radom 5:1 (3:1) DWA OBLICZA LECHA Słodko-gorzki weekend" -
Przegląd Sportowy
LECH Poznań - RADOMIAK Radom 5:1 (3:1) DWA OBLICZA LECHA Słodko-gorzki weekend

Przegląd Sportowy 2026.09.21-24 Nr 76

“
LECH Poznań - RADOMIAK Radom 5:1 (3:1). Bramki: 0:1 Guilherme Luiz 1' (Baro), 1:1 Rodriguez 3' (Pereira), 2:1 Wälemark 9', 3:1 Sayyadmanesh 41' (Ishak), 4:1 Wälemark 51', 5:1 Rodriguez 67' (Wälemark). SĘDZIOWIE: Przybył 4 (Kluczbork) oraz Boniek i Kosarzecki + Syropiatko. VAR/AVAR: Sz. Marciniak/Heinig. WIDZÓW W POZNANIU: 19.478.

LECH: Lis 6 - Skrzypczak 6, Mońka (młodzieżowiec) 7, Pereira 6 (81' Gumny), Gurgul (młodzieżowiec) 7 - Murawski 4, Rodriguez 8, Walemark 9 (70' Bengtsson), Sayyadmanesh 7 (70' Hakans 5) - Ishak 4 (62' Agnero 4), Jagiełło 6 (62' Palma 6).

RADOMIAK: Majchrowicz 2 - Koperski 2, Szcześniak 2, Grzesik 2, Ouattara 2 - Ch. Donis 3 (74' Alves 5), Luquinhas 4 (46' Camara 3), Baro 3 (46' Wolski 4) - Lumungo 3, Gulherme Luiz 5 (73' Goure 5), Nunnely 3 (67' Manu 5).

W czwartek Lech dostał lekcję skuteczności od Crystal Palace w Lidze Europy, a w niedzielę sam dał wykład Radomiakowi z gry na wysokim poziomie. Kolejorz odrobił dwa punkty do Górnika. Mieszane uczucia dominują w Poznaniu po ostatnim tygodniu przed przerwą na mecze reprezentacji. Z jednej strony Lech poniósł bolesną porażkę z Crystal Palce w Lidze Europy 0:4, ale z drugiej sam sprawił lanie Radomiakowi Radom w Ekstraklasie 5:1 i odrobił dwa punkty do liderujących Zabrzan. Bez litości W niedzielę rywalizacja z Radomiakiem rozpoczęła się tak, że można było odnieść wrażenie, iż wciąż trwa potyczka z Orłami. Radosław Murawski, który w Londynie miał udział przy dwóch straconych bramkach i został ukarany czerwoną kartką, po kilkunastu sekundach stracił piłkę pod własnym polem karnym i było 0:1. Jakby ciągle dla środkowego pomocnika wszystko działo się za szybko, Mało tego! Za moment dwie duże szanse zmarnował Mikael Ishak, który przecież również dwie takie sytuacje spartolił na Selhurst Park, co miało ogromny wpływ na przegraną. Kibice mieli prawo poczuć się, jakby drugi raz oglądali ten sam film... Na szczęście dla Kolejorza pozostali czuli się w niedzielę znacznie lepiej i jak ekipa trenera Nielsa Frederiksena podkręciła tempo, to przyjezdni nie wiedzieli, co się właściwie dzieje. A dodatkowo wszystko utrudniała ulewa i zanim się goście obejrzeli, już musieli gonić po trafieniach Pablo Rodrigueza oraz Patrika Wálemarka, a jeszcze przed przerwą z bramki cieszył się jeszcze Allahyar Sayyadmanesh. Z zespołu prowadzonego przez Rafała Grzyba nie było co zbierać. Ale jako, że trzy dni wcześniej przeciwnicy litości nie mieli, w niedzielę Lechici nie okazali jej także i po przerwie dalej strzelali gole. Ostatecznie zatrzymali się na dwóch. To było zderzenie dwóch światów i pokaz mocy Poznaniaków. Wynik kłamie Nie mam poczucia, że zostaliśmy zmiażdżeni, bardziej zostaliśmy ukarani w paru sytuacjach. Nie uniknęliśmy głupich błędów, które na tym poziomie nie zostały wybaczone. Musimy wystrzegać się takich rzeczy powiedział zaraz po meczu z Crystal Palace Frederiksen. Tak naprawdę trudno lepiej podsumować pierwszy po niemal sześciu latach występ Kolejorza w Lidze Europy. Mistrzowie Polski dostali od Orłów z Londynu surową lekcję, że co uchodzi w Ekstraklasie czy nawet Lidze Konferencji, w drugich najbardziej prestiżowych klubowych rozgrywkach europejskich już zdecydowanie nie. Selhurst Park leży w centrum Croydon, jednej z najgorszych dzielnic Londynu. Oddany do użytku w 1924 roku, wielokrotnie remontowany, widział już wiele. Kultowego gola zza połowy Davida Beckhama dla Manchesteru United. Kopnięcie kibica przez inną gwiazdę Czerwonych Diabłów Erica Cantone. Spotkanie z papieżem Janem Pawłem II. Sceny popularnego serialu "Ted Lasso". Ale tak kuriozalnego samobója, jakiego wbił Terry Yegbe z Lecha, to mury sędziwego stadionu jeszcze nie widziały... Stoper z Ghany miał szczęście, że jednak w tej sytuacji był spalony i choć z kilku dziesięciu metrów posłał loba do własnej bramki, chwilowo opuszczonej przez Mateusza Lisa, ostatecznie nie to zostanie mu zapamiętane, a nieodpowiedzialny wyrzut z autu, który skończył się pierwszym golem dla Crystal Palace. Niewiele lepiej, ale jednak lepiej. Tak naprawdę to symbol zderzenia Kolejorza z Premier League proste, głupie błędy, surowo wykorzystywane przez przeciwników. Pewnie na własnym podwórku z tego wszystkiego padłoby jedno trafienie, a w LE skończyło się na czterech. Co gorsza, zawodnicy ze stolicy Wielkopolski byli jeszcze przeraźliwie nieskuteczni i to sprawiło, że zebrali cięgi do zera. Jakkolwiek dziwnie to nie brzmi, wcale nie zaprezentowali się aż tak źle, jak wskazuje wynik. Liczby nie kłamią. Lech miał więcej dużych szans (4 do 3), więcej celnych strzałów (17 do 16) i tyle samo kontaktów z piłką w polu karnym (po 26), do tego nieco niższe XG (1,54 do 2,23) i mniejszą liczbę wejść w szesnastkę rywali (46 do 47). Wszystko na styk. Na Selhurst Park naprawdę nie doszło do tak jednostronnego widowiska, jak wskazuje rezultat. Czy to znaczy, że należy Kolejorza chwalić? Skądże. Szczególnie zawiedli liderzy Yegbe i wspomniani wcześniej Murawski oraz Ishak, co z pewnością stanowi problem na przyszłość. Po prostu przynajmniej teoretycznie taka kreatywność powinna dawać lepsze efekty. Ale właśnie teoretycznie. Czas pokaże, czy choćby Ishak jeszcze będzie w stanie wejść na wymagany poziom finalizacji. Przy czym przede wszystkim mistrzowie kraju muszą zminimalizować liczbę prostych, głupich błędów, o których mówił Frederiksen. To powinna być dla nich najważniejsza lekcja z Londynu. Bo z takimi "babolami" jak Yegbe nawet przy lepszej finalizacji porażki może i staną się nieco mniej bolesne, już niekoniecznie do zera, ale o zwycięstwa jednak będzie ciągle trudno. Nie zawsze przeciwnikiem jest Radomiak...
”
MATEUSZ JANIAK
Źródło: Przegląd Sportowy, nr 76 z 21-24 września 2026
***
"Lech Poznań - Radomiak Radom 5:1. Walemark show! Lepiej nie drażnić mistrza..." -
Głos Wielkopolski
Lech Poznań - Radomiak Radom 5:1. Walemark show! Lepiej nie drażnić mistrza...

Głos Wielkopolski 2006.09.20

“
Na zakończenie 9. kolejki Lech Poznań zdemolował 5:1 Radomiaka. Mistrzowie Polski byli wyraźnie lepsi, powinni wygrać wyżej, niestety kłopoty ze skutecznością nadal ma najlepszy strzelec, Mikael Ishak. Wyręczyli go koledzy Patrik Walemark i Pablo Rodriguez, który zaliczyli po dwa trafienia.

Niesamowite 10 minut

Gdyby w 10. minucie Lech Poznań prowadził 4:1, goście nie mogliby narzekać na swój los. Ulewa, która przeszła nad stadionem tuż przed meczem, sprawiła, że jego początek był wręcz niezwykły. Już bowiem po nieco ponad 30 sekundach mistrzowie Polski przegrywali 0:1. Po dalekim kopnięciu Kryspina Szcześniaka, piłkę złapał Mateusz Lis, podał do Radosława Murawskiego, który naciskany przez Romario Baro w banalny sposób stracił ją tuż przed polem karnym. Przejął Guilherme Luis i strzelił nie do obrony. Kolejorz rozdawał prezenty w czwartek w Londynie i niestety okazało się, że zaczął to kontynuować na własnym stadionie. Na szczęście Lech Poznań odpowiedział w najlepszy możliwy sposób. Joel Pereira zagrał do Pablo Rodrigueza, który w środku urwał się rywalom "ruletą", po czym płasko uderzył zza linii 16. metra. Piłka otarła się od nogi Kryspina Szcześniaka i wpada do siatki obok zaskoczonego Filipa Majchrowicza. Chwilę później Majchrowicz dwukrotnie uratował swój zespół, wygrywając starcia sam na sam z Mikaelem Ishakiem. Kapitan Kolejorza od pewnego czasu toczy wewnętrzy pojedynek ze swoją nieskutecznością. Na szczęście ze strzelania goli wyręczyli go w niedzielny wieczór koledzy. W 9. minucie bardzo aktywny w tym fragmencie meczu był Filip Jagiełło. Po podaniu piętką Ishaka mocno uderzył po "długim słupku", Majchrowicz odbił piłkę, ale wobec dobitki Patrika Walemarka głową z bliska był już bezradny.

Miażdżąca przewaga Kolejorza

Lech Poznań nie zwalniał tempa, chciał szybko strzelić trzeciego gola i chociaż miał momentami miażdżącą przewagę, goście bronili się bardzo szczęśliwie, tak jak w choćby w 20. minucie, gdy po strzale Walemarka, Szcześniak wybił piłkę z linii bramkowej. Byłoby dużą niesprawiedliwością, gdyby jeden z nielicznych ataków Radomiaka zakończył się wyrównującą bramką w 31. minucie. Lis jednak obronił groźny Nunnely'ego. Sprawiedliwości stało się zadość w 41. minucie. Patrik Walemark podał prostopadle w pole karne do Mikaela Ishaka, który tak wystawił piłkę Allahyarowi Sayyadmaneshowi, że Irańczykowi pozostało tylko dopełnić formalności. Kapitan Kolejorza po pierwszej części powinien mieć hat-tricka, a zaliczył tylko asystę. Na początku drugiej połowy goście znów byli tylko statystami dla dobrze dysponowanych mistrzów Polski. Patrik Walemark strzelił czwartego gola dla Lecha i swojego drugiego w niedzielny wieczór. Szwed zabawił się z obroną Radomiaka i „na raty” pokonał Majchrowicza. Gdy w 62. minucie boisko opuszczał rozczarowany Mikael Ishak, energią nadal kipiał Patrik Walemark, który chciał wyraźnie ustrzelić hat-tricka. I to właśnie Szwed wypracował piątego gola. Znów popisał się indywidualną akcją, zagrał do Pablo Rodrigueza, który podciągnął piłkę w pole karne i uderzył nie do obrony. 5:1 w 67. minucie! Podrażniony szybko straconą bramką mistrz Polski demolował swojego rywala. Walemark show skończyło się, gdy opuścił on boisko w 70. minucie, ale także rezerwowi mieli ochotę wpisać się do protokołu przed trzytygodniową przerwą na mecze reprezentacji. Szansę na hat-tricka miał Rodriguez, ale w 85. minucie po podaniu Gumnego nie trafił w piłkę. Kolejorz więcej goli już nie strzelił, ale należą mu się brawa za wysoką wygraną i odpowiednią reakcję za porażkę z Crystal Palace w Lidze Europy.
”
MACIEJ LEHMANN
Źródło: Głos Wielkopolski, 20 września 2026 [1]
***
"Radomiak zmiażdżony. Lepiej nie drażnić mistrza" -
Głos Wielkopolski
Radomiak zmiażdżony. Lepiej nie drażnić mistrza

Głos Wielkopolski 2006.09.22 Nr 220

“
Lech Poznań zdemolował w niedzielny wieczór Radomiaka 5:1. Mistrzów Polski wyraźnie podrażnił stracony już w 16. sekundzie gol. Niemal natychmiast bowiem ruszył do ataku, bardzo szybko wyszedł na prowadzenie i pokazał klasę. Lech powinien wygrać wyżej, niestety kłopoty ze skutecznością nadal ma najlepszy strzelec, Mikael Ishak. Wyręczyli go koledzy Patrik Walemark Pablo Rodriguez, który zaliczyli po dwa trafienia. Gola strzelił też Sayyadmanesh. Gdyby w 10. minucie Lech Poznań prowadził 4:1, goście nie mogliby narzekać na swój los. Ulewa, która przeszła nad stadionem tuż przed meczem, sprawiła, że jego początek był wręcz niezwykły. Już bowiem po 16 sekundach mistrzowie Polski przegrywali 0:1, po dalekim kopnięciu Kryspina Szcześniaka, piłkę złapał Mateusz Lis, podał do Radosława Murawskiego, który naciskany przez Roma-Baro w banalny sposób stracił ją przed polem karnym. Przejął Guilherme Luis i strzelił nie do obrony. Kolejorz rozdawał prezenty w czwartek w Londynie i niestety okazało się, że zaczął to kontynuować na własnym stadionie. Na szczęście Lech odpowiedział w najlepszy możliwy sposób. Joel Pereira zagrał do Pablo Rodrigueza, który w środku urwał się rywalom "ruletą", po czym płasko uderzył zza linii 16. metra. Piłka otarła się od nogi Szcześniaka i wpada do siatki obok zaskoczonego Filipa Majchrowicza. Chwilę później Majchrowicz dwukrotnie uratował swój zespół, wygrywając starcia sam na sam z Mikaelem Ishakiem. Kapitan Kolejorza od pewnego czasu toczy wewnętrzny pojedynek ze swoją nieskutecznością. Na szczęście ze strzelania goli wyręczyli go w niedzielny wieczór koledzy. W 9. minucie bardzo aktywny w tym fragmencie meczu był Filip Jagiełło. Po podaniu piętką Ishaka mocno uderzył po długim "słupku", Majchrowicz odbił piłkę, ale wobec dobitki Patrika Walemarka głową z bliska był już bezradny. Lech Poznań nie zwalniał tempa, chciał szybko strzelić trzeciego gola i chociaż miał momentami miażdżącą przewagę. Sprawiedliwości stało się zadość w 41. minucie. Patrik Walemark podał prostopadle w pole karne do Mikaela Ishaka, który tak wystawił piłkę Allahyarowi Sayyadmaneshowi, że Irańczykowi pozostało tylko dopełnić formalności. Kapitan Kolejorza po pierwszej części powinien mieć hat-trick, a zaliczył tylko asystę. Na początku drugiej połowy goście znów byli tylko statystami dla dobrze dysponowanych mistrzów Polski. Patrik Walemark strzelił czwartego gola dla Lecha i swojego drugiego w niedzielny wieczór. Szwed zabawił się z obroną Radomiaka i "na raty" pokonał Majchrowicza. Gdy w 62. minucie boisko opuszczał rozczarowany Mikael Ishak, energią nadal kipiał Patrik Walemark, który chciał wyraźnie ustrzelić hat-tricka. I to właśnie Szwed wypracował piątego gola. Znów popisał się indywidualną akcją, zagrał do Pablo Rodrigueza, który podciągnął piłkę w pole karne i uderzył nie do obrony. 5:1 w 67. minucie! Kolejorz więcej goli już nie strzelił, ale należą mu się brawa za wysoką wygraną i odpowiednią reakcję za porażkę z Crystal Palace w Lidze Europy.
”
MACIEJ LEHMANN
Źródło: Głos Wielkopolski, nr 220 z 22 września 2026
***