Przejdź do zawartości

Kazimierz Moskal

Z wikiLech.pl
Kazimierz Moskal
Imię i nazwisko Kazimierz Moskal
Kraj Polska
Data i m.
urodzenia
9 stycznia 1967
Sułkowice, Polska
Pozycja pomocnik
Wzrost 182 cm
Waga 83 kg

Relacje prasowe

"Życie prywatne KAZIMIERZA MOSKALA" -
Piłka Nożna plus
Życie prywatne KAZIMIERZA MOSKALA

Piłka Nożna plus Nr 8 (2) SIERPIEŃ 1993

Imiona i nazwisko: Kazimierz Józef MOSKAL
Data i miejsce urodzenia: 9 stycznia 1967 Sułkowice
Znak Zodiaku: Koziorożec
Wzrost i waga: 181 cm, 78 kg
Żona: Jolanta od 24 czerwca 1989
Dzieci: Dawid (3 lata), Kamil (7 miesięcy)
Rodzeństwo: bracia - Franciszek i Władysław, siostry - Anna i Danuta: wszyscy starsi
Dom: czteropokojowe mieszkanie w Poznaniu
Samochód: mazda 323

Na kogo będzie pan głosował w najbliższych wyborach?
- Jeszcze nie wiem, czy wezmę w nich udział. W wyborach prezydenckich głosowałem na Lecha Wałęsę.
- Do kogo należy ostatnie słowo w domu?
- Zawsze staramy się ze sobą dogadać, chociaż...Jeśli jestem przekonany o słuszności jakiegoś rozwiązania, próbuję za wszelką cenę przekonać do tego żonę.
- A kto kogo ciągnął do ołtarza?
- Po kilku miesiącach znajomości myślałem już o wspólnym życiu. Żona potrzebowała dużo więcej czasu do namysłu.
- Jak spędziliście miodowy miesiąc?
- To nie był nawet miodowy tydzień. Zaraz po ślubie wyjechałem z drużyną Wisły Kraków na mecz Pucharu Lata, do Izraela.
- Był pan przy narodzinach dzieci?
- Jeśli chodzi o starszego syna, Dawida, dowiedziałem się, że zostałem ojcem po powrocie z meczu. Natomiast przy narodzinach Kamila asystowałem. Mam co wspominać.
- Gdy nie strzeli pan - powiedzmy - karnego, to domownicy muszą przez kilka dni chodzić na palcach, żeby pana nie drażnić?
- Na szczęście nie strzelam karnych. Tylko raz, pod nieobecność Tomka Dziubińskiego, egzekwowałem karnego dla Wisły. Na szczęście skutecznie. Ale jeśli źle wypadłem w meczu, to później nie potrafię o tym szybko zapomnieć.
- Kto zmywa w domu naczynia?
- Teraz jest tyle pracy, że robimy to na zmianę. Gdy jedno z nas bierze się za zmywanie, drugie musi zajmować się dziećmi.
- Czy wynoszenie śmieci to dla pana obowiązek?
- Nie mam z tym żadnego problemu. Gdy rano idę do sklepu, przy okazji wyrzucam śmieci.
- Jak radzi pan sobie w kuchni?
- Teraz nie zajmuję się gotowaniem. Ale kiedy mieszkaliśmy jeszcze w Krakowie, a żona rano pracowała, to ja przygotowywałem obiady. Nie powiem, żeby były specjalnie wymyślne, jednak zawsze coś upichciłem.
- Z czym radził pan sobie najlepiej?
- Moją specjalnością był żurek i kotlet schabowy.
- Jakiej potrawie nie potrafi się pan oprzeć?
- Befsztykowi tatarskiemu i kotletowi de volaille.
- Woli pan wstąpić do baru McDonalda czy chińskiej restauracji?
- Zdecydowanie do baru McDonalda. Żałuję, że w Poznaniu jeszcze takiego nie ma.
- Gdy któryś z domowych gości poprosi pana o drinka, co pan podaje?
- W mojej lodówce najczęściej można znaleźć piwo. Jeśli chodzi o drinki, to będzie to pewnie wódka z jakimś sokiem. Nie gustuję w żadnych koniakach i temu podobnych trunkach.
- Dzwonią do pana: Cindy Crawford, Kim Basinger i Madonna. Wszystkie proponują spotkanie. Z którą by się pan umówił?
- Z Madonną.
- Co powiedziałby pan żonie po powrocie?
- Podzieliłbym się wrażeniami. Tyle słyszałem na temat Madonny, że chciałbym sprawdzić jaka jest naprawdę.
- Jest pan z żoną na balu. Ktoś nieustannie prosi ją do tańca. Czy jest pan dumny, że ma takie powodzenie, czy raczej zazdrosny?
- Zdecydowanie zazdrosny.
- Odwiedził pan kiedyś plażę naturystów?
- Nie i nigdy tam się nie wybiorę. Nie lubię przebywać...na słońcu.
- Na co by pan wydał pieniądze w sex-shopie?
- Nie wiem czym tam dysponują, bo jeszcze nie byłem. Może na coś bym się zdecydował?
- Gdyby był pan reżyserem, kogo obsadziłby w głównych rolach?
- Roberta DeNiro lub Kevina Costnera i Julię Roberts.
- Czy odróżniłby pan obraz Van Gogha od Rembrandta?
- Nie znam się zupełnie na malarstwie.
- Przyzwyczaił się już pan do gwary poznańskiej?
- Nie zdawałem sobie wcześniej sprawy, że jest tak bogata i zabawna.
- Można jakiś przykład?
- Szneka z glancem, to drożdżówka z lukrem.
- Gdzie chciałby pan mieszkać, gdyby musiał wyjechać z Polski?
- W Szwajcarii, chociaż nigdy tam nie byłem. Ale wydaje mi się, że to wyjątkowo spokojny kraj, gdzie ludzie żyją bez problemów, a wszystko znajduje się na swoim miejscu.
- Gdzie chciałby pan spędzić urlop?
- Do tej pory udało nam się wspólnie wyjechać tylko raz, w ubiegłym roku nad morze. I byłem zadowolony z pobytu nad Bałtykiem. Chciałbym też w przyszłości pojechać z rodziną w góry. Na razie kojarzą mi się tylko z obozami zimowymi, a nie są to przyjemne skojarzenia.
- Ma pan do wyboru: miesięczny pobyt w luksusowym hotelu na Hawajach albo najnowszy model porsche. Na co by się pan zdecydował?
- Na pobyt na Hawajach. Aby uciec od tych codziennych trosk, problemów, stresów w klubie i życiu codziennym. Porsche to świetny samochód, ale gdybym się na niego zdecydował, musiałbym kupić jeszcze jeden samochód dla rodziny.
- Czy fakt, że jest pan piłkarzem pomógł kiedyś panu wykręcić się od płacenia mandatu?
- Wprost przeciwnie. Raz zatrzymał mnie policjant i stwierdził, że piłkarze Lecha są nie tylko najlepsi w lidze, ale też najlepsi w przekraczaniu szybkości. I wypisał mandat.
- Czy jako biznesmen byłby pan równie dobry jak na boisku?
- Oprócz małżeństwa nie zrobiłem jeszcze żadnego dobrego interesu. Jeśli coś sprzedawałem, to zawsze na tym traciłem.
- Gdyby został pan miliarderem, zainwestowałby pan pieniądze w jakąś sekcję piłkarską?
- W obecną drużynę Lecha. Drugi raz ciężko będzie zebrać tak dobrych piłkarzy w jednym zespole, oczywiście w polskiej lidze. Możemy dużo osiągnąć, ale trzeba w nas zainwestować.
- Czy mógłby pan ujawnić o czym marzy?
- Chciałbym trafić "szóstkę" w Lotto. Byłbym wtedy niezależny finansowo, nie musiałbym się przejmować tym wszystkim dookoła. Życie miałbym łatwiejsze.

Żona o mężu:

- Kiedy po raz ostatni otrzymała pani prezent od męża?
- Łańcuszek na trzecią rocznicę ślubu, czyli przed rokiem.
- Czy często przynosi pani kwiaty?
- Bardzo rzadko.
- Jak się poznaliście?
- Na dyskotece.
- Co uważa pani za największą zaletę męża?
- Potrafi sam zrobić wiele rzeczy. Muszę go pochwalić za boazerię w przedpokoju i wytapetowanie mieszkania. Potrafi też zająć się dziećmi, nawet gdy przyjdzie zmęczony po treningu.
- Najmilszy komplement z jego strony?
- Niestety, nie prawi mi komplementów.
Rozmawiał DARIUSZ KUROWSKI, zdjęcia Ryszard ROGALSKI
Źródło: Piłka Nożna plus, nr 8 z sierpnia 1993
***