Lech Poznań (koszykówka)

Z wikiLech.pl

🏗️ Strona w przygotowaniu 🏗️

Koszykówka mężczyzn (sezon po sezonie)
Koszykówka kobiet (sezon po sezonie)


1936

Rekordowe zwycięstwo Lecha

Zmierzch sekcji

"Znikający punkt czyli jak upadła poznańska koszykówka." -
Fiba Basketball magazyn

Znikający punkt czyli jak upadła poznańska koszykówka.

Fiba Basketball magazyn nr 2/1997 (cz. I)


Fiba Basketball magazyn nr 2/1997 (cz. II)
Stańko i Blumczyński błędnie podpisani
Koszykówka w Poznaniu była od zawsze. Nie tylko męska. Ta dyscyplina sportu rozwijała się jak żadna inna. Warta, Olimpia, AZS i Lech grały w I lidze. W pewnym momencie pojawiła się koncepcja utworzenia jednego silnego klubu koszykarskiego. Wszelkie tego rodzaju koncepcje, bez względu na ich intencje i źródła, z góry były jednak skazane na niepowodzenie. Rzeczywistość ekonomiczna była... taka, jaka była.

Batimex na horyzoncie

Lata 80. były okresem rządów poznańskich koszykarzy w polskiej lidze, czego ukoronowaniem był awans do finału pucharu Europy. To wówczas na parkiecie poznańskiej Areny pojawili się tak znakomici gracze jak Kukoč, Radja, Galis i wielu innych. Wydawało się, że jest tylko kwestią czasu, by Lech na stałe zadomowił się w europejskiej czołówce. Niestety, tylko wydawało się...

W końcu lat 80. nastąpiła zmiana ustrojowa i wtedy sport został zepchnięty na daleki plan. Zaczęły się kłopoty finansowe, sekcje padały jedna po drugiej, inne ledwie wiązały koniec z końcem.

Kryzys dotknął także Kolejowy Klub Sportowy Lech. Główny sponsor, ZDOKP postanowiła oddać sekcję w inne ręce. Zmieniali się sponsorzy, jedni byli lepsi, inni gorsi, ale koszykówka w Poznaniu trwała. Wyniki nie były na miarę oczekiwań, ale najważniejsze było to, że młodzież trenująca w sekcjach szkolnych miała wzorce do naśladowania. Kijewski, Jechorek, Marcinkowski, Bogucki – to zawodnicy, którzy mieli niemal etatowe miejsca w reprezentacji Polski.

Niektóre firmy nieśmiało dostrzegały, że sponsorowanie koszykówki może być całkiem dobrym interesem. Takim przedsiębiorstwem była prywatna firma Batimex. Jej właściciel, Juliusz Owczarzak wobec kłopotów ZDOKP postanowił przejąć pod własne skrzydła sekcję koszykówki. Jak się to później okazało, był to koniec sportu przy kolei. Batimex, mimo olbrzymiej chęci, nie był jednak w stanie udźwignąć ciężaru utrzymania sekcji. Koszty były poważne, drobniejsi sponsorzy nie zdołali dopełnić do końca finansowych braków. Rozpoczęło się gorączkowe poszukiwanie zamożnego przedsiębiorcy, który by w sposób zdecydowany postawił na basket. Po sprywatyzowaniu poznańskiego browaru znaleźli się ludzie, którzy byli skłonni łożyć na tę dyscyplinę. Pojawiła się koncepcja utworzenia bardzo silnego klubu, który po krótkim czasie mocnym krokiem wkroczyłby do koszykarskiej Europy.

Piwna przyszłość

Jest początek lipca 1995 r. Stowarzyszenie Lech Premium Sport, które związało się kilka dni wcześniej, by przejąć podupadającą sekcję Lecha-Batimexu zapowiada wręcz rewolucyjne zmiany. Na stanowisko trenera zostaje powołany Piotr Langosz, który od podstaw zbudował wielkość sekcji kobiecej Olimpii, a którego dzieło z olbrzymim powodzeniem kontynuował później Tomasz Herkt. Langosz - osobowość nietuzinkowa – miał tylu zwolenników co przeciwników. Już na samym wstępie można było sądzić, że wcześniej czy później do jakiegoś zwarcia dojdzie. Życie pokazało, że wcześniej, niż sądzono.

Prezes Zarządu Browary Wielkopolskie SA Paweł Sudoł zapowiedział, że jego firma jest skazana na sukces. Jeśli zdecydowała się sponsorować koszykówkę, to liczy, że sekcja musi po prostu osiągnąć sukces. Aby tak się stało, potrzebne były pieniądze. Te się znalazły. Profesjonalnie przygotowano także promocje zespołu i... piwa 10,5. Pod taką nazwą zaczęli występować koszykarze poznańscy. Postanowiono, że każdy mecz w Arenie będzie wielkim widowiskiem, takim jak w halach zachodnich. W pierwszym okresie tak rzeczywiście było. Żadnych przypadkowych ruchów, żadnych zbędnych wydatków – wszystko zostało podporządkowane jednemu celowi – osiągnięciu dobrego wyniku. By jednak tak się stało, potrzebni byli przede wszystkim zawodnicy. A z tymi jakby było nieco gorzej. Rynek był w miarę wydrenowany, na własnym zapleczu nie można było za bardzo polegać, chociaż trener Langosz latem 1995 r. obiecał, że jeśli jego ekipa przepracuje najbliższe miesiące tak jak należy, można się spodziewać walki o czołowe pozycje.

Doświadczenie nam podpowiadało, że jest to niemożliwe, bo skład kadry był taki, jak był, a biorąc pod uwagę wartość innych drużyn, zajęcie miejsca medalowego było poza zasięgiem poznaniaków. Wszyscy jednak pełni entuzjazmu zapomnieli, że nie otoczka decyduje o wynikach w lidze, lecz sami zawodnicy.

Po pierwszych niepowodzeniach jeszcze robiono dobrą minę do złej gry, ale wróble na dachach ćwierkały o niesnaskach na linii trener Langosz – prezes Owczarzak. Nie wytrzymał ten pierwszy. Zrezygnował, a schedę po nim przejął Maciej Goroń, zresztą ściągnięty przez Langosza do Poznania. Jakie wyniki osiągał nie będziemy przypominali, w każdym razie po sezonie też wyjechał z Poznania.

Langosz się wycofał

Sytuacja była nieco dziwna. Oto Browary łożyły duże pieniądze, a nie za bardzo miały wpływ na politykę finansową prowadzoną przez prezesa Owczarzaka. W związku z tym pojawiła się nowa, interesująca koncepcja, że Browary w całości spłacą wydatki poniesione przez Juliusza Owczarzaka i przy firmie powstanie zawodowy zespół koszykarzy. Wydawało się to bardzo logiczne, bo skoro Browary płaciły (były to jak na nasze warunki olbrzymie pieniądze), to chciały mieć wpływ nie tylko na ich wydatkowanie, lecz także na zakupy zawodników, zatrudnienie trenera, słowem na prowadzenie całego biznesu, który miał się nazywać zespołem koszykówki.

Owczarzak nie był jednak skłonny pozbywać się sekcji, tym bardziej że wówczas poczułby się wyrzucony na aut. Może w tym czasie popełniono jakiś taktyczny błąd, może trzeba było więcej czasu poświęcić na mediacje. Może... Na w miarę dobrze funkcjonującej sekcji zaczęły się pojawiać rysy. Browary Wielkopolskie SA postanowiły w związku z tym ograniczyć w sposób drastyczny dopływ gotówki do sekcji prowadzonej przez Owczarzaka. Mimo wszystko nie były to sumy małe. Trenerem 10,5 Poznań został Wojciech Kiełbasiewicz.

Marsz ku rozpadowi

Wyniki, jakie drużyna zaczęła uzyskiwać, dalekie były od marzeń, wręcz przeciwnie. Seryjne porażki spowodowały, że poznańska drużyna znalazła się w sytuacji krytycznej. Pod koniec 1996 roku nastąpił przełom. Prezes Owczarzak, któremu zdrowie nie dopisywało, postanowił oddać pałeczkę Ryszardowi Chomiczowi, byłemu koszykarzowi o wielkim autorytecie w środowisku, pełniącemu funkcję redaktora naczelnego "Gazety Poznańskiej". Jednocześnie przeprowadzono rozmowy z Eugeniuszem Kijewskim, trenerem kadry narodowej, który wcześniej został przez Owczarzaka zwolniony z klubu. Popularny "Kijek" postanowił ratować poznańską koszykówkę, zdając sobie sprawę, że jeśli drużyna spadnie z I ligi, przez najbliższych kilka, może nawet kilkanaście lat się nie podniesie. Jego celem było więcej niż tylko zakwalifikowanie się do hiszpańskich finałów mistrzostw Europy, lecz także utrzymanie zespołu w ekstraklasie. Nie było mu lekko, ale powstał dobry klimat i 10,5 wyszedł obronną ręką z olbrzymiej zapaści. Jednocześnie prezes Chomicz rozpoczął prowadzenie rozmów z najlepszymi polskimi koszykarzami, którzy po sezonie 1996/97 mogliby zasilić poznańską ekipę. Warunkiem jednak było pozostanie 10,5 w I lidze. Rozmowy na przełomie lat 1996/97 były bardzo konstruktywne. Mało tego, większość koszykarzy wstępnie wyraziła zgodę na występy w Poznaniu. A nazwiska były przednie - Jankowski, Tomczyk, Pluta, Bacik, w rachubę wchodził także Wójcik oraz planowano ściągnięcie dwóch mocnych Amerykanów.

W tym czasie jednak Browary zaczęły nieco kręcić nosem. Postanowiły, że tym razem wspomogą klub, ale pod jednym warunkiem: nie będą one jedynym sponsorem, do klubu powinno wejść jeszcze dwóch, trzech, możnych protektorów. Ryszard Chomicz skierował więc do ponad osiemdziesięciu dobrze prosperujących przedsiębiorstw ofertę wejścia do klubu na zasadach partnerskich. Do całego przedsięwzięcia zaangażował się wojewoda poznański. Wiele osób w tym mieście zauważyło, że koszykówka zaczyna być sportem numer jeden w kraju, że mając Arenę łatwo na dobre mecze wprowadzić prawie 5 tysięcy osób.

Te prawdy jednak nie docierały do przedsiębiorstw, które na sport cały czas patrzą przez pryzmat piłki nożnej. Czas uciekał, 10,5 został w I lidze, zawodnicy z którymi rozmawiał Chomicz na temat przejścia do Poznania zaczęli się niecierpliwić. Na głowie mieli nie tylko mistrzostwa Europy, lecz także zagwarantowanie sobie miejsca na najbliższy sezon w mocnym klubie.

Rozmowy z bogatymi przedsiębiorcami nie przyniosły spodziewanych rezultatów. Powoli, zawodnik za zawodnikiem, zaczęli odpływać z Poznania. Tomasz Jankowski, który bardzo chciał być w Poznaniu, pojechał na Śląsk, za nim Bartłomiej Tomaszewski, potem kolejni. Prezes Chomicz jeszcze na przełomie czerwca i lipca wierzył, że uda się uratować poznańską koszykówkę. Zostały przygotowane plany przygotowań, zarezerwowane miejsca na obóz przed sezonem. Każdy następny dzień kreślił jednak coraz czarniejszy scenariusz. - Jeśli w ciągu dwóch tygodni lipca nie uda mi się zgromadzić dostatecznych środków dla sekcji, zajdzie konieczność wycofania zespołu z rozgrywek o mistrzostwo I ligi - mówił Ryszard Chomicz. W pewnym momencie do pomocy poznańskiej koszykówce włączył się nawet prezydent miasta, Wojciech Szczęsny-Kaczmarek. Na jego zaproszenie z kilkudziesięciu potencjalnych sponsorów zjawiło się... trzech. Nieposiadających żadnych pełnomocnictw. Jaki autorytet, taki odzew.

I stało się to, czego oczekiwali najwięksi pesymiści. 10,5 nie został zgłoszony do rozgrywek o mistrzostwo I ligi. Musi zaczynać w III lidze. Tragiczną klamrą spinającą cały dramat poznańskiego męskiego basketu była tragiczna śmierć Ryszarda Chomicza w początkach sierpnia.

Trener kadry narodowej Eugeniusz Kijewski określił tę całą sytuację jako wielki dramat poznańskiego sportu. Wspaniałe tradycje zostały niemal dogłębnie pogrzebane. Trzeba będzie wielu lat, by odbudować poznańską koszykówkę. Ale czy jest to możliwe? I wszyscy wokół pytają - jak to się dzieje, że w tak bogatym mieście, w którym znajdują się dziesiątki bogatych, nawet bardzo bogatych przedsiębiorstw, nie znalazło się kilka, które by wspomogły koszykówkę. A przecież mógł to być obopólny interes. Na to pytanie, niestety, nie potrafię odpowiedzieć ani ja, ani wielu innych ludzi od lat pracujących w tej branży.
Zbigniew Kubiak
Źródło: Fiba Basketball magazyn, nr 2/97 (strony 22-25)