Przejdź do zawartości

Marek Rzepka

Z wikiLech.pl
Marek Rzepka
Imię i nazwisko Marek Rzepka
Kraj Polska
Data i m.
urodzenia
6 stycznia 1964
Płock, Polska
Pozycja obrońca
Wzrost 182 cm
Waga 76 kg

Relacje prasowe

"MAREK RZEPKA PRZEMIANOWANY OBROŃCA" -
Przegląd Sportowy
MAREK RZEPKA PRZEMIANOWANY OBROŃCA

Przegląd Sportowy 1995.03.08 Nr 48

MAREK RZΕΡΚΑ Urodzony: 06.01.1964 roku, wzrost: 182 cm., waga: 77 kg, Kluby: Wisła Płocka, Zawisza Bydgoszcz, Lech Poznań, 12 występów w reprezentacji Polski. Sukcesy: 3 razy mistrzostwo i raz Puchar Polski z Lechem. Stan cywilny: żonaty (Jolanta), córki: Paulina (7 lat), Karolina (5 lat), samochód: 8-letni Volkswagen jetta, dom w Swarzędzu, hobby: wędkarstwo, tenis.

- W KOŃCÓWCE meczu z ŁKS nie imponowaliście taką szybkością jak w ostatnich spotkaniach rundy jesiennej. Czy nie jesteście przypadkiem przemęczeni intensywnymi przygotowaniami?
- Raczej nie - mówi kapitan Lecha Poznań, Marek RZEPKA - Nie ma mowy o przemęczeniu. Trener Romuald Szukiełowicz założył, iż najwyższa forma przyjdzie na trzeci mecz. W okresie przygotowawczym nie udało się należycie wypracować szybkości. Gdy złapiemy trochę świeżości, na pewno będziemy w takiej dyspozycji jak jesienią. Istotny jest najbliższy mecz z Pogonią. Ważne, by nie przegrać w Szczecinie.
- Czy nadał wierzycie w zdobycie mistrzostwa Polski?
- Odejście Mirka Trzeciaka było dla nas ogromnym osłabieniem. Znacznie osłabła siła napędowa Lecha. Ciągle jednak dysponujemy mocnym składem. Możemy więc powalczyć o tytuł. Znacznie łatwiejsza droga do europejskich pucharów wydaje się prowadzić jednak przez Puchar Polski. Szczęście sprzyja nam w losowaniu. Nie wolno jednak zlekceważyć Jezioraka.
- Czego brakuje dziś Lechowi, by jak przed trzema laty dominował w polskiej lidze?
- Z pewnością przydałby się drużynie poważny sponsor. Nam, piłkarzom nie wypada jednak narzekać na finanse. Wszystko mamy regularnir i terminowo wypłacane.
- Został pan po objęciu Lecha przez trenera Szukiełowicza mianowany z prawego na środkowego obrońcę. Czy nowa rola na boisku panu odpowiada, czy jest to konieczność?
- Zawsze broniłem się przed występami na pozycji "ostatniego" stopera. Rola ta jest bardzo odpowiedzialna i niewdzięczna zarazem. Jeden błąd może bowiem zadecydować o przegranej zespołu. Trener Szukiełowicz przekonał mnie jednak do tej pozycji. Wiedział, że z doświadczeniem i posłuchem w drużynie mogę się sprawdzić w nowej roli. Teraz uważam, że pozycja środkowego obrońcy jest dla mnie optymalna.
- Kiedy uwierzył pan, że może stać się czołowym stoperem w polskiej?
- Już po pierwszych udanych występach. Jeżeli zbierałem pochwały za grę, to znaczy, że się sprawdzałem. Jakichś większych błędów nie popełniałem. A końcówka rundy jesiennej naprawdę była zadowalająca.
- Na kim się pan wzoruje jako środkowy obrońca?
- Nigdy nie podpatrywałem libero. Raczej przez lata zwracałem uwagę na najlepszych prawych obrońców. Natomiast dobrym przykładem środkowe go obrońcy jest Franco Baresi. Gra bardzo poprawnie, ale nie myślę o upodabnianiu się do niego.
- Który obrońca, pana zdaniem, jest bardziej perspektywiczny; Jacek Bąk, czy Paweł Wojtala. Z którym lepiej się Panu współpracuje?
- Trudno powiedzieć. Obaj mają podobne walory, bardzo dobrze grają głową, mają wyborny wślizg. Są porównywalni. Z Jackiem i z Pawłem świetnie mi się współpracuje. Młody wiek, to także ich atut. Wszystko jeszcze przed nimi. Powinni być podstawowymi zawodnikami kadry. Przy takim postępie reprezentacja będzie jeszcze z nich miała ogromną pociechę.
- Dlaczego teraz tak rzadko decyduje się pan na rajdy pod bramkę rywali?
- Pozycja "ostatniego" stopera obliguje mnie do obrony własnej bramki. W zeszłej rundzie robiłem w meczach kilka wypadów na pole karne przeciwnika. Trener Szukiełowicz podpowiadał mi jednak, żebym przede wszystkim "trzymał tyły" i ograniczał wyjścia do przodu.
- Czuje się pan pewnie mając za plecami Roberta Mioduszewskiego?
- Mamy dziś w Lechu dwóch równorzędnych bramkarzy "Miodka" i Jacka Przybylskiego. Przyznam, iż czułem już za plecami lepszych golkiperów, choćby Ryśka Jankowskiego, Jarka Bakę czy Kazia Sidorczuka. "Lanca" i Bako to potężne chłopiska. Mają duży zasięg rąk, dlatego też chyba znacznie skuteczniej grają na przedpolu od "Miodka".
- Co dało Lechowi objęcie zespołu przez Szukiełowicza?
- Trener wpoił w drużynę wolę zwycięstwa, "boiskową złość", zaraził nas optymizmem, wiarą, iż każdy przeciwnik jest w naszym zasięgu i można go pokonać. Dziś "nie odpuszczany" meczów. Jest walka, są chęci, a nie zawsze, wcześniej, było z tym najlepiej.
- Którego napastnika w lidze najtrudniej panu czysto zastopować?
- Nie mam zaleceń indywidualnego pilnowania rywala. Moim zadaniem jest asekuracja, łatanie "dziur" w obronie.
- Ale kto jest w polskiej ekstraklasie najgroźniejszym napastnikiem, którego niezmiernie trudno prawidłowo zatrzymać?
- Trzeciakowi na pewno ciężko odebrać piłkę, ponieważ jest nieobliczalny, ma niekonwencjonalny drybling. Całe szczęście, że grałem z nim w jednej drużynie. A dziś występuje już na szwajcarskich boiskach.
- A jak długo pozostanie pan w Lechu?
- Do końca kariery. Wyjechać do byle jakiego klubu zagranicznego nie ma sensu. Dopóki więc będę przydatny w drużynie Lecha, chciałbym w niej grać. Już niemal dziesięć lat mija od momentu mojego przejścia na Bułgarską. Bardzo zżyłem się z Poznaniem, Lechem. Nie wyobrażam sobie teraz przeprowadzki do innego miasta.
- Jest pan ostatnim Mohikaninem z zespołu wielkiego Lecha. Koledzy porozjeżdżali się po świecie.
- Prócz mnie jest jeszcze w klubie Darek Kofnyt, który pięciokrotnie zdobywał z Lechem mistrzostwo Polski. Ja sięgałem po tytuł trzy razy. Raz wywalczyłem Puchar Polski. Nigdy nie dostałem konkretnej oferty z Zachodu. Pojawiały się czasami mgliste propozycje wyjazdu, na przykład, do Turcji. Nie chciałem jednak na siłę opuszczać Lecha, tułać się po Europie i uczestniczyć w testach. Wcale nie musiałem przecież trafić do lepszego klubu od Lecha. I tak zostałem na Bułgarskiej, czego naprawdę nie żałuję.
Rozmawiał JACEK KMIECIK
Źródło: Przegląd Sportowy, nr 48 z 8 marca 1995
***
"Życie prywatne MARKA RZEPKI" -
Piłka Nożna plus
Życie prywatne MARKA RZEPKI

Piłka Nożna plus Nr 3 (87) MARZEC 1993

Kim chciał pan zostać będąc małym chłopcem?
- Podobno byłem bardzo grzeczny i wszyscy mówili, że powinienem zostać księdzem. Ale ja od początku miałem w głowie tylko piłkę. Ojciec zabierał mnie na mecze. Chciałem być piłkarzem.
- Jak wspomina pan szkolne lata?
- Nie bardzo przykładałem się do nauki. Myślami byłem na boisku. Startowałem w zawodach w różnych dyscyplinach, żeby dzięki temu być zwolnionym z lekcji.
- Co było ważniejsze dla Marka Rzepki - nastolatka: gra w piłkę czy chodzenie na randki?
- Na randki zacząłem chodzić dosyć późno. I zawsze starałem się je godzić z treningami.
- Jak poznał pan swoją żonę?
- Poznaliśmy się na "obczyźnie". Ja jestem z Płocka, Jola z Zielonej Góry. Moja przyszła żona przyjechała do Poznania do szkoły. Poznałem ją dzięki naszej wspólnej koleżance. I zaczęły się wspólne spotkania, spacery...
- Najlepsze cechy żony?
- Wyrozumiałość, gospodarność, opiekuńczość. Czy ma pan ulubiony sposób spędzania wolnego czasu?
- Strasznie lubię leniuchować. Po zdobyciu ostatniego tytułu mistrza Polski zafundowaliśmy sobie z żoną domek letniskowy nad jeziorem. Jeszcze nie mieliśmy okazji tam zamieszkać. Dlatego czekamy z niecierpliwością na ciepłe dni.
- Lubi pan bawić się, tańczyć?
- Jako kawaler lubiłem, teraz mam za dużo obowiązków: dom, rodzina, treningi, mecze.
- Był pan wodzirejem na parkiecie?
- Raczej nie.
- Czy jest pan domatorem?
- Stuprocentowym! Wszystkie wolne chwile chciałbym spędzać z rodziną.
- Jaki jest pana ulubiony przedmiot w domu?
- Na pewno telewizor. Żona często nie może mnie od niego oderwać. Może jeszcze komputer.
- Co, poza oglądaniem teewizji, lubi pan robić w domu?
- Bawić się z dziećmi. Tak mało przebywam z córkami, że każdą wolną chwilę chciałbym im poświęcić.
- A czego pan nie lubi?
- Zmywania gamków, talerzy. To prawdziwa udręka. I jeszcze wyrzucania śmieci.
- Potrafi pan gotować?
- Jako kawaler próbowałem różnych wypieków i całkiem dobrze mi to wychodziło. Od kiedy jestem żonaty, nie chcę Joli przeszkadzać w kuchni.
- Upodobania muzyczne?
- Lubię utwory polskich zespołów - Lady Pank, Kombi, Perfectu. A generalnie preferuję spokojną muzykę.
- A filmowe?
- Najbardziej lubię oglądać komedie. Cenię polskich aktorów: Władysława Kowalskiego. Moje ulubione filmy to "Sami swoi" i „Seksmisja".
- - Kto odpowiada w domu za finanse?
- Może trochę więcej rozeznania w tych sprawach mam ja. Chociaż większość decyzji podejmujemy wspólnie.
- Na co lubi pan wydawać pieniądze?
- Na zabawki dla dzieci. Ostatnio był to domek Barbie. Dzieci mówią od razu, co by chciały dostać. A z żoną to różnie bywa. Muszę z nią chodzić po sklepach, wybierać, a ja tego nie znoszę. Szczególnie po ciężkim treningu.
- Czy pamięta pan pierwszą premię, jaką otrzymał pan za grę w piłkę?
- To nie były pieniądze, tylko tabliczka czekolady, gdy grałem w drużynie juniorów Wisły Płock. A działo się to w czasach, gdy wcale nie tak łatwo było kupić w sklepie czekoladę.
- Jaki ma pan samochód?
- Volkswagen Jetta. Trochę przestarzały, ale nie mam powodów by na niego narzekać
- -A jaki jest ten wymarzoпу?
- Mercedes. Słyszałem, że to niezawodny samochód, jeździ się nim komfortowo.
- Czy lubi pan podróżować?
- Jako sportowiec najczęściej podróżuje bez rodziny. Chciałbym kiedyś objechać Europę razem z żoną i dziećmi.
- Czy pomoże panu w tym znajomość języków obcych?
- Wstyd się przyznać, ale kaleczę język, bolą mnie ręce przy porozumiewaniu się. Brakuje chyba samozaparcia, bo tyle razy brałem się do nauki. Czasami wymusza to sytuacja. Ja niestety jeszcze takiej sytuacji nie miałem.
- Która z licznych podróży utkwiła panu najbardziej w pamięci?
- Pobyt w Wietnamie. Straszna bieda w stolicy na północy kraju, ludzie zniewoleni przez komunizm.
- Gdzie chciałby pan pojechać?
- Do Włoch, jeszcze nigdy tam nie byłem.
- Czy interesuje się pan polityką?
- Tak. Od początku kibicuję Lechowi Wałęsie. Może nie zawsze z pozytywnym skutkiem, ale przynajmniej chce coś zmienić. Wiele osób już się od niego odwróciło, ale ja nadal uważam, że jeszcze może coś zrobić.
- Pozostańmy przy rządzeniu co by pan zrobil jako prezes PZPN?
- Zwiększył premie dla zawodników za mecze eliminacyjne do mistrzostw świata. Starałbym się szukać nowych sponsorów, żeby związek miał większe zyski i mógł je lepiej dzielić. O sprawach personalnych nie chciałbym mówić, bo za bardzo się tym nie interesuję i nie jestem dobrze zorientowany.
- Kto najbardziej pomógł panu w życiu?
- Do wszystkiego dochodziłem sam. Ale dużo zawdzięczam rodzicom, którzy wychowali mnie na dobrego człowieka. Muszę też wspomnieć o żonie. W porę mnie "usidliła". Ustatkowałem się, mam rodzinę, z której jestem dumny.
- Co pana najbardziej przeraża?
- Warunki, w jakich żyje wielu Polaków. Podziwiam ich, że półtora czy dwa miliony złotych muszą im wystarczyć na wszystkie potrzeby. Zdaję sobie sprawę, jak jest im ciężko.
- Najwspanialsza chwila w pana życiu?
- Pewnie nie będę oryginalny, ale narodziny dzieci. Gdy na świat miała przyjść Paulina, dzwoniłem do szpitala przez cały dzień. Wieczorem pani w portierni, słysząc mój głos, natychmiast odkładała słuchawkę. Na szczęście młodsza córka Karolina urodziła się rano, więc nie miałem, aż takiej możliwości dzwonienia do szpitala.
- W jakiej innej dziedzinie chciałby pan osiągnąć sławę?
- W biznesie. Powoli zaczynam myśleć, czym się zająć po zakończeniu kariery, choć nie potrafię jeszcze powiedzieć nic konkretnego. Jestem dość uparty, więc mam nadzieję, że jeśli zajmę się jakimś biznesem, to będzie dobrze prosperował.
- Największe marzenie?
- Piłkarskie zdobyć z reprezentacją awans do finałów mistrzostw świata, a z klubem mistrzostwo Polski i dobrze wypaść w europejskich pucharach. Prywatnie - aby przyszłość nie była gorsza od teraźniejszości, ponieważ uważam się za szczęśliwego człowieka.
- Czy jest pan przesądny?
- Raczej nie. Może tylko nie obcinam paznokci w dniu meczu, bo podobno przynosi to pecha.
Rozmawiał Dariusz KUROWSKI. Fotografował Ryszard ROGALSKI

Żona o mężu
- Marek przede wszystkim wzbudza zaufanie. Po paru spotkaniach wiedziałam, że jest bardzo sympatycznym i solidnym człowiekiem.
- Najlepsze cechy męża?
- Zazdroszczę mu punktualności i solidności.
- A najgorsze?
- Pewnie by się jakieś znalazły. Ale nie są aż tak istotne by o nich mówić. Może tylko niechęć do...wynoszenia śmieci.
- Czy pomaga pani w pracach domowych?
- Stara się, chociaż tak rzadko bywa w domu. Najczęściej zajmuje się różnymi naprawami i reperacją dziecięcych zabawek.
- Czy należy pani do żon, oglądających mecze z trybun stadionu?
- Tylko gdy jest ładna pogoda, bo dzieci są jeszcze za małe, a zawsze chodzimy razem. Już wolę iść na stadion, bo gdy słucham meczu w radiu, denerwuję się jeszcze bardziej.
DARIUSZ KUROWSKI Fotografował Ryszard ROGALSKI
Źródło: Piłka Nożna plus, nr 2 z marca 1993
***