Pierwsza transmisja radiowa z meczu Lecha

Z wikiLech.pl

Ciekawostki historyczne przy okazji meczów Lecha

Cracovia - Kolejarz w eterze

Napisali w Głos Wielkopolski. 1949.09.19 R.5 nr257 Wyd.ABCD

W dniu dzisiejszym rozgłośnia poznańska Polskiego Radia transmituje drugą połowę meczu piłkarskiego o mistrzostwo Polski pomiędzy Cracovią i Kolejarzem. Na tym miejscu wyrażamy szczere uznanie dla naszego Radia, za umożliwienie szerokim masom przeżywania tych samych emocji sportowych, których dostępują widzowie na boisku. Transmisję dzisiejszą, która jest już trzecią z rzędu (po meczu motocyklowym na żużlu i spotkaniu Poznań — Śląsk) poprowadzi znany sprawozdawca olimpijski - Ludomir Budziński. [[1]]


Sezon 1949, I liga, 17 kolejka
18 września 1949, niedziela, 17:00
Poznań, Dębiec
10.000
Grzegorz Aleksandrowicz (Warszawa)
1:2
(1:1)


Lech Poznań Cracovia

Edmund Białas 31'
0:1
1:1
1:2
Julian Radoń 5'

Henryk Bobula 60'
Mieczysław Ławniczak
Władysław Sobkowiak
Ryszard Wojciechowski
Zygfryd Słoma
Mieczysław Tarka
Kazimierz Matuszak
Tadeusz Kołtuniak
Teodor Anioła
Henryk Czapczyk
Edmund Białas
Florian Wojciechowski
Henryk Rybicki
Władysław Gędłek
Tadeusz Parpan
Tadeusz Glimas
Eugeniusz Mazur
Marian Jabłoński
Jerzy Wiśniowski
Czesław Rajtar
Stanisław Różankowski
Julian Radoń
Henryk Bobula

trener:
Antoni Böttcher

trener:
Stanisław Malczyk




Pisali w Głosie Wielkopolskim 1949.09.19

Głos Wielkopolski. 1949.09.20 R.5 nr258 Wyd.AB

Kolejarz traci oba punkty w meczu z Cracovią 1:2 (1:1)

Kolejarz doznał wczoraj pierwszej w tegorocznych rozgrywkach ligi porażki na własnym boisku. Utrata punktów nie należy z zasady do przyjemności, a już zdecydowanie przykrą staje się wtedy, gdy mogą one decydować o wyjściu na zaszczytną pozycję lidera tabeli czy o jeszcze zaszczytniejszym tytule mistrza polskiej ligi piłkarskiej.


Taką właśnie wagę posiadały dwa punkty, z których „Kolejarz" uczynił wczoraj prezent swej krakowskiej rywalce. Upominek był raczej niespodziewany. Wydaje Się bowiem, że przedstawiciele podwawelskiego grodu nie bardzo liczyli się z taką wielkodusznością przeciwnika. Kiedy potem obejrzeliśmy sobie grę ofensywy białoczerwonych, doszliśmy do przekonania, że krakowianie istotnie nie mogli mieć powodów do nadmiernego optymizmu. Zrozumieliśmy również, dlaczego ta piątka napastników nie strzeliła Jurowiczowi w czwartek ani jednego goła. Nie byłaby też dokonała tego cudu wczoraj na boisku w Dębcu, gdyby nie to, że między słupkami bramki "Kolejarza", kierownictwo tego klubu, postanowiło umieścić Ławniczaka. Nie przeczymy, że zawodnik ów posiada pewne walory, które kiedyś mogą pozwolić mu pełnić z całą odpowiedzialnością funkcję bramkarza. Jest jednak faktem, że powierzenie ich właśnie na tak poważnym meczu, jak wczorajszy — było pociągnięciem bardzo ryzykownym i zemściło się srodze. Obie piłki, które znalazły się w siatce gospodarzy nadawały się do obrony. Niestety bramkarzowi "Kolejarza" wyraźnie nie „leżą” płaskie, złośliwe "szczury" i w efekcie obie te piłki w ten właśnie sposób strzelane, przepuścił on w sposób kompromitujący, obracając w niwecz rzetelny wysiłek kolegów. Nie można mieć do Ławniczaka pretensji. Grał, jak umiał, a nawet w wielu wypadkach skutecznie i szczęśliwie, a przy tym defensywa "Kolejarzy" popełniała tym razem liczne błędy. O jego słabych stronach winno się jednak pamiętać przy ustalaniu Składu drużyny, aby uniknąć przykrych rozczarowań. Jak powiedzieliśmy, ofensywa krakowska niczym nie zachwyciła, a jej najsłabszym punktem był Wiśniowski. Tajemnica wczorajszego sukcesu gości tkwi poza bramkarzem Kolejarza, przede wszystkim w doskonale zgranych i nieustępliwie walczących formacjach defensywnych z Parpanem, Gędłkiem i Glimasem na czele oraz ze świetnym Rybickim w bramce. Ten kwartet wspomagany dzielnie przez obu bocznych pomocników, mógł śmiało stawić czoło licznym atakom przeciwnika, tym bardziej zresztą, że napastnicy "Kolejarza" nie byli wczoraj dysponowani strzałowe. Zwlekano z oddaniem piłki w stronę bramki krakowskiej i w rezultacie zaprzepaszczono wiele nadarzających się okazji. Anioła grał z poświęceniem i mimo ręki w gipsie (kontuzja na meczu ze Śląskiem) i wniósł dużo żywiołowości w grę całej piątki, ale partnerzy tym razem zbyt twardych mieli opiekunów. W dodatku Kołtuniak psuł wiele, pozbawiając prawą stronę zwykłej siły* bojowej, a Wojciechowski nie mógł uporać się z wyższym o dwie głowy Gędłkiem. Grubym błędem taktycznym Kolejarzy było forsowanie gry górą, kiedy pojedynki głową z reguły kończyły bramką krakowską zwycięstwem defensorów. Spotkanie toczyło w żywym tempie i chociaż nie stało na nadzwyczajnym poziomie, przyniosło widzom wiele emocji. Inklinacje do ostrej gry uśmierzał w zarodku, poprawnie wywiązujący się z zadania — sędzia Aleksandrowicz z Warszawy. Widzów ponad 10 000.

Skład drużyn:

Cracovia: Rybicki, Gędłek, Glimas, Mazur, Parpan, Jabłoński II, Wiśniowski, Rajtar, Różankowski II, Radoń i Bobula.

Kolejarz: Ławniczak, Sobkowiak, Wojciechowski I Słoma, Tarka, Matuszak Kołtuniak, Anioła, Czapczyk, Białas i Wojciechowski II.

Bramki: 5 min. — Radoń 31, min. — Białas i 60 min. Bobula. [[2]]