Pierwsze nagłośnienie na stadionie Lecha podczas meczu - czytanie nazwisk piłkarzy, puszczona muzyka w przerwie meczu

Z wikiLech.pl

Ciekawostki historyczne przy okazji meczów Lecha

Pierwsze nagłośnienie podczas meczu Lecha Poznań miało miejsce na Dębcu w dniu 7 sierpnia 1949 roku, a rywalem poznaniaków była Wisła Kraków. Lech wygrał mecz 2:1, a w prasie poznańskiej napisano - Piłkarz : tygodniowy przegląd sportowy. R. 2, 1949, nr 35:


Na boisku zainstalowany był mikrofon, przez który przed meczem podano składy drużyn (nb. niedokładne, zamiast bowiem przewidzianego Legutki zagrał Snopkowski), w czasie przerwy nadawano muzykę.


W czasie zawodów głośno i entuzjastycznie publiczność dopingowała swoich pupilów. Jeszcze wieczór, a nawet późno w nocy po ulicach miasta widać było snujących się uradowanych kibiców, objawiających w sposób nieco za głośny jak na tak późną porę swoją radość z wygranej ulubieńców. Poznań w ubiegłą sobotę szalał z w radości.


W Poznaniu został pobity miejscowy rekord publiczności na meczu ZZK — Gwardia liczbą 20 tys. widzów. Ostatnie derby lokalne ZZK —Warta oglądało 12 tys. widzów.


Wielu zapalonych kibiców krakowskiej Gwardii przybyło na mecz, by zobaczyć "pogrom" Kolejarza. Próbowali oni początkowo dopingować gwardzistów, głosy ich jednak nikły zupełnie przy olbrzymim dopingu poznaniaków. Poznań umie dopingować swoich zawodników.


Przed meczem odbyła się uroczystość wręczenia nagród zasłużonym sportowcom Poznania: piłkarzom Tarce, Tomiakowi (300 mecz) oraz Białasowi za 200 zawody. [[1]]


Sezon 1949, I liga, 12 kolejka
7 sierpnia 1949, niedziela, 18:30
Poznań, Dębiec
20.000
Józef Naporski (Łódź)
2:1
(1:0)


Lech Poznań Wisła Kraków
Henryk Czapczyk 44'
Teodor Anioła 65'
1:0
2:0
2:1


Kazimierz Cisowski 77'
Konrad Tomiak
Władysław Sobkowiak
Ryszard Wojciechowski
Zygfryd Słoma
Mieczysław Tarka
Kazimierz Matuszak
Tadeusz Kołtuniak
Teodor Anioła
Henryk Czapczyk
Edmund Białas
Florian Wojciechowski
Jerzy Jurowicz
Mieczysław Dudek
Stanisław Flanek
Leszek Snopkowski
Mieczysław Szczurek
Jan Wapiennik
Kazimierz Cisowski
Mieczysław Gracz
Józef Kohut
Mieczysław Rupa
Józef Mamoń

trener:
Antoni Böttcher

trener:
Josef Kuchynka




Pisali w Głosie Wielkopolskim 1949.08.09

Głos Wielkopolski. 1949.08.09 R.5 nr216 Wyd.AB

Lider rozczarował i pozostawił oba punkty. Kolejarz - Wisła 2:1 (1:0)


Nie masz pojęcia do jakiego stopnia rozleniwił mnie urlop. Tak ciężko brać się teraz do pracy, kiedy świat pełen jest Słońca..." . Tym romantycznym akcentem zakończył swe wynurzenia mój dobry znajomy gdy przed kilku dniami spotkaliśmy się nazajutrz po jego powrocie z wczasów. Nie mam bynajmniej zamiaru pisać rozprawy o Skutkach urlopowego nieróbstwa i jego demoralizującym wpływie na mieszkańców ziemskiego globu, ale faktem jest, że łzawe wyznanie mojego znajomego przypominało mi się natrętnie gdym śledził niemrawe popisy Wiślaków na sobotnim meczu z poznańskimi Kolejarzami. Składy drużyn:


Wisła — Jurowicz, Dudek, Flanek, Snopkowski, Szczurek, Wapiennik Cisowski, Gracz, Kohut, Rupa i Mamoń.


Kolejarz — Tomiak, Sobkowiak, Wojciechowski I, Słoma, tarka. Matuszak. Kołtuniak, Anioła, Czapczyk, Białas i Wojciechowski II.


Zaiste trudno było dopatrzyć się w krakowskim zespole tych wszystkich zalet, którymi błysnął on w wiosennej rundzie ligowych rozgrywek i które zapewniły mu przewodnictwo w tabeli polskiej ekstraklasy. Gorzej gdy patrząc jak beznadziejnie rozklejają się akcje „gwiaździstego" napadu trzeba było uświadomić sobie, że trzech z kwintetu to przecież sztandarowi ludzie nasze, reprezentacji! Zacząłem dobrze rozumieć cierpienie mojego znajomego. Stanowczo przyjemniej było przyglądać się gospodarzom. Wprawdzie widzieliśmy już ich grę niejednokrotnie w jaśniejszych utrzymaną tonach, niemniej jednak ambicja i bojowość — były to zalety poznańskiego zespołu, którymi przewyższano przeciwnika o całe niebo. One też były kamieniem węgielnym sukcesu i to sukcesu w pełni zasłużonego. Przez 80 minut gry Kolejarz był panem sytuacji na boisku, a notowaliśmy okresy, kiedy poza jedynym Tomiakiem komplety obu drużyn ugniatały trawnik pod bramką Jurowicza ostrzeliwanego z regularnością jakiej, nie powstydziłaby się najlepiej bijąca bateria. Przyznać jednak trzeba, że obrońca krakowskiej twierdzy godny był takich strzelców. Ilość klasycznych parad przy pomocy których likwidował on niebezpieczne przesyłki kierowane w stronę jego bramki — starczyłaby niektórym bramkarzom na długie lata ich sportowej kariery. Skapitulował dwukrotnie. Słyszało się zdania, że przy drugiej bramce nie było wszystko bez „ale". Zarzucano Jurowiczowi spóźnioną interwencję. Wydaje się, że są to pretensje niesłuszne. Ostatecznie dwudziestu ludzi stłoczonych pod bramką i nagły, silny, niespodziewanie wyskakujący „szczur" skierowany w sam róg to chyba sytuacja, która może usprawiedliwić najlepszego bramkarza. Działo się zresztą w ogóle niedobrze pod bramką krakowską. Tyły gości popełniały moc błędów i stwarzały mętlik, który ustawicznie groził katastrofą. „Orał" tutaj za całą piątkę lewy obrońca Flanek, gracz niezmordowany i pewny w akcjach. Niestety na Jurowiczu i Flanku kończy się lista ..zasłużonych" Wiślaków w sobotnim meczu. Prawy bok — Dudek popisywał się tylko chyba faulami pomocnikom nie chciało się biegać za własnym napadem, tak że w środku pola pyszniła się luka o rozmiarach umożliwiających przejażdżki konne, a napad sam — jak już powiedzieliśmy ograniczał się do bladawych prób niepokojenia Tomiaka, które likwidowano z powodzeniem. Trochę chęci do gry zdradzał tu jedynie Cisowski, najjaśniejszy stosunkowo punkt kwintetu ofensywnego gości. Sytuacja poprawiła się trochę w ostatnim kwadransie gry, ale nie starczyło to do sukcesu. Zespół gospodarzy zaprezentował się jako całość bardziej wyrównana. Wybijali się w obronie Wojciechowski I, chociaż Cisowski uciekł mu kilka razy niebezpiecznie, w pomocy — Słoma i Matuszak mający bądź, co bądź do czynienia z Graczem oraz w ataku Wojciechowoskim II. Inicjator można to powiedzieć bez przesady większości niebezpiecznych wizyt pod bramką Turowicza. Z żalem stwierdzamy, że sympatyczny „huzar" Kolejarzy — Anioła zaczyna znów biegać po boisku zbyt po huzarsku, co ujemnie odbija się na niepoślednich możliwościach tego pracza. Proponujemy cięższe buty. W sumie spotkanie choć nie stało na najwyższym poziomie dało jednak sporo emocjonujących momentów podbramkowych, toczyło Się w żywym tempie, które obie drużyny zdawały się mocno odczuwać pod koniec zawodów. Sędziował Naporski z Łodzi nie uniknąwszy kilku poważniejszych omyłek. Widzów rekordowa ilość około 20 tysięcy. Bramki: 44 min.: Czapczyk, 65 min. Anioła i 75 min. Cisowski. [[2]]