Sezon 1936 (Lech Poznań, koszykówka mężczyzn)
Pisali w Przegląd Sportowy 1936.05.08
Przegląd Sportowy. R. 16, 1936, nr 39
Poznań bije Barcelonę 38:24

GENEWA. 6.5. Tel. wł. Od dwu dni bawi już w Genewie reprezentacja Polski w koszykówce, która pod firmą Poznania, bierze udział w wielkim turnieju 12 miast, i z każdą godziną rzedną jej miny. Winni są temu gospodarze... Bo Poznań przyjechał w pełnym poczuciu swej wartości rojąc marzenia, o zwycięstwie; a tu tymczasem nikt nic nie wie o polskich koszykarzach, których uważają za takich
samych outsiderów jak Berlin. Bo gdy Polacy przyjechali postawiono ich wobec faktu dokonanego - losowanie było ukończone i dziwnym
trafem Poznań dostał za przeciwnika najsilniejszą drużynę turnieju Barcelonę. Bo gdy wszystkim niemal wolno trenować na sali, Polakom nie wolno... Tak, nie jesteśmy w łaskach, ale się nie damy. Chcemy się nie dać nawet Barcelonie, choć gra ona znakomicie. Cóż za szybkość, co za temperament, co za technika, jakie strzały tych katalończyków. Ale... w tej chwili trener Kłyszejko wyjaśnia
właśnie swój plan taktyczny, którym mamy jutro o godz. 10.50 rano pobić pewnych siebie Hiszpanów. Nie tylko Barcelona gra jednak doskonale, Madryt nie wiele je ustępuje, a Miluza i Bern stoją na tym samym poziomie. Są to faworyci turnieju, my jesteśmy outsiderami... Program turnieju jest już ustalony w najdrobniejszych szczegółach. A więc w czwartek rano gra Lyon - Bern, potem Barcelona - Poznań (sędziuje p. Pfeut, sekretarz szwajcarskiego Związku koszykówki); potem gra Miluza - Liege i Lozanna - Berlin. O godz. 16.50 odbędą się pierwsze repasaże, a godz. 20.30 oficjalne otwarcie. Pracowity dzień zakończą mecze Paryż - Madryt i Bruksella - Genewa. W piątek popołudniu odbędą się dalsze repasaże, a o 20-ej cztery mecze ćwierćfinałowe. Sobotę otwierają mecze kwalifikacyjne, o 16 są dwa półfinały, a o 20 rozgrywki finałowe, które otworzy mecz o siódme miejsce, a zakończy mecz o pierwsze miejsce — właściwy finał. Miejmy nadzieję, że w sobotę wieczorem będzie jeszcze grali...
GENEWA. 7.5. Tel. wł. Odtworzył dziś turniej koszykówki pięknem i kwiatami wręczonymi Barcelonie i sensacyjnym dla tutejszych sportowców wynikiem. Wygraliśmy bowiem z faworytem turnieju w stosunku 38:34 (17:10). Barcelona była bardzo groźna: od pierwszej chwili narzuciła szalone tern po, ale nie potrafiła wytrącić Polaków z równowagi. Gra prędko się wyrównała i wkrótce padł pierwszy kosz: w 4 min. strzelił go Patrzykont, w chwilę potem Różycki podwyższył wynik. Hiszpanie inicjują co chwila imponujące przeboje solowe i strzały w tempie szalonym, chwilami przypominają raczej akrobatów niż koszykarzy. W drugiej połowie Hiszpanie narzucają jeszcze większe tempo i zdobywają kilka koszy, także stan brzmi już tylko 34:22 dla Poznania. Ale nadchodzi najciekawsza - 11 minuta meczu. Polacy imponujący spokojem i zawodami przechodzą do kontrataku. Kosze sypią się jak z rogu obfitości. Hiszpanie załamują się momentalnie i kończymy mecz spacerem, dorzucając jeszcze dwa kosze Kasprzaka i jeden Różyckiego. Koszami podzielili się Różycki (16) Brzuchowiak (10), Kasprzak (6), Patrzykont i Łój po 2. Najlepszym graczem Hiszpanów był Amos, Polacy grali równo i doskonale. Po meczu odegrano hymn polski. [[1]]
Pisali w Przegląd Sportowy 1936.05.11
Przegląd Sportowy. R. 16, 1936, nr 40
Europa u stóp koszykarzy. Bezprzykładny triumf Poznania na turnieju w Genewie.
GENEWA, 10.5. Tel. wł. Poznań wygrał turniej koszykówki pozostawiając w pobitym polu 12 reprezentacji miejskich ze Szwajcarii, Niemiec, Francji, Hiszpanii i Belgii. Ze skromnego autsajdera, z którym nikt się nie liczył, przedarła się drużyna KPW - Poznań do pierwszego szeregu potęg światowych w basketballu. Bijąc kolejno Barcelonę, Paryż, Genewę i Miluzę, zdobywając sobie pierwsze miejsce w ciężkim turnieju, polscy koszykarze raz jeszcze potwierdzili swoje prawa do olimpijskich paszportów do Berlina.
POZNAŃ - PARYŻ 30:27
Po zwycięstwie nad Barceloną, Poznań spotkał się w piątek z Paryżem. Zwycięstwo 30:27 (17:19) nie przyszło łatwo. Do przerwy przeważali nawet Francuzi, którym pomagał wybitnie sędzia p. Lucvizi. Dopiero po wejściu na plac piątki poznańskiej, udało się wyrównać i spotkanie wygrać. Gra miała charakter żywy, szybki. poziom spotkania wysoki. Francuzi niepotrzebnie uciekali się do fauli. Kosze dla Poznania zdobyli: Różycki i Florian Grzechowiak po 8, Łój i 5. Kasprzak 4, Sztok 3, Szostak 2. Zwycięstwo to utorowało Poznaniowi drogę do półfinału, gdzie natrafiliśmy na silnie faworyzowana przez publiczność Genewę.
POZNAŃ - GENEWA 23:22
Była to jedyna drużyna szwajcarska, która przedostała się do półfinałów, nic więc dziwnego, że cieszyła się specjalną życzliwością widowni. Gorzej jednak, że i sędzia p. Sreux (Francja) uważał za właściwe demonstrować swoją sympatię do gospodarzy i kiedy mecz po przepisowym czasie przyniósł nam zwycięstwo 23:20, przeciągnął spotkanie jeszcze o dwie minuty. Pomimo tej pomocy poznańczycy zwyciężyli Genewę jednym punktem 23:22 (10:10). Gra była bardzo brutalna, wyższość Polaków nie ulegała kwestii. Kosze zdobyli: Różycki 10, Grzechowiak 6, Sztok 3, Szostak 2, Patrzykont i Łój po jednym.
POZNAŃ - MILUZA 37:30
W sobotę późno w nocy wypadło rozegrać finał z Miluzą (Francją). Miluza doszła do finału - podobnie jak Polska - bez porażki, pozostawiając po drodze Berlin i Barcelonę (34:22). Mecz rozpoczyna piątka poznańska i obejmuje z miejsca prowadzenie 12:4. Przewagi tej nie oddajemy aż do przerwy (25:12). Publiczność jest zachwycona akcjami polskimi i co chwila z trybun zapełnionych przez 6 i pół tysięcy publiczności wybuchają oklaski. Jest to pierwszy mecz, w którym jesteśmy faworytami i mamy za sobą sympatię widzów. Po przerwie idzie nam gorzej. Francuzi idą do ataku i ze strzałów swego najlepszego gracza marsylczyka Busnęl wyrównują. Przez chwilę waha się szala zwycięstwa na stronę Poznania przechyla ją dopiero finisz. Wygrywamy mecz 38:30 i zdobywamy pierwsze miejsce w turnieju! W porównaniu do dwu gier poprzednich, finał był rozegrany fair i bardzo ładnie. Nad poprawnością gry czuwał znakomicie sędzia p. Pfente (Szwajcar). Finał grała cały czas drużyna poznańska, zasilona w ostatniej fazie gry Stokiem (zamiast Patrzykonta). Kosze zdobyli: Różycki 13, Kasprzak 7, Grzechowiak 6, Sztok 4, Patrzykąt 7. Po wygranej gratulację graczom złożył minister Rzplitej przy Lidze Narodów p. Komarnicki
NAJCIĘŻSZY MECZ
Po zakończeniu turnieju zapytujemy obrońcę drużyny Kasprzaka o układ sił i prosimy o klasyfikację zespołów. - Najtrudniejszy mecz był z Paryżem. Jest to po nas bezwzględnie najlepszy zespół turnieju. Na trzecim miejscu klasyfikuje Barcelonę, a dopiero na czwartym Miluzę. Pamiętać należy, że Paryż i Genewa posiadały w swych zespołach po dwu graczy amerykańskich. Walczyć z nimi było bardzo ciężko, ponieważ uprawiali oni raczej rugby na sali, niż koszykówkę. - Kto był najlepszy w poznańskim zespole?
- Graliśmy bardzo równo. Nikt nie sprawił zawodu! Trenerowi Kłyszejce zawdzięczamy zwycięstwa nad Paryżem i Genewą. On dyrygował doskonale zmianami i zadysponował nam taktykę gry.
CO DALEJ?
- W poniedziałek jedziemy na mecz towarzyski do Brna, a stamtąd wracamy przez Węgry do kraju. Grać będziemy jeszcze tylko
w Budapeszcie. [[2]]
Pisali w Kurier Poznański 1936.05.09
Kurier Poznański 1936.05.09 R.31 nr216
Poznańscy koszykarze pokonali Barcelonę 38:24 (17:10)
Genewa. W czwartek odbył się w Genewie mecz koszykówki pomiędzy reprezentacjami Poznania i Barcelony. Na zawody przybyli m. in. delegat R. P. przy Lidze Narodów min. Komarnicki oraz członkowie delegacji polskiej. Hiszpanie narzucili początkowo silne tempo, Polacy jednak, dla wytrącenia przeciwnika z równowagi, wpłynęli na zwolnienie szybkości gry. Pierwszy kosz zdobył w 4 minucie Patrzykąt, a wkrótce potem drugi kosz strzelił Różycki. Do przerwy prowadzili Polacy 17:10, zaznaczając w grze swoją przewagę. Po przerwie Hiszpanie wzmagają tempo i wkrótce dochodzą do wyniku już tylko 24:22 dla Poznania. W tym jednak momencie Hiszpanie załamują się i oddają prowadzenie gry Polakom. Mecz kończy się wysokim zwycięstwem poznańczyków w stosunku 38:24. Dla drużyny polskiej kosze zdobyli: Różycki (18), Grzechowiak (10), Kasprzak (6), Łój i Patrzykąt po 2. Poza spotkaniem Polaków z Barceloną rozegrano jeszcze następujące mecze: Lyon - Berno 44:17, Milouse - Leodjum 60:14, Berlin - Lozanna 41:20.
Z PODRÓŻY 00 GENEWY
(Od własnego korespondenta „Kuriera Poznańskiego“)
Genewa, 5 maja. Podróż do siedziby Ligi Narodów minęła szczęśliwie dzięki dokładnie przemyślanej trasie przez kierownictwo. Wszystkie formalności biletowe, paszportowe i celne były dla nas fraszką. W drodze, z okien wagonu, oglądaliśmy wspaniałe, nigdy niezapomniane widoki. Jezioro lemańskie, otoczone wysokimi górami, pokrytymi śniegiem, to cudny, na zawsze w pamięci pozostający obraz. Wspaniale zwłaszcza wyglądały ośnieżone szczyty pasma gór Moleson, wznoszące się parę tysięcy metrów nad poziom morza. Na dworcu w Berlinie spotkaliśmy drużynę Berlina, która również zdążała na meeting miast do Genewy. Niemcy, jak zwykle, butni, są pewni zwycięstwa również w sporcie w stolicy Ligi Narodów. W każdym razie zgodnie już razem jechaliśmy do kresu naszej podróży. Koszykarze niemieccy rekrutują się z samych studentów, a paru z nich jest zaliczonych do olimpijskiej grupy w piłce ręcznej. Humory w podróży znakomite. Byli nawet tacy, którzy wylicytowanego szlema bez dwóch i z rekontrą brali na wesoło. Szczególnie dobrym dowcipem wyróżniał się Grzechowiak i mgr. Stok. Na dworcu w Genewie przyjął nas prezes szwajcarskiej ligi basket-ballowej p. Leon Bouffard, oraz skarbnik tej ligi p. Abramowicz (oczywiście Żyd — ci to się wszędzie znajdują). Z delegacji polskiej w Genewie oczekiwali nas pp. Starzyński i Uznański. W Genewie zamieszkaliśmy w Pension de Penillee. Od p. Abramowicza dowiedzieliśmy się, że wylosowaliśmy na samem wstępie wicemistrza Europy z 1935 r. - Barcelonę. Drużyna ta uważana jest jako pewny mistrz Europy przez wszystkich znawców piłki koszykowej. Zaskoczeni jesteśmy tym losowaniem, które odbyło się bez przedstawiciela z naszej strony. Nieznajomość miejscowych warunków może źle wpłynąć na wynik meczu, tym bardziej, że organizatorzy nie pozwalają nam potrenować na sali dzień przed zawodami. W razie zwycięstwa wchodzimy do ćwierćfinału, a w razie przegranego meczu, walczymy w repasażu z drużyną przegrywającą w meczu Lyon — Bern. Z powodu wielkiej ilości spotkań organizatorzy postanowili rozgrywać spotkania również przed południem. Nasze spotkanie odbędzie się dnia 7 maja o godz. 10,50. sędziuje je p. Pfent. Jutrzejsze ranne godziny zadecydują o dalszych losach drużyny grodu Przemysława. Mgr. W. PATER. [[3]]
Pisali w Kurier Poznański 1936.05.10
Kurier Poznański 1936.05.10 R.31 nr219
Gry sportowe
KPW. poznański pokonał w Genewie w drugim dniu turnieju Paryż w stosunku 30:27 (17:19). Początkowo Polacy grali z rezerwą, dopiero w drugiej części zagrał pełen skład. Różycki i Grzechowiak zdobyli po 8 koszy, Łój 5, Kasprzak 4, Stok 3 i Patrzykont 2. Publiczność dopingowała Polaków i oklaskiwała ich za piękną grę i wznosiła okrzyki na cześć Polski. KPW. walczy w półfinale z Genewą, która pokonała Lyon 40:22. Inne wyniki: Barcelona - Leodjum 52:4. Madryt - Bruksela 35:5. Barcelona - Madryt 35-12. Milhuza - Berlin 45:12. [[4]]
Pisali w Kurier Poznański 1936.05.12
Kurier Poznański 1936.05.12 R.31 nr220
Brawo poznańscy koszykarze!
W finale wygrali z Miluzą 37:30
Genewa. (Tel. wł.) W niedzielę zakończony został tutaj trwający od kilku dni międzynarodowy turniej koszykówki, rozegrany systemem pucharowym przy udziale reprezentacji 12 miast. europejskich, pod firmą których niejednokrotnie występowały reprezentacje państw. Były to więc właściwie nieoficjalne mistrzostwa Europy, a dla Polaków próba przedolimpijska. Turniej potwierdził, że drużyna polska jest jednym z najpoważniejszych kandydatów na mistrza olimpijskiego i, że zwycięstwa uzyskane w roku bieżącym, z Estonią i Łotwą nie były przypadkowe. Po zwycięstwie, odniesionym już w pierwszej grze z najpoważniejszym przeciwnikiem - Hiszpanią, oczekiwano sukcesu Polski, który rzeczywiście przyniosła niedziela. W ostatnim dniu Polacy odnieśli wielki sukces, zajmując pierwsze miejsce wśród elity drużyn Europy. W finale turnieju zespół poznańskiego K. P. W. pokonał Miluzę. Po wspaniałej grze w stosunku 37:30. Punkty dla Polaków zdobyli: Różycki (13), Patrzykąt (7), Kasprzak i Łój (na zmianę, razem 7), Grzechowiak (6), Stok i Szostak (razem 4). Cała prasa genewska podkreśla wysoki poziom gry Polaków, niezrównaną taktykę i wytrzymałość naszych zawodników.
Inne końcowe wyniki turnieju były następujące: Lyon - Madryt 49:21, Paryż - Berlin 33:16, Genewa - Barcelona 34:16.
Ogólna klasyfikacja turnieju przedstawia się następująco:
1) Poznań
2) Miluza
3) Genewa
4) Barcelona
5) Paryż
6) Berlin
7) Lyon
8) Madryt
9) Bruksela
(Od własnego korespondenta)
Genewa. 7 maja.
Chciałbym w paru słowach przedstawić drużyny biorące udział w metingu miast. Informacje do tej pory były szczupłe, nie poparte czymś konkretnym, ale teraz, kiedy mieliśmy możność obserwowania prawie wszystkich drużyn, będę mógł napisać coś dokładnego. Drużyny szwajcarskie nie przedstawiają wielkiej klasy. W pierwszych już meczach dwie drużyny szwajcarskie t. j. Berno i Lozanna dostały dobre baty od drużyn francuskiej i niemieckiej. Drużyna miasta Genewy do tej pory nie grała, gra dopiero późnym wieczorem z Brukselą. Sądzić jednak należy, że spotkanie to wygrają Szwajcarzy. Drużyny francuskie Lyon, Milouse i Paryż przedstawiają zespoły o wysokiej klasie. Technicznie i taktycznie doskonale wyrobione. Materiał fizyczny wspaniały. Drużyna miasta Berlina jest zespołem wyrównanym i groźnym. W pierwszym już spotkaniu pokonała reklamowaną drużynę miasta Lozanny. Drużyny belgijskie t. j. Liège i Bruksela są drużynami o wartości naszych zespołów A-klasowych. Zespoły hiszpańskie miast Barcelony i Madrytu są klasą dla siebie. Drużyna miasta Aten na turniej nie przyjechała. Pierwszym meczem w turnieju było spotkanie między Barceloną i Poznaniem. Spotkanie to rozpoczęło się o godz. 10 rano. Przed rozpoczęciem meczu kapitan drużyny poznańskiej Kasprzak wręczył Hiszpanom piękny bukiet biało-czerwonych tulipanów. Chwilkę potem rozpoczęło się spotkanie tak ważne dla drużyny poznańskiej. Hiszpanie nadali mordercze tempo. Poznaniacy opanowują się i tendencyjnie zwalniają szybkość gry, starając się narzucić Hiszpanom swój system. Początkowo udaje się! W czwartej minucie Patrzykont strzela pierwszego kosza, chwilkę potem Bożycki po pięknej kombinacji z Grzechowiakiem umieszcza drugi raz piłkę w koszu. Hiszpanie solowymi atakami stale zagrażają drużynie polskiej. Zagrania ich są imponujące. Indywidualne zagrania graczy hiszpańskich są majstersztykami kunsztu Basket-Ballowego. Piłkę w ich rękach porównać można z piłką znajdującą się w rękach żonglera. Zagrania lewego łącznika Anosa były bajkowe. Wynik zmienia się jak w kalejdoskopie. Krótko przed końcem pierwszej połowy udaje się Różyckiemu i Grzechowiakowi parę zagrań, uwieńczonych koszami. Wynik meczu do połowy brzmi 17:10, przy czym należy zaznaczyć, że drużyna poznańska nie oddała prowadzenia od pierwszego gwizdka sędziego.
Początek drugiej połowy nie zapowiadał się pomyślnie dla Polaków. Hiszpanie jeszcze zwiększyli i tak już straszne tempo. Widzom zdawało się, że szał ich jakiś ogarnął. W tempie błyskawicznym wędruje piłka z ręki do ręki. W krótkim czasie strzelają nam parę koszy wprost z niemożliwych sytuacji, doprowadzając wynik do 24:22 dla Poznania. Jedenasta minuta drugiej połowy położyła kres błyskawicznym atakom Hiszpan. Poznaniacy skonsolidowali się, zdając sobie sprawę z ważności stawki i grą pełną finezji wytrącili z równowagi drużyną hiszpańską. Po paru szybkich zagraniach strzelają nasi napastnicy parę koszy, co zupełnie załamuje Barcelończyków. Wynik brzmi 32:22. Krótko przed gwizdkiem końcowym Kasprzak i Różycki podwyższają wynik meczu na 38:24. Koszami podzielili się Różycki 18, Grzechowiak 10, Kasprzak 6, Patrzykont, Łój po 2. Po ukończeniu meczu został odegrany hymn polski. Sędzia Szwajcar Pfent b. dobry.
Drużyna poznańska, swą grą ujęła sobie licznie zebraną publiczność. Obecny na meczu min. R. P. p. Komarnicki wraz z całą delegacją polską w Genewie, żywo interesowali się grą Polaków. Po meczu p. min. złożył gratulację na ręce prezesa P. O. Z. G. S. p. Sadlika.
Trener P. Z. G. S. p. Kłyszejko zapytany po meczu o spotkaniu mówił: — cieszę się ze zwycięstwa, na równi z samymi zawodnikami. Zwycięstwo to jest tym ważniejsze, że przeciwnik był b. dobry. Nerwy zawodników w pierwszym meczu turnieju nie były opanowane, co miało swój wpływ na wynik. Na ogół jednak drużyna w zupełności spełniła swe zadania, o wyróżnieniu kogoś nie może być mowy. (M g. W. Pater) [[5]]
Pisali w Kurier Poznański 1936.05.13
Kurier Poznański 1936.05.13 R.31 nr222
Echa triumfu poznańskich koszykarzy (Od własnego korespondenta)
Genewa, 10 maja
Poznań — Paryż 30:27
Późnym wieczorem w czwartek dowiedzieliśmy się, że gramy w ćwierćfinale z Paryżem. Losowanie jest wielką bujdą. Na każdym kroku organizatorzy chcą zespół polski pokrzywdzić. Nie zezwolono nawet, aby przy losowaniu był nasz delegat. Organizatorzy kryją przed nami jakąś tajemnicę, którą nietrudno odgadnąć. Drużynie poznańskiej za pierwszego przeciwnika dano Barcelonę, uważanego ogólnie obok Paryża, Miluzy i Genewy za faworyta turnieju, sądząc, że pozbędą się pogromców Łotwy i Estonii. W ćwierćfinale wylosowano nam świetną drużynę Paryża, drugiego faworyta, kiedy tymczasem drużyna miasta Genewy ma za przeciwnika słaby Lion. Organizatorzy niedwuznacznie chcą zrobić mistrzem Genewę. Do tej pory jednak ambitni Poznańczycy sprawili wielki zawód organizatorom, bo pobili Barcelonę. Drugim spotkaniem piątku były zawody Paryż — Poznań. Było to najpiękniejsze spotkanie dnia. Poznaniacy bez chorego Patrzykonta i Kasprzaka, który w meczu z Hiszpanami wybił palec (kciuk gruby jak banan). Miejsca ich zajęli Stok i Szostak.
Od początku Francuzi nadają mordercze tempo, które jednak nie przynosi im żadnych widocznych rezultatów. W piątej minucie gry z dalekiego strzału zdobywa Szostak pierwszego kosza dla Poznania. Paryżanie jednak wyrównują przez Gautrez. Od tej chwili następuje
przewaga Francuzów, którzy nie oddają prowadzenia do końca meczu. Wynik do połowy 19:17 świadczy o bardzo wyrównanej grze. Zespół poznański w pierwszej połowie nie zadowolił kierownictwa drużyny. Wskutek niezgrania graczy poznańskich z krakowskimi, rwały się wszystkie akcje, a piłka najczęściej przechodziła w ręce przeciwnika. W drugiej połowie trener Ktyszejko nie chcąc przegrać meczu, wymienia Stoka i Szostaka na Patrzykonta i Kasprzaka, stawiając wszystko na jedną kartę. Zmianą tą wygrał mecz. Zawodnicy zmienieni mimo niedyspozycji potrafili wnieść do siwego zespołu tyle sił i energii, że wystarczyło na pokonanie Francuzów. Od samego początku drugiej połowy inicjatywa jest już w rękach Poznaniaków. W krótkim odstępie czasu wyrównują i zyskują prowadzenie. Francuzi widząc,
że obraz gry uległ zmianie, zaczynają grać brutalnie. Sędzia Francus Liciri oczywiście tego nie widzi. Publiczność nawet głośno manifestuje swe niezadowolenie. Wynik w dalszym ciągu gry zmienia się jak w kalejdoskopie. Na dziesięć minut przed końcem meczu wynik brzmi 23:23. Jednak w tej decydującej chwili ambicja i energia Słowian wzięła górę nad temperamentem galijskim. Po paru ładnych zagraniach poznaniacy zyskują prowadzenie i nie oddają już go do końca meczu. Wynik końcowy 30:27. Widownia zwycięstwo Poznania przyjęła burzą oklasków. Koszami dla Poznania- podzielili się Różycki 8. Grzechowiak 8, Łój 6, Kasprzak 4, Szostak i Patrzykont po 2. Najlepszym graczem francuskim był Rimbourg. Sędzia Leciri wyraźnie krzywdził Polaków.
Poznań - Genewa
W półfinale gramy z Genewą. Do zawodów stanęła drużyna poznańska z Różyckim, Grzechowiakiem. Stokiem, Łojem i Szostakiem. Trener Kłyszejko Patrzykonta i Kasprzaka rezerwuje na ostateczny wypadek tak jak to zrobił w meczu poprzednim z Paryżem. Meczu takiego jeszcze nie widzieliśmy. To nie była koszykówka, a rugby. Sędzia Francus p. Creux za wszelką cenę chciał zwycięstwa Szwajcarów. Każdy atak Polaków, który mógł zakończyć się koszem, kończył się gwizdkiem. Gra rozpoczęła się od przewagi Polaków, którzy strzelają dwa kosze. Szwajcarzy żądają przerwy, wbrew przepisom międzynarodowym. Po przerwie blokują swój kosz i każdy atak Polaków kończy się chwytaniem wpół i przewróceniem na podłogę. Sędzia nic nie widzi, natomiast wszelkie przewinienia Poznaniaków skrupulatnie odgwizduje. Do przerwy wynik 10:10. Po przerwie w miejsce Stoka i Szostaka wchodzi Patrzykont i Kasprzak. Inicjatywę mają teraz poznańscy Kolejarze, którzy doprowadzają wynik do 22:14. Od tej jednak chwili Szwajcarzy rozpoczęli grać w rugby. Sędzia uśmiecha się i kiwa z zadowoleniem głową, kiedy Szwajcarzy strzelają kosze. W brutalnej grze celowali przede wszystkim dwaj Amerykanie Papę i Beck, którzy nie są w ogóle obywatelami Szwajcarji. Końcowy wynik meczu 23:22 dla Poznania. Wszyscy zawodnicy w stu procentach spełnili swe zadanie. Mimo krzywdzących orzeczeń sędziego, Poznaniacy zachowali całkowity spokój, zyskując uznanie bezstronnej publiczności. Koszami podzielili się: Łój 1, Szostak 2, Różycki 10, Grzechowiak 6, Stok 3, Patrzykont 1. W drugim półfinale zwyciężyła drużyna Miluzy z Barceloną w stosunku 34:20.
Finał
Mecz finałowy między Miluzą a Poznaniem oglądało przeszło 6000 ludzi. Rozpoczyna grę piątka K. P. W. w normalnym składzie. Prowadzenie obejmują Polacy, którzy już do końca go nie oddają. Zagrania Polaków wzbudzają zachwyt publiczności, która teraz wyraźnie sympatyzuje z nimi. Wynik do połowy 25:12. Po przerwie Francuzi polepszają wynik. Przed końcem meczu drużyna poznańska zmienia Patrzykonta na Stoka, który jednak do gry nie wnosi nowych walorów. Wynik końcowy 38:30. Sędzia Szwajcar p. Pfenty b. dobry. Po meczu odegrano hymn polski, a na główny maszt wciągnięto flagę polską. Prezes szwajcarskiej ligi piłki ręcznej p. Bouffard wręczył drużynie Polskiej piękny puchar, a jedna z przedstawicielek płci pięknej Genewy, wręczyła Polakom wspaniały bukiet kwiatów za najpiękniejszą grę w turnieju. Później drużynie złożył gratulacje, obecny przez cały mecz min. Rzplitęj p. P. Komarnicki. W krótkich a serdecznych słowach podziękował za tak pełne poświęcenia bronienie barw Polski, mówiąc równocześnie, że zwycięstwo to
na pewno odbije się wielkim echem po całym świecie. (Mg. W. Pater) [[6]]
Pisali w Przegląd Sportowy 1936.05.15
Przegląd Sportowy. R. 16, 1936, nr 41
..."Jesteście godnymi rywalami Ameryki" Rozmowa z prezesem międzynarodowego związku piłki koszykowej
Genewa, 12. V. 1936
Po wielkiej batalii koszykarzy sześciu państw w Genewie, zakończonej świetnym i nieoczekiwanym przez Europę triumfem Polaków, udajemy się do prezesa Szwajcarskiej Ligi basketbalowej p. Bouffard, który równocześnie jest prezesem Związku Międzynarodowego o kilka słów wyjaśnień i opinii.
— Turniej miał być pierwszą eliminacją przedolimpijską i umożliwić uczestnikom zorientowanie się, czy mają jakieś szanse na igrzyska. Drugim powodem było urządzenie czegoś widowiskowego, aby zachęcić publiczność szwajcarską do żywszego interesowania się sportem. Ilość dwudziestu spotkań, rozegranych podczas metingu, dała nadmiar emocji publiczności. Mecze takie, jak Paryż — Poznań i Poznań — Genewa, potrafiły całą widownię doprowadzić do "białej gorączki". Była to gra naprawdę męska, pełna dynamiki i emocji — a
tego przecież widowni w XX wieku ciągłej walki — potrzeba.
— A jak pan prezes ocenia poziom?
— Wartość poszczególnych drużyn jest o klasę lepsza niż tych, które w roku ubiegłym brały udział w mistrzostwach Europy. Zdaniem moim zwycięzca turnieju, stanie na Olimpiadzie jako równy drużynom amerykańskim. W ogóle uczestników metingu można podzielić na
trzy grupy: 1) Poznań, 2) Genewa, Paryż, Barcelona. Miluza, 3) reszta drużyn. Zaznaczam jednak od razu, że przeskok z jednej grupy do drugiej jest mały.
— Więc nasi chłopcy podobali się.
— Szkoda w ogóle o tym mówić! Jest to zespół jedyny w Europie, predestynowany do pokonania drużyn zamorskich. Jako znawca koszykówki, potrafię to ocenić! Technika, szybkość, energia, zapał do gry odwagą jest tym, co musi wreszcie Polakom dać zwycięstwo.
Kapitalny szyfting, którym graliście przez cały czas trwania turnieju, jest w najlepszym wykonaniu, nawet Amerykanie lepiej tego nie
potrafią. A teraz posłuchajmy, co myśli o turnieju kierownik, zespołu poznańskiego p. Mgr. Sadlik
— Wrażenie wywozimy z Genewy najlepsze, jedynie muszę napiętnować postępowanie organizatorów, którzy zespół nasz traktowali,
jak... abisyńczyków. Wyglądało tak, jakby zależało im na usunięciu Polaków z turnieju. Ignorancją gospodarzy objawiła się po za tym w zapowiadaniu przez radio drużyny Poznań de Varsovie!... Natomiast chcęę specjalnie podziękować Panclant, który serdecznie się nami opiekował przez cały czas pobytu W Genewie.
TRENER KŁYSZEJKO MA GŁOS
Cel wyprawy koszykarzy w zupełności osiągnięty. Poznaliśmy nowe systemy gry, które będą nam bardzo pomocne W czasie trwania obozu przedolimpijskiego i w ustaleniu programu przedolimpijskiego. Błędy i wady każdego z graczy będzie można na obozie zupełnie wyplenić. Drużyna zdała celująco egzamin dojrzałości olimpijskiej. Wygranie turnieju bardzo poważnego, na terenie obcym, jest dużym sukcesem. Szkoda natomiast wielka, że w turnieju nie brały udział drużyny Warszawy i Krakowa, bo dopiero w ten czas można byłoby zrobić przegląd wszystkich polskich graczy. [[7]]
Zdjęcie Miluza: [[8]]
Puchar Polskiego Związku Gier Sportowych
(we Lwowie)
1936.02.01 KPW Poznań - AZS Wilno 51:19 (I runda)
1936.02.02 KPW Poznań - Cracovia 29:23 (półfinał)
1936.02.02 KPW Poznań - IKP Łódź 73:36 (finał)