“
W historii polskiej męskiej koszykówki, sekcja Lecha z pewnością należy do najbardziej zasłużonych. Gdyby podliczyć mistrzowskie tytuły wywalczone przed wojną przez KPW, po wojnie przez KKS, później Kolejarza i w 1958 roku już przez Lecha, to jest ich 7. Wicemistrzowskich - 4, Od czasu kiedy koszykarze Lecha święcili największe sukcesy minęło już jednak sporo lat. Na najwyższym podium ostatni raz stanęli 24 lata temu, poprzedni tytuł wicemistrzowski zdobyli w 1961 roku. Później nadeszły lata gorsze, w których koszykarze Lecha nie mogli nawiązać walki z czołówką I ligi, zajmując z reguły lokaty w środku tabeli. Aż do roku 1980. Wtedy to bowiem zasłużonemu klubowi przyszło pożegnać się z ekstraklasą. Działacze Lecha nie załamali jednak rąk. Wprost przeciwnie. Degradację potraktowali jako coś złego, co każdemu może się jednak przytrafić, i z czego trzeba wyciągnąć wnioski. Roczny pobyt w II lidze został wykorzystany na wprowadzenie do zespołu młodych utalentowanych zawodników i konsolidację składu, w takim stopniu, by po wywalczeniu awansu drużyna mogła się bez trudu utrzymać w gronie najlepszych. Gdy jednak okazało się, że zespół zostanie wzmocniony dwoma bardzo dobrymi graczami, reprezentantami kraju - Zbigniewem Boguckim i Ireneuszem Mulakiem, można było postawić przed nim wyższy cel - wywalczenie lokaty w pierwszej piątce. Włączenie się do walki o medale wydawało się być zadaniem zbyt trudnym dla beniaminka. Tymczasem postawa koszykarzy Lecha od pierwszego meczu stanowiła miłe zaskoczenie. Zespół demonstrował ofensywną, dynamiczną i pełną polotu grę, w każdym meczu walczył z ogromnym zaangażowaniem, od początku uplasował się w czołówce tabeli i aż do przedostatniej kolejki był jednym z głównych pretendentów do tytułu mistrza Polski. Nie zdobył go wprawdzie ulegając Górnikowi przy tym samym dorobku punktowym jedynie gorszym bilansem w bezpośrednich spotkaniach trzech drużyn Górnika, Lecha i Śląska. Tytuł wicemistrza Polski to jednak sukces bardzo duży, dający powody do satysfakcji zarówno zawodnikom, duetowi trenerów - Wojciech Krajewski - Wiktor Haglauer, jak i działaczom sekcji i klubu. Ciesząc się ze srebrnego medalu pozostaje jednak zastanowić się, dlaczego Lech nie zdobył mistrzostwa, skoro był tak blisko celu. Można wszystko zrzucić na pecha. Bo gdyby w przegranym na własnym boisku meczu ze Śląskiem mógł zagrać Kijewski, gdyby inaczej potoczył się przegrany po dogrywce mecz z Wisłą w Krakowie, gdyby... Wszystko to prawda, ale tylko częściowa. Kontuzje i choroby zdarzały się i w innych zespołach, a przegrana różnicą 1 lub 2 punktów, w koszykówce nie należy do rzadkości. Zasadnicza przyczyna jest inna. Przede wszystkim młodzi zawodnicy nie wytrzymali presji psychicznej towarzyszącej walce o tytuł. Owo obciążenie nie miało wpływu na postawę najbardziej doświadczonego Eugeniusza Kijewskiego, który jest graczem europejskiego formatu i który niemal w każdym ligowym spotkaniu imponował wyśmienitą formą; na grę bardzo dobrze spisującego się w Lechu Zbigniewa Boguckiego, czy innych rutynowanych zawodników. Ale najmłodsi koszykarze Tomasz
Kiełpiński, Tomasz Torgowski czy Jarosław Jechorek mieli w końcówce ligi, gdy ważyły się losy prymatu, kilka słabszych występów. Gdy drużynie się wiodło, gdy prowadziła, nie było tego widać. Ale gdy przeciwnik toczył wyrównany bój lub gdy zyskiwał przewagę E. Kijowskiemu i Z. Boguckiemu często brakowało wsparcia ze strony młodszych partnerów. Szczególnie widać to było w spotkaniach wyjazdowych. Stąd m.in. wzięła się porażka z Wisłą w Krakowie, która miała kluczowe znaczenie w przegranej batalii o mistrzostwo. Czy można mieć o to do nich pretensje? W żadnym wypadku. Ci chłopcy przecież praktycznie debiutowali w ekstraklasie i nic dziwnego, że na finiszu męczących rozgrywek, walcząc o najwyższe laury, nie wytrzymali tego obciążenia. Na przyszłość drużyny koszykarzy Lecha można jednak patrzeć optymistycznie. W zespole tkwią jeszcze spore rezerwy. Zwłaszcza dotyczy to młodych zawodników. Talentu im nie brakuje, trzeba tylko systematycznie pracować. Na pewno na więcej niż to za prezentował w minionym sezonie stać I. Mulaka. O ile Lechowi uda się utrzymać skład drużyny, to w przyszłym sezonie zespół ten powinien sprawić poznańskim kibicom jeszcze przyjemniejszą niespodziankę.
”