“
Ponad 2 miesiące temu - 22 grudnia ubiegłego roku, w komentarzu, dotyczącym występów koszykarzy Lecha w pierwszej fazie rozgrywek ligowych napisałem m.in.: "W poprzednich dwóch sezonach walka o tytuł mistrza Polski w koszykówce mężczyzn była bardzo zacięta, trzymała kibiców w napięciu, a rozstrzygnięcia zapadały dopiero w ostatniej kolejce spotkań. W bieżącym sezonie sytuacja taka z pewnością się nie powtórzy. Emocji wprawdzie nie zabraknie, ale będą one dotyczyły jedynie rywalizacji o tytuł wicemistrza Polski". Przypominam te słowa z ubiegłego roku, nie po to by się chełpić, że potrafię trafnie przewidywać, lecz w celu zobrazowania, jak bardzo Lech w bieżącym sezonie przewyższał rywali. Tak bardzo, że przed całą rundą finałową, przed dwukrotnymi pojedynkami z każdą z czołowych drużyn, można było bez pudła przewidzieć jak ułoży się sytuacja i kto zostanie mistrzem Polski. Choć pojawiają się głosy, że taki rozwój wydarzeń zmniejszył atrakcyjność rozgrywek, że finisz zmagań ligowych nie dostarczył poznańskim kibicom emocji, to jednak uważam taką sytuację za bardzo korzystną. W poprzednim roku bowiem ostatnia, decydująca o tytule mistrzowskim kolejka odbyła się w dramatycznych okolicznościach. Zdążający na mecz do Poznania (na mecz, od którego wyniku zależał mistrzowski tytuł), koszykarze Stali Bobrek Bytom ulegli tragicznemu wypadkowi. Do spotkania nie doszło, zwycięstwo przyznano Lechitom bez walki. Nikt oczywiście nie miał wątpliwości, kto zwycięży w tym pojedynku, ale nie zmienia to faktu, że decyzja o mistrzostwie zapadła w PZKosz, a nie na boisku. W tym roku zaś nikt już nie może mieć wątpliwości, kto jest najlepszym zespołem w Polsce i zapewne sami Lechici mają w takim przypadku więcej satysfakcji. Można by teraz pisać o tym, co znaczy dla zespołu Kijewski, rozwodzić się nad bardzo udanym sezonem Mulaka, udowadniać, że Jechorek nie zawsze grał tak, jak potrafi, że Bogucki też mógłby lepiej, a młodzież rozwija się prawidłowo i coraz skuteczniej poczyna sobie w gronie starszych kolegów. Tego typu ocen sporo było jednak w cotygodniowych sprawozdaniach i ich powielanie nie ma sensu. Celowe zdaje się natomiast postawienie pytania, co oczekuje Lecha w najbliższej przyszłości. W tym kontekście od razu ciśnie się na usta słowo - puchary. Wiadomo, że od kilku lat decyzją GKKFiS, motywowaną względami oszczędnościowymi, polskie zespoły w rozgrywkach o europejskie puchary nie uczestniczą. Zakaz ten nie dotyczył drużyn piłkarskich, raz zrobiono wyjątek dla hokeistów Zagłębia Sosnowiec, a w ubiegłym roku dla szczypiornistów Anilany Łódź. Nie negując słuszności takiego posunięcia ze względów finansowych, trzeba stwierdzić, że w aspekcie sportowym przyniosło ono straty. Znane jest powiedzenie "nieobecni nie mają racji”. Nie od dziś wiadomo, że izolacja nikomu na dobre nie wyszła. Sport, jak każda z dziedzin życia stale postępuje naprzód i by za zmianami nadążyć trzeba w nich uczestniczyć. Kto tego nie czyni, zostaje z tyłu. Ten los spotkał m. in. naszą koszykówkę, o czym w przykry sposób przekonali się właśnie Lechici na turnieju Crystal Palace w Londynie. Ale są w tym względzie symptomy pewnych zmian na lepsze. Polski Związek Koszykówki, a w szczególności prezes - Marian Kozłowski czynią, starania, by do międzynarodowych rozgrywek dopuścić chociaż dwa mistrzowskie zespoły - koszykarek Wisły Kraków i koszykarzy Lecha. Ponoć sprawa jest na dobrej drodze, a optymiści twierdzą nawet, że wymienione zespoły mają 95 procent szans na udział w europejskich pucharach. Tego wymaga po prostu dobro koszykówki. Na ostateczną decyzję przyjdzie jednak jeszcze trochę poczekać. Niezależnie jednak od tego, jakie będą postanowienia GKKFiS, starania działaczy Lecha idą w tym kierunku, by drużyna była jeszcze silniejsza niż obecnie. Teraźniejszy skład w zupełności może zapewnić zwycięstwo w przyszłorocznych rozgrywkach ligowych, a także w następnych latach, ale nie gwarantuje nawiązania rywalizacji z czołowymi zespołami innych państw. Bo gdyby występ Lecha w Pucharze Europy doszedł do skutku, to przykry byłby widok Lechitów schodzących z parkietu "Areny" w roli pokonanych. Intensywnie myśli się więc o wzmocnieniu drużyny i zamysł ten ma pełne szanse realizacji, gdyż również władzom koszykówki w Polsce zależy na tym, by była w kraju drużyna, którą bez obaw można zaprezentować w Europie. Korzyść zaś będzie nie tylko dla klubu, ale również dla reprezentacji, gdyż czołowi zawodnicy Lecha stanowią przecież jej zasadniczy człon. Awizowany już był na naszych łamach powrót po służbie wojskowej w Śląsku Wrocław Tomasza Torgowskiego. Niemal pewne wydaje się pozyskanie dysponującego słusznym wzrostem, jednego z najzdolniejszych koszykarzy młodego pokolenia, czynione są starania o dokoptowanie do zespołu dysponującego dużymi możliwościami skrzydłowego. Gdyby wszystkie te zamiary się powiodły, to z pewnością Lech nie będzie miał w kraju konkurencji i zmagania ligowe nie dostarczą większych wrażeń. Alternatywą będą jednak emocje wyższego rzędu - międzynarodowe, występy w "Arenie" zawodowych zespołów zachodniej Europy, których poznańska publiczność nie miała jeszcze okazji oglądać. Zespołów, mających w składach czarnoskórych zawodników amerykańskich, których próbki możliwości mamy niekiedy możliwość podziwiać jedynie w krótkich migawkach na ekranach telewizyjnych.
”